Mewa ochocka po raz pierwszy w Polsce

Kiedy pojawia się jakaś „jedynka” nie ma co grymasić i bawić się w „skomplikowane rozgrywki taktyczne”. No chyba, że rzeczywiście nasza „niemoc” jest spowodowana wyjątkową sytuacją. Po prostu trzeba  jechać i już. Ja tak zrobiłem i na tym wygrałem 🙂 .

Mewa ochocka Larus schistisagus w szacie 2. zimowej została zaobserwowana w dniu wczorajszym przez Adama Janczyszyna i Artura Błąda na niewielkim zbiorniku przy ul. Flisykowskiego przy nowym osiedlu mieszkaniowym na gdańskich Szadółkach. Szadółki to znane miejsce dla mewiarzy,  gdyż od lat na tutejszym wysypisku śmieci gromadzą się na żerowisku tysiące mew z różnych gatunków. Wielki szacunek dla znalazców za ich czujność i wiedzę, bo gatunek, jak to bywa przy niedojrzałych osobnikach mew,  nie jest łatwy do wyhaczenia w stadzie dużych „larusów”.

Pomimo trudnych, zimowych warunków na drogach dotarliśmy z moim Tobiaszem praktycznie na równo z ekipami z Opolszczyzny, Dolnego Śląska, Łodzi i Mazowsza. Była godzina 8 i zapowiadał się, przynajmniej pogodowo, piękny dzień. Słońce, lekki mrozik i zupełnie bez wiatru. Pierwsze zaskoczenie. Jak na pierwsze stwierdzenie gatunku dla Polski liczba chętnych do jego zobaczenia bardzo znikoma, w sumie jest nas poniżej 20 osób i … nie ma nikogo z „lokalsów” !!! Sytuacja nie do pomyślenia w krajach zachodniej Europy czy Skandynawii. Na zbiorniku w dwóch grupach około 200 mew, różnych. Mewa ochocka zostaje namierzona przez Czarka Pióro. Jest w grupce kilkunastu ptaków, zupełnie blisko brzegu. Niestety miejsce jest zacienione. Na udane zdjęcia moim sprzętem nie będzie szans. „Nasza mewa” w końcu przemieszcza się na osłonecznioną stronę zbiornika. Otoczenie zbiornika jest chętnie odwiedzane przez mieszkańców spacerujących z psami, biegających. Nie zauważyłem aby zwiększona obecność gatunku ludzkiego miało wpływ na zachowanie się ptaków. Przynajmniej podczas mojej obecności. Mewy przed 10 zebrały się i poleciały sobie na „papanie”. Zaczęli przybywać lokalni ptasiarze. Z Tobiaszem zebrałem się do pobliskiego McDonalda na herbatkę i wrapa. Wróciliśmy na zbiornik koło południa. Mew zgromadziło się już znacznie więcej niż w godzinach porannych i na dodatek ciągle coś dolatywało. Niestety mewy ochockiej nie było. No cóż, lepszych zdjęć już nie zdobędę. Teraz trzeba wynagrodzić trudy podróży Tobiaszowi. Jedziemy do gdyńskiego akwarium. Mewa ochocka już do końca dnia się nie pojawiła.

earth_mewa
Mewa ochocka gniazduje (lęgowiska oznaczono kolorem zielonym) w NE Syberii od Cape Navarin i S Kamczatki do Władywostoku i Japonii (Hokkaido i NE Honsiu); sporadycznie również NW Alaska, gdzie lęg stwierdzono na Aniktun Is. Zimuje od Morza Beringa do Morza Japońskiego, rzadko bardziej na S do wybrzeży Chin i Tajwanu. Do tej pory w zachodniej Palearktyce stwierdzona jedynie 7 razy (wszystkie osobniki dorosłe)
imag1478a
„Garstka” tych, którym się udało

a_mg_3499 a_mg_3502 a_mg_3504 a_mg_3508 mewa_ochocka_mg_3477 mewa_ochocka_mg_3485

imag1486a
Akwarium w Gdyni robi wrażenie. Warto było zajrzeć

Porażka (nie pierwsza i pewnie nie ostatnia)

