Uhla pani Ryszardy

Pani Ryszarda, sympatyczna mieszkanka Gdańska, wybrała się na spacer wzdłuż plaży na Stogach. Piękne słońce pomimo mrozu, zachęcało do spacerów a flauta spowodowała, że morskie kaczki: uhle i lodówki pływały blisko brzegu, stając się wdzięcznym obiektem dla fotografów. Piękne zdjęcia uhli Pani Ryszarda wrzuciła następnego dnia (27.02) na fb ale szczególnie jedno z nich zelektryzowało ptasiarski świat. Przedstawiało bowiem pięknego samca uhli ale … garbonosej Melanitta deglandi, ptaka z podgatunku stejnegeri gniazdującego w Azji !!! To dopiero drugi przypadek obserwacji tego gatunku w Polsce !!!

*************

Taki gatunek nie może czekać 😉 Świadomy niezbyt przychylnych prognoz pogody, w środku mroźnej nocy ruszyłem ostatniego dnia lutego ku Zatoce Gdańskiej. Na miejscu Samek Sosnowski z ekipą próbował coś wskurać wcześniej, jeszcze przed moim przybyciem, ale warunki pogodowe były fatalne: mróz -12°C można byłoby jako tako wytrzymać, ale bardzo silny, „przeszywający” wiatr z północy, wiejący prosto w twarz, skutecznie zniechęcał do patrzenia w morze, które na dodatek parowało. Pogoda niestety nie poprawiła się. Ptaki trzymały się daleko od brzegu. Odnalezienie w takich warunkach uhli garbonosej było niemożliwe. Licząc na poprawę warunków pogodowych trwałem samotnie na plaży próbując chronić się przed wiatrem za budynkiem. W końcu „przybyły posiłki” 😉 . Pojawił się Marek Betlejewicz i Piotrek Baszanowski. Przybyła też Pani Ryszarda. Dotarł Marcin Sołowiej z Maćkiem Sobierajem. Wszyscy „polegliśmy”. Ja poddałem się tuż przed 15-tą. Zaskakujące było dla mnie to, że kaczucha nie przyciągnęła dzisiaj większej liczby obserwatorów. Pewnie wszyscy czekali w „domowym ciepełku” na potwierdzenie obserwacji 😉 . Oczywiście ono nastąpiło. W dniu następnym. W czwartek pogoda się zdecydowanie poprawiła. Uhla garbonosa została ponownie odnaleziona. Przez kogo ?  Oczywiście, że przez Panią Ryszardę  😊 . Ku Stogom wreszcie „ruszyły tłiczerskie zastępy” z całej Polski .