A miało być tak pięknie. Wydrzyk wielki czyli po prostu skua wykryty w dniu 12.11.2016 przez Jarka Słowikowskiego, Tomka Zarzyckiego i Grzegorza Orłowskiego pozostał na zbiorniku na noc. To ostatni z grupy wydrzyków brakujący na mojej polskiej liście gatunków.  Pozostało tylko wcześnie wstać i skoro świt stawić się na tamie zbiornika. Banalnie proste, tym bardziej, że ze wczesnym wstawaniem nie mam problemów 😉 . Motywowany dodatkowo nieobecnością w ojczyźnie, kiedy to w październiku nastąpiła eksplozja pojawów „gatunków syberyjskich” („uciekło mi” a tak lekko licząc z 8 gatunków) już o 4 rano siedziałem w „pędzącym” aucie w kierunku autostrady A4. Na MOP-ie „Wirek” postanowiłem dotankować gazu. Idę do kasy i … mam problem. Odmowa transakcji kartą !  Bankomat też nie chce się ze mną dogadać ! Okazuje się, że w moim banku trwa przerwa techniczna. Czas ucieka. Na szczęście mam 30 zł w kieszeni. Reguluję część należności, zostaję spisany z dowodu przez obsługę. Mogę jechać dalej. Straciłem co najmniej kwadrans. Pędzę dalej, ale … co będzie na bramkach ? Nie mam już ani złotówki, nie mam na opłatę autostrady. Dzwonię do banku. Pan grzecznie informuje mnie, że przerwa będzie trwać do 6:30.  No tak nie ma się co spieszyć. Co za pech ! Istotnie, przerwa trwała do 6:30.  O 7:04 dostaję PGLa – skua jest !!! Jestem już blisko. Dzwonię do Tomka Tańczuka po wskazówki gdzie dokładnie mam dojechać. Jest 7:15 a ja jestem w Mietkowie czyli o „rzut kamieniem”. Tomek informuje mnie, że ptak właśnie odleciał goniony przez mewy, ale jednocześnie pociesza, że zapewne wróci. Tak było w dniu wczorajszym. Dojeżdżam, „wdrapuje się” po stromych schodach na tamę. Zebrała się już liczna grupa „twitcherów”. Większość o podobnym statusie jak ja czyli z nadzieją, że skua wróci  😉 .  Niestety nie wróciła  🙁  . Przemarzłem jak cholera, co zapewne będzie miało swoje konsekwencje za parę dni. A mówią, że „13” nie jest pechowa. Ale nie ma co żałować, życie „twitcherskie” toczy się dalej, „jutro burzyk duży lub zaganiacz mały” 😉 . Towarzysko spotkanie na wale zbiornika było bardzo udane. Miałem okazję spotkać wielu znajomych, niektórych nie widziałem sporo czasu. I może to jest najważniejsze w tej naszej zabawie ?  Do zobaczenia wszystkim w jakimś innym zakątku PL  🙂 . A skua ? Pewnie się gdzieś trafi 🙂 .  Jak to mówią  „jest to kwestia dni o ile nie godzin”  😉 .  Oby 🙂 .

imag1454_1200x800
Jedni się cieszą – bo widzieli, inni, mniej radośni, z nadzieją – że wróci .
imag1455_1200x800
A kogóż to w zimny, niedzielny poranek nie było w Mietkowie ? Przez cały dzień przewinęło się około 40 osób. Na polskie warunki całkiem sporo.
imag1456_1200x800
Ależ idziemy do przodu 😉 . Las lunet i to nie byle jakich marek.

 

PS.  Żeby nie było  😉 . Zdjęcie skuy pochodzi z pelagic tripu po Morzu Celtyckim w 2013 roku.

Mam i ja !

Miałem dużo szczęścia ☺ . Żuraw stepowy „wytrzymał” !!! Niewątpliwie na krajowej ptasiej liście to gatunek z tych MEGA !!!