*************

Zaliczyłem sobie uhlę garbonosą dopiero w niedzielę (04.03.2018). Nie obyło się bez emocji z elementami groteskowymi  😊 . Przed 10-tą na plaży pomiędzy Stogami a Górkami Zachodnimi była już znaczna grupa tłiczerów. Dzisiejsza aura była o wiele łaskawsza a morze nie falowało tak mocno. Od grupy znajdującej się bliżej Górek Zachodnich przyszedł komunikat. JEST !!! Pędzimy więc w tym kierunku. Nie miałem swojej lunety więc musiałem korzystać z uprzejmości kolegów, a że takich jak ja było więcej, więc trzeba było cierpliwie czekać 😉 . Co za emocje ! Zazdroszczę tym, którzy „przybijają sobie piątki” zadowoleni z obserwacji. Wreszcie i ja jestem przy lunecie. Komunikat brzmiał: „na wysokości niebieskiego statku i trochę w lewo, tam jest”. Patrzę, patrzę i nie widzę. Może zanurkowała ? Po chwili komunikat brzmi: „jest w prawo od żółtej boi”. Zaraz, zaraz. Przecież to jest kilkaset metrów na prawo od niebieskiego statku. Co to ? Są dwie ? Znowu „lukam”, dostaje prawie wytrzeszczu oczu i poza zwykłymi uhlami nic nie widzę. Ktoś chwali się digi-zdjęciami. Nawet nie patrzę. Jestem podłamany. Szymon Czyżewski, nieśmiało, tak trochę pod nosem, komentuje zdjęcie, że coś mu w wyglądzie tego kaczora nie pasuje. Nie przebija się to jednak przez gwar rozentuzjazmowanych szczęśliwców. Żałuję, że nie mam ze sobą swojej lunety. W pewnym momencie znaczna część morskich kaczek podrywa się i leci w kierunku Stogów. W tej grupie co pozostała uhli garbonosej na pewno nie było. Od strony Stogów ciągną  kolejni ptasiarze. Już wiedzą, że mają szukać uhli garbonosej w tamtym rejonie. Wracam zniesmaczony w towarzystwie Marcina Borowika i Grzesia Kaczorowskiego. Za nami podążają też i pozostali. Idziemy i co jakiś czas przeglądamy grupki kaczek. W pewnym momencie Samek Sosnowski zwraca uwagę, na śpiącego kaczora uhli z podejrzanie dużą ilością białego upierzenia wokół oka. Okazuje się, że właśnie patrzymy na … samca uhli garbonosej. DOPIERO TERAZ !!! Wcześniej ptak uznany za uhlę garbonosą okazał się być samcem zwykłej uhli !!! Zadziałał „owczy pęd” 😉 . Na szczęście chyba wszyscy, którzy wcześniej już zaliczyli sobie uhle garbonosą zdołali powrócić i poprawić „zaliczenie” ☺ . No humor od razu mi się poprawił ☺ . Pozostał jedynie niedosyt, że ptak przebywał w znacznym oddaleniu od linii brzegowej co uniemożliwiało zrobienie lepszej dokumentacji zdjęciowej jako pamiątki ze spotkania.

Lodówka (Clangula hyemalis) – kaczor
Uhla (Melanitta fusca) – z lewej samica
Duuużo nas 🙂
Azjatycka uhla garbonosa (Melanitta deglandi stejnegeri)

Nie byle jaki drozd

Musiał przelecieć ponad 6 tysięcy kilometrów aby w końcu „zakotwiczyć” w centrum hiszpańskiego Kadyksu, w niewielkim parczku. Dlaczego akurat tu ? Ptaki są jednak niesamowite 🙂 .

Na tego drozda wybieraliśmy się z Czarkiem Pióro niczym „sójki za morze”. Zawsze coś musiało wypaść. A to coś w pracy, a to kiedy już, już mieliśmy kupować bilety lotnicze przyszła informacja o uhli garbonosej 😉 . Wreszcie w czwartek, po moim nieudanym „tłiczu” uhli,  ruszyliśmy z mroźnej Warszawy „ku słońcu”. Na lotnisku Czarek rozwiał moje pogodowe marzenia. W Kadyksie w piątek, a więc w dniu kiedy tam będziemy, od świtu ma padać. Niestety od świtu i to według prognoz cały dzień. Sprawdziło się. Kiedy zajechaliśmy pod  Jardines de Varela w centrum Kadyksu było jeszcze ciemno. Z nieba ściana wody i wichura. Strach w ogóle wyjść z  auta. Wstrzeliliśmy się w pogodę, że hej.