Wszystko zaczęło się w Danii, gdzie dorosłego osobnika żurawia stepowego dostrzeżono 27 lipca. Oczywiście do Bøtø Nor na Zelandii od razu zaczęły „walić tłumy”. Żuraw stepowy pobył sobie w królestwie  te 11 dni i odfrunął.

Tak się akurat złożyło, że z moim z Tobiaszem wybraliśmy się na kilka dni wakacji właśnie na Półwysep Jutlandzki (wiadomo Legoland i Ninjago 😉). Nie, nie. Nie zamierzałem jechać zaliczać żurawia. Miałem go już na swojej liście gatunków WP. I nie zrobiło na mnie najmniejszego wrażenia, kiedy 7 sierpnia  przeglądając netfugla nie dostrzegłem już  obserwacji tego gatunku. Za to telefon w dniu 12 sierpnia  od Czarka Pióro z informacją o żurawiu stepowym na Stawach Milickich owszem wrażenie zrobił !!! . Z wypiekami na twarzy czytałem kolejne smsy z informacjami co się z żurawiem dzieje, oglądałem zdjęcia na Fb, zazdrościłem kolejnym szczęśliwcom zobaczenia takiego gatunku i żyłem nadzieją, że ptak jeszcze te parę dni wytrzyma. W niedzielę, 14 sierpnia zakończył się nasz pobyt na campingu w przepięknym regionie Północnej Jutlandii. Nastał czas powrotu. Tobiasz dzielnie zniósł trudy całonocnej jazdy ze spaniem na siedząco. Około 8 rano w świąteczny poniedziałek wjechaliśmy w dolinę Baryczy szukając początkowo żurawia stepowego na polach koło Czatkowic, Grabownicy i Rudy Milickiej. Zgodnie z informacjami żuraw wylatywał ze stawu Grabownica skoro świt wraz z gęsiami i żerował na polach, po czym koło 10-11 wracał na staw. Niestety na polach go nie spotkaliśmy. Nie było również informacji coby ptak był w dniu dzisiejszym widziany. Pozostało udać się na wieżę obserwacyjną i z niej próbować szczęścia. Nie zdążyłem jeszcze rozłożyć lunety, kiedy na wieży pojawił się  Jacek Zygadło. Jacek bardzo szybko namierzył żurawia stepowego. Ptak przebywał w grupie gęgaw, łabędzi krzykliwych i żurawi. Pomimo znacznej odległości, która wykluczała zrobienie przyzwoitej dokumentacji zdjęciowej, w lunecie można było przyjrzeć się różnicom nie tylko w upierzeniu dwóch gatunków żurawi ale przede wszystkim bezpośrednio porównać ich wielkość.

_MG_0515a

Na wieżę zaczęli ściągać kolejni obserwatorzy m.in. z północy Polski, zaczęło robić się tłoczno więc wraz z Tobiaszem chętnie skorzystaliśmy z zaproszenia Jacka na kawę i herbatę w Jego letnim domku, oddalonym może o … 200 m od ścieżki prowadzącej do wieży ☺ . Jacek stwierdził, że żuraw na pewno jeszcze się ruszy na pola, więc będzie może szansa na lepsze ujęcia. Rzeczywiście koło południa dostaliśmy informację, że żuraw poderwał się do lotu i poleciał w kierunku wschodnim, nie wykluczone, że na pola koło Gądkowic czy Potaszni (nota bene tam żerował dzisiaj, kiedy my szukaliśmy go koło Czatkowic). Rozpoczęliśmy objazd pól (zresztą nie tylko my) ale żurawia stepowego już żadna ekipa nie odnalazła (na stawie również). Czyżby pofrunął na rosyjskie stepy ? . Być może. A ja mogę opowiadać bajkę, jak to specjalnie „przegoniłem” żurawia stepowego z Danii do Polski, wszak nie ulega wątpliwości (analiza zdjęć z Danii i Polski), że ptak obserwowany w obu krajach to ten sam osobnik  😉 .