Można się załamać

W końcu, po dwóch godzinach trochę odpuściło. Parkujemy pod ziemią. Idziemy szukać drozda. Po chwili zamiast drozda spotykamy moich corviańskich przyjaciół z Niemiec Thomasa Langa i Klausa Drissnera. Są tu od wczoraj. Wykorzystujemy ich „znajomość terenu”. Okazuje się że drozd oliwkowy upodobał sobie niewielki fragment parku, przy ogrodzeniu (to okazało się później mieć niebagatelne znaczenie), gdzie rosną jakieś iglaste drzewa, skąd zlatuje na ziemię na jedzonko. Po krótkim oczekiwaniu  drozd najpierw potwierdził swoją obecność głosem a następnie pokazał się w koronie iglastych drzew. Po chwili żerował już przed nami, na ziemi 😊 . Thomas z Klausem zajrzeli do parku tylko na chwilę, przed powrotem do kraju. Po kwadransie zostaliśmy, póki co, sam na sam z drozdem. Zaczęliśmy z Czarkiem obmyślać fotograficzny plan. Deszcz ustał. Wiatr niestety nie. Poprawa pogody spowodowała, że do parku zaczęli schodzić się okoliczni mieszkańcy w towarzystwie swoich piesków, które niestety musiały się wybiegać, płosząc nam drozda. Czarek dosadnie wyrażał swoje niezadowolenie. W końcu chyba zostaliśmy zrozumieni. Kiedy już sytuacja z psami została opanowana i już wydawało się że nic nie zakłóci nam sesji fotograficznej pojawił się Pan w zielonym kombinezonie informując nas, że zamyka parkowe bramy i musimy opuścić park z uwagi na silny wiatr i nasze bezpieczeństwo 😠. Noż kurde blaszka !!! Nie pomogły nasze prośby. Zresztą ów Pan ni w ząb nie kumał angielskiego. Pomagamy sobie rękoma. Gość pozostał niewzruszony. Cóż było począć. Przenieśliśmy się za ogrodzenie. Przypominaliśmy trochę dzieci przyklejone nosami do szyb cukierni 😉 . Na szczęście konstrukcja ogrodzenia nie przysłaniała zbytnio „drozdowej areny” a i za plecami od czasu do czasu pojawiały się „ciekawe obiekty” (w bloku znajdował się klub fitness 😊) .

Arena drozda oliwkowego zza ogrodzenia parku

Niestety nawroty obfitego deszczu zmuszały nas co jakiś czas do ucieczki do pobliskiej knajpki. Na drozda przybyli też i „miejscowi” ptasiarze, ale szybko odpuszczali. Dotrwaliśmy przed płotem do późnego popołudnia. Podobnie jak lokalni smakosze mocniejszych trunków, którzy racząc się kilkadziesiąt metrów dalej, żywo byli zainteresowani, szczególnie Pan kursujący co jakiś czas po nowe zaopatrzenie, co obserwujemy. Zobaczył ale czy zapamiętał ? 😉 Kolejny nawrót ulewnego deszczu definitywnie pomógł nam w podjęciu decyzji o zakończeniu naszych zmagań.

Suma sumarum, pomimo różnych przeszkód, wyjazd należy uznać za udany.  Była  to jak dotąd moja najdalsza tłiczerska wyprawa 😊 .

Drozd oliwkowy (Turdus obscurus) – młody samiec
Drozd oliwkowy (Turdus obscurus) – młody samiec
Drozd oliwkowy (Turdus obscurus) – młody samiec
Drozd oliwkowy (Turdus obscurus) – młody samiec
Drozd oliwkowy (Turdus obscurus) – młody samiec
Drozd oliwkowy (Turdus obscurus) – młody samiec
Drozd oliwkowy (Turdus obscurus) – młody samiec
Drozd oliwkowy (Turdus obscurus) – młody samiec

Drozd oliwkowy Turdus obscurus gnieździ się w tajdze i mieszanych lasach od zachodniej Syberii do Kamczatki. Zimuje w południowo-wschodniej Azji (południowe Chiny, półwysep Indochiński, Filipiny i  część Wysp Sundajskich). Zabłąkane osobniki pojawiają się w Zachodniej Palearktyce praktycznie corocznie. Odnotowany również w Polsce – dotychczas 7 stwierdzeń.