Poleciały

Trwają wakacje, pogoda sprzyja kanikule ale jesień zbliża się nieubłaganie. Jerzyki właśnie opuściły „moją” wieś. Jeszcze 31 lipca robiłem zdjęcia dwóm młodzikom, którym brakowało odwagi do pierwszego lotu, jeszcze tego samego dnia słyszałem pod wieczór gwar jerzykowych stad uganiających się pomiędzy budynkami na osiedlu. Dzień później, 01 sierpnia, nastała cisza. Dla jerzyków nadszedł czas wędrówki. Jeszcze dzisiaj jakieś pojedyncze osobniki przecinały niebo ale to już nie to. I zrobiło się jakby trochę smutno. Zapewne wrócą, do maja zostało coś koło 270 dni, czas rozpocząć odliczanie 😉 .

_MG_9711a

Pustułki na kolorowo

Mam nadzieję, że to co zrobiłem dzisiaj wspólnie z Marcinem Borowikiem i Jakubem Bieckiem z Częstochowskiej Grupy OTOP będzie początkiem udanego wspólnego przedsięwzięcia.

U Jakuba na balkonie wieżowca przy ul. Witosa 3 w częstochowskiej dzielnicy Północ zagnieździły się pustułki Falco tinnunculus. Para tych „miejskich” sokołów dochowała się 5 młodych, z których 4 właśnie dzisiaj (27.06.16) zaobrączkowaliśmy.  Młode dostały nie tylko standardowe obrączki metalowe ale też czerwone znaczniki plastikowe (a to zasługa Jacka Betlei), dzięki czemu będzie można łatwiej je odczytać (przynajmniej taką mamy nadzieję 🙂 ).

DSC_0120a
Proces kolorowego znakowania fot. J.Biecek
_MG_9083a
Typowe, balkonowe siedlisko lęgowe pustułki. Skrzynka na kwiaty jako miejsce na  gniazdo (tutaj niewidoczna), miejsce do przesiadywania – brzozowe kołki (żeby nie stępić sobie jakże potrzebnych w życiu szponów) i osłona (tu mata) aby młode zbyt wcześnie nie „poleciały na zbity dziób” no i ochrona przed słońcem w postaci zadaszonej skrzynki. Jednym słowem WZÓR KONSPEKT. BRAWO KUBA  🙂 . Uroku całości dodają porozrzucane „smakołyki” (tu w postaci gryzoni),
_MG_9088a
Balkon – niestety wyłączony na 3 miechy z użytkowania ;-). Ale myślę, że warto. Bo przeżycia z podpatrywania tych pięknych ptaków – bezcenne. Na zdjęciu najmłodszy z przychówku przy skrzynce, gdzie się wykluł.

Takich balkonów, jak u Jakuba,  w całej  Częstochowie jest zapewne kilkadziesiąt. W tym roku już nie da się tego zrealizować ale w przyszłym roku właśnie postanowiliśmy zorganizować

„Powszechny Spis Pustułek w Częstochowie”

Może znajdziemy medialnego mecenasa tej akcji ?. Już dzisiaj zachęcam do zgłaszania stanowisk lęgowych tego sokoła z obszaru administracyjnego Miasta Częstochowy z tego roku (np. na mój adres mailowy:  cygcyg@wp.pl ). To pozwoli nam (pustułki bardzo często gniazdują w tych samych miejscach) odpowiednio przygotować akcję na rok przyszły. Chcielibyśmy w przyszłym roku zaobrączkować na kolorowo  jak największą liczbę częstochowskich sokołów.

To może się udać tylko dzięki WASZEJ POMOCY  🙂 .

A na „Ptasiej Wyspie” kolejny sezon

W dniu dzisiejszym (05. czerwca 16) wraz z Jackiem Betleją przeprowadziliśmy obrączkowanie piskląt w kolonii lęgowej śmieszki Chroicocephalus ridibundus na sławnej „Ptasiej Wyspie”. Pisklaki dostawały oprócz standardowej metalowej obrączki kolorowe białe plastiki. Dotychczas na kolorowo znakowaliśmy tylko ptaki dorosłe. Łącznie w taki sposób w niedzielę zaobrączkowanych zostało ponad 70 piskląt.

Niestety liczebność par lęgowych śmieszki w kolonii na „Ptasiej Wyspie” jest zdecydowanie mniejsza niż w poprzednich latach. Miejmy nadzieję, że to tylko chwilowy trend spadkowy. Nie ma w tym sezonie również lęgowej mewy czarnogłowej a gniazd rybitwy rzecznej znaleźliśmy tylko 6.

Z innych gatunków widzieliśmy m.in. bączka (to chyba nowość na Zbiorniku w Poraju) a w wierzbach czynne gniazdo remiza.

IMAG1081a
Jacek na stanowisku pracy ;-)
IMAG1085a
Oby pisklaki przyniosły dużo wiadomości powrotnych, np. z … Maroka ;-)
_MG_8440a
Śmieszka (Chroicocephalus ridibundus)
_MG_8449a
Śmieszka (Chroicocephalus ridibundus)
_MG_8535a
Śmieszka (Chroicocephalus ridibundus)
_MG_8543a
Kilkudniowy pisklak jeszcze za mały na obrączkowanie
_MG_8568a
Niebawem będę miał (albo miała) rodzeństwo ;-)
Untitled_LAR
I tak na szybko wygenerowana mapka pokazująca, gdzie latają śmieszki z Ptasiej Wyspy na Zbiorniku Poraj

Sieweczka pustynna (Charadrius leschenaultii) na mikoszewskiej plaży

Po całonocnej podróży z południa Polski około 5 rano zameldowaliśmy się wraz z Wojtkiem Janeckim jr.  i  Darkiem Szlamą na plaży w Mikoszewie. Wczoraj zaobserwowano tutaj samca sieweczki pustynnej.  Jest to 7 pojaw tego gatunku w Polsce. Ostatni raz był widziany ponad 10 lat temu. Siewkusy mają to do siebie, że wędrują w nocy. Było więc duże ryzyko, że ptak po prostu się wyniesie. Jednak zaryzykowaliśmy daleką podróż. Na plaży spotkaliśmy lokalnego ptasiarza, który był od świtu i niestety ptaka nie udało mu się wypatrzeć. Czyżby więc nasze „krakanie” miało  się sprawdzić ?

Skanowanie piaszczystej wyspy przy ujściu Wisły daje jednak pozytywny wynik 🙂 . Widzimy dużą, wielkością dorównującą kamusznikowi, siewkę. Jest trochę skulona, ale w promieniach coraz śmielej wyglądającego zza chmur słońca, dostrzegamy pomarańczową obrożę. Radość wielka 🙂 . Teraz tylko aby przyleciała na „nasza” plażę. W międzyczasie dociera do nas Marcin Sołowiej. Sieweczka wreszcie spełnia nasze oczekiwania wystawiając jednak naszą  cierpliwość na próbę czasu. Ale w końcu możemy podziwiać ją w towarzystwie biegusów zmiennych, kamuszników i biegusów płaskodziobych. Sieweczka zachowuje dystans, ale leżąc na piasku możemy ja obserwować z kilku metrów. Fajne przeżycie 🙂 .