Tłusty czwartek czyli moje zmagania nie z pączkiem a z bączkiem

W kilka godzin z mroźnej i zaśnieżonej Polski przeniosłem się na skrzydłach „Small Planet” do „ciepłych krajów”. Od -13 do + 23ºC. To jest jednak niesamowite 😀 . Rzeczywiście ta nasza planeta jest „small”.
Zgodnie ze wskazówkami tłiczerów zostawiłem samochód na poboczu drogi prowadzącej na wysypisko śmieci i pełen optymizmu pomaszerowałem te kilkaset metrów w kierunku wąwozu Rio Cabras. Nie sądziłem, że w tym mało atrakcyjnym krajobrazie, przyjdzie mi spędzić cały dzień. Plany miałem bardzo ambitne jak na tak krótki pobyt. Okazało się, że zbyt ambitne. Było południe. W wąwozie jednak tętniło życie. Obecność wody robi swoje. „Trąbiące” gilaki pustynne przeganiające się między kamieniami, endemiczne świergotki kanaryjskie i kląskawki kanaryjskie czy pokrzewki okularowe buszowały wśród zarośli w korycie rzeczki. Na błotku żerowały sieweczki rzeczne i samotnik. Stadko szczudłaków natychmiast, niczym eskadra myśliwców, podrywało się do lotu jak tylko coś niepokojącego zadziało się w wąwozie i z głośnym, dodatkowo spotęgowanym ścianami skalnymi, piskiem, przelatując jak na złość wzdłuż wąwozu, ostrzegało wszystko co żywe. Niestety chyba na tyle skutecznie, że bączek ciemny nie miał zamiaru się ujawnić.

Barranco de Rio Cabras. To tutaj „zabunkrował” się skrzydlaty przybysz z Afryki
Gilak pustynny (Bucanetes githagineus)
Pokrzewka okularowa (Sylvia conspicillata)
Kląskawka kanaryjska (Saxicola dacotiae)
Sieweczka rzeczna (Charadrius dubius)
Świergotek kanaryjski (Anthus berthelotii)
Barranco de Rio Cabras

Pierwsze godziny spędziłem w wąwozie sam. Nie licząc kilku zdziczałych kóz i wiewiórek berberyjskich. Warunki pogodowe zmieniały się za sprawą silnego wiatru i zachmurzenia. Raz ciepło, za chwilę trzeba było ubierać kurtkę. Nie obyło się bez deszczu. A po deszczu … obowiązkowa tęcza.

Podwójna tęcza nad Barranco de Rio Cabras

W końcu pojawili się inni ptasiarze żądni zobaczenia afrykańskiego gościa. Była więc szansa, że kilka par oczu … Nic z tego. Czas niepokojąco szybko zaczął uciekać. W końcu koło 17, jeden z Anglików stwierdził, że widział przemykającego pod osłoną zarośli bączka poniżej dolnego zbiornika. Skupiliśmy naszą uwagę na tym miejscu. Nic z tego. Po godzinie znowu zostałem sam.
Nadzieja, że go zobaczę zaczęła gasnąć z każdą minutą obniżania się słońca na widnokręgu. W wąwozie zaczęło robić się ciemno. W pewnym momencie jeszcze raz, to miał być już dosłownie ostatni skan terenu, spojrzałem z krawędzi wąwozu w dół. Pomiędzy dwoma czaplami nadobnymi stał ON !!! Bączek ciemny wylazł z ukrycia !!! Oczywiście zrobiłem jakąś tam dokumentację foto. Szybko, wydawało mi się że nie zauważony, przemieściłem się bliżej miejsca pobytu bączka. Okazało się, że komandos ze mnie żaden 😉 . Frunące czaple nadobne wróżyły źle. Bączek zniknął. Może przefrunął w górę wąwozu, a może znowu zaszył się w zaroślach ? Tego nie rozstrzygnę. Jest już za ciemno. Zazdroszczę wszystkim tym, którym udało się zrobić wcześniej fajne fotki, a było ich trochę. Ja muszę zadowolić się tym co mam. Może trzeba było zaplanować dwa dni na Fuercie ? Nie ma co teraz dywagować. Najważniejsze, że w ogóle go zobaczyłem. To był mój tłustoczwartkowy „pączuś” 😊 .