Cha_las_1 Cha_las_2 Cha_las_3 Cha_las_4 Cha_las_5 Cha_las_6

Świstun z Ameryki

Świstun Anas penelope, ten nasz, europejski, ma swojego kuzyna w obszarze Nearktyki. Świstun amerykański Anas americana, bo to o niego chodzi, często pojawia się w krajach zachodniej Europy i na Wyspach z Islandią włącznie. Wychodzi na to, że niechętnie odwiedza środkową Europę. W Polsce dotychczas był stwierdzony tylko 4 razy. Hmm. Czy naprawdę tak rzadko zapuszcza się na wschód czy też może jest po prostu przeoczany w stadach świstunów ? Ja jestem zwolennikiem tej drugiej teorii 😉 . Świstuna amerykańskiego po raz pierwszy w Europie widziałem w Holandii.  Oj nie było łatwo i tylko dzięki holenderskim ptasiarzom dysponującym lunetą Svarowskiego, udało mi się amerykańca zobaczyć. Samiec w upierzeniu godowym, wbrew pozorom, jest po prostu trudny do wyhaczenia albo jak ktoś nie lubi słowa trudny to napisze inaczej, łatwy do przeoczenia 😉 . O samicy to już w ogóle zapomnij !

W dniu wczorajszym wraz z Wojtkiem Miłoszem miałem tą przyjemność oglądania (stłiczowania 😉 ) świstuna amerykańskiego w Polsce, a konkretnie na stawach w Antoninach koło Chodzieży. Wypatrzyli go tutaj kilka dni wcześniej W.Plata i M.Lewandowski (będzie to 5 pojaw w Polsce). Dotarliśmy na stawy po południu. Po drodze mijamy się z  Sergiuszem Nizińskim.  Krótkie pytanko: „Cześć ! Jest ? „. Odpowiedź jakże nas radująca (też krótka 😉 ): „Cześć! Jest.” Jest pochmurno więc oświetlenie jest dość kiepskie. Luneta też nie pierwszej klasy. Na dużym stawie ptaków … dużo. Kilkaset gęsi, na szczęście trzymających się osobno od kaczek i łabędzi wśród których musi być ON. Wreszcie udaje mi się zlokalizować „podejrzanego” osobnika, niestety w pozie typowej dla odpoczywających kaczek czyli z głowa położoną na grzbiecie. O zdjęciu nie ma co marzyć. Daleko. Ale w końcu coś go niepokoi i podnosi głowę. Tego nam było trzeba :-). Kaczor świstuna amerykańskiego w pełnej krasie. Próbujemy obejść staw od drugiej strony. Płoszą się gęsi co powoduje że również kaczki zmieniają swoje lokalizacje. Nasz „bohater” ląduje przy bewikach tuż za pasem trzcin, a więc już na tyle blisko, że można zrobić dokumentację. Jakże zmienił też swoje zachowanie. Ze „śpioszka” stał się „wojownikiem”, przepędzając pojawiające się przy nim samce świstunów.

_MG_2846_cr
Świstun amerykański na stawach w Antoninach

Tamaryszka jak myszka

1 kwietnia, wiadomo, Prima Aprilis. Wszyscy wszystkim robią albo starają się zrobić jakiegoś psikusa. Trzeba być czujnym 😉 . Kiedy wieczorem dotarł do mnie sms z PGL o tamaryszce na spytkowickich stawach wietrzyłem właśnie takiego psikusa. Zresztą „buźka z uśmiechem” w treści smsa była wymowna – nie tylko dla mnie jak się miało okazać w niedalekiej przyszłości.

Następnego dnia skoro świt udałem się, jak co roku o tej porze, na kontrole stanowisk łabędzi krzykliwych. Na pierwszy ogień poszły stawy w Hadrze. Pogoda przepiękna. Dymówki, dudek, pliszka żółta, piecuszek potwierdzały tegoroczne przyspieszenie w ptasich powrotach z zimowisk. Pojedynczy krzykliwy żerował na kożuchu podwodnej roślinności na skraju trzcinowiska, a więc chyba znak, że samica siedzi już na gnieździe. I wtedy dostaję smsa: tamaryszka – Spytkowice  – nadal. Dzwonię do Pawła Malczyka (nota bene „odkrywcy” tamaryszki 🙂 ) ciągle nie dowierzając. Paweł w kilku „ciepłych, żołnierskich” słowach sprowadza mnie na ziemię 😉 . Oznacza to jedno – koniec kontroli na dzisiaj. Po kilku minutach już jestem na głównej drodze. Na stawy docieram w południe. Na grobli kilkanaście osób stara się wypatrzeć tamaryszkę. Dołączam i ja. Ptak intensywnie odzywa się z różnych miejsc dużego płata trzcinowiska na stawie Starościńskim. Jedno jest pewne – gdyby odzywał się po powrocie z zimowisk rokitniczek i trzcinniczków zapewne zdecydowana większość ptasiarzy zakwalifikowała by ten śpiew jako właśnie terytorialnego samca z tych gatunków. To chyba tłumaczy fakt, że spytkowicka obserwacja tamaryszki to dopiero trzecie stwierdzenie tego gatunku w Polsce, a przecież gatunek gnieździ się po sąsiedzku, w południowej Słowacji.  Ale koniec rozmyślań. Ptak zaczął śpiewać naprawdę kilka metrów od nas. Cóż z tego kiedy zobaczenie go graniczy z cudem a o zdjęciu dokumentacyjnym nie ma co marzyć. Upływa kwadrans za kwadransem, godzina za godziną. Przez trzcinowisko przemykają co jakiś czas wąsatki, słychać też ciche „siii” remizów.  Pojawia się też … badylarka. Tamaryszka koncertuje w  najlepsze tylko od czasu do czasu robiąc sobie krótkie przerwy. Niestety silny wiatr buja trzcinami nie ułatwiając obserwacji.  Późnym popołudniem z Opolanami zamawiamy na stawy … dostawę pizzy 🙂 . Posileni przystępujemy do kolejnej „ofensywy”. Przez ułamek sekundy widzę niepozornego brązowego ptaka, który przefruwa kilka metrów nad trzcinowiskiem i zapada, po czym z tego miejsca słychać śpiew tamaryszki.  Trochę za słabo aby być w pełni usatysfakcjonowanym zaliczeniem gatunku :-/ . Spośród ponad 20 osób, które przewinęło się przez groblę tamaryszkowego stawu, ptaka widziało raptem kilka osób a zdjęcie udało się zrobić jedynie Michałowi Baranowi. Dzień zbliża się do końca – efekt mizerny. No cóż, daleko nie mam, trzeba zweryfikować niedzielne plany i powrócić tu jutro.

Dzisiaj dzień szczególny. Nie, nie chodzi tu o niedzielę. Dokładnie 40 lat temu rozpocząłem tworzenie listy widzianych gatunków – 03 kwietnia 1976 roku jako nr 1 zapisana została … dzierlatka. Ale o tym może uda napisać mi się później. Teraz wyzwanie pt. „tamaryszka„. O świcie ponownie jestem na spytkowickich stawach. Są już chłopaki z Pomorza Zachodniego (Zbyszek Kajzer i Marcin Sołowiej). Z każdą godziną liczba osób rośnie. Dziś pogoda bardziej sprzyjająca – nie wieje. Tamaryszka jak śpiewała tak śpiewa.  Ale jest bardziej „stacjonarna” niż wczoraj. Niewiele sobie robi z prób wabienia jej na odtwarzany głos. Ale w końcu na chwilę pokazuje się co daje szansę niektórym na pstryknięcie fotki. Niestety nie jestem w gronie tych szczęśliwców. Ale samą tamaryszkę widzę dzisiaj kilkukrotnie jak przemyka tuż nad wodą w gęstwinie trzcin. Niczym drobna myszka. Tylko raz, przez kilka sekund, widzę ją w całej okazałości może metr nad powierzchnią stawu w niewielkim przerzedzonym fragmencie trzcinowiska. Może był czas na fotkę, ale oczywiście nie wykazałem się odpowiednim refleksem. Najważniejsze jednak jest to, że z czystym sumieniem mogę stwierdzić: TAK, widziałem tamaryszkę w Polsce 🙂 .

IMAG0611a
Słyszymy ale nie widzimy ;-)
Samiec tamaryszki – 03.04.2016 – stawy Spytkowice fot. W. Janecki jr.

Dziękuję Wojtkowi Janeckiemu (juniorowi) za udostępnienie fotek.