Bączek ciemny (sturmii) – 7 stwierdzenie dla WestPalu

Wypożyczony autem przejechałem aż … dwadzieścia parę kilometrów. Pewnie w wypożyczalni przeżyli szok. To był zapewne mój rekord oszczędności na paliwie 😉 .
Teraz szybki lot na Gran Canarię i zaczynam drugą część szalonej ekspedycji. Celem zięba z Gran Canarii. Będę miał 3-4 godziny światła”. Nic nie wskazywało jednak na to, że przegram z pogodą. Kiedy zacząłem „wspinać się” drogą GC-120 w kierunku Pico de las Nieves zaczęło potwornie wiać, im wyżej tym silniej. Miejscami niskie chmury, przez które trzeba było się przebijać, przy miejscami wąziutkich, krętych drogach potęgowały niepokój. Wreszcie dotarłem do Cazadores. Nie zważam na ustawioną na połowie drogi GC-130 barierę z zakazem ruchu. Pomyślałem sobie – „pewnie jakaś dziura” i przemknąłem obok. Po kilkunastu kilometrach serpentyn na drodze kolejna barierą, z tym że przewrócona. Zatrzymuje się. Z góry zjeżdża „na kogutach” radiowóz Guardia Civil. Droga zamknięta ze względu na panujące warunki atmosferyczne !!! Droga która miała mnie zaprowadzić do miejscówek z endemiczną ziębą !!! Nie ma rady trzeba zawracać. Nie tracę nadziei. Kieruje się do Ayacata. To tutaj Jacek Tabor miesiąc temu miał samca zięby z Gran Canarii przy parkingu obok lokalnego baru. Docieram bez większych problemów. Warunki pogodowe bez zmian. Zaczyna świtać. Nie przestaje wiać i lać. Pomimo takich warunków ptasi świat musi żyć. W zadrzewieniach i na ziemi pojawiają się kosy, kanarki, modraszki kanaryjskie z podgatunku C.t.hedwigae, a przy potoku pliszka górska i dzierzba śródziemnomorska. Niestety muszę zjeżdżać w dół. Zięba z Gran Canarii poczeka sobie na „tick” 😉. Im niżej tym pogoda zdecydowanie się poprawia. Ostatnie spojrzenie w kierunku gór. Na pożegnanie piękna tęcza. Hasta la vista  😊 .

Paskudny poranek w Ayacata
Chmury coraz niżej wieje coraz mocniej
Ayacata. Droga w góry, ku ziębie, ciągle zamknięta
Tęcza na pożegnanie gór

Bączek ciemny Ixobrychus sturmii jeden z najmniejszych przedstawicieli rodziny czaplowatych Ardeidae. Zamieszkuje podzwrotnikową i równikową Afrykę, gdzie spotyka się go nad zarośniętymi ciekami, stawami, bagnami czy też pośród mangrowców. W obrębie areału występowania podejmuje migracje, związane z porą suchą. Ptaki z północy i południa przemieszczają się wówczas w kierunku równika.

„Twitch” w Hallandzie

Chyba się starzeję 😉 . Brodziec piegowaty Tringa melanoleuca czekał ponad miesiąc abym w końcu się zdecydował i ruszył na szwedzkie zachodnie wybrzeże. Mocno zmotywował mnie do tego też i Czarek Pióro, dla którego to byłby ostatni brodziec z kolekcjonowanej fotograficznej listy „polskich” gatunków (póki co 😉 ). Kasię nie trzeba było w ogóle namawiać a jako czwarty dołączył do nas Piotrek Szewczyk (podobnie jak Czarek – fotograf). Po blisko 10 godzinach jazdy po polskiej i niemieckich autostradach dotarliśmy do portu w Rostocku. Promem o wdzięcznej nazwie „Tom Sawyer” po ponad 6 godzinach przepłynęliśmy Bałtyk. Jeszcze tylko blisko 3 godziny jazdy w kierunku Göteborga. Dzięki temu, że wszyscy uczestnicy to kierujący, cała podróż samochodem nie należała do tych wielce męczących 🙂 .

Przed 10-tą dotarliśmy w końcu do chronionego obszaru Utteros koło Smedsgård. Sobota, piękna pogoda. Można było się spodziewać, że i chętnych na zobaczenie tego amerykańskiego brodźca będzie więcej. Tak też było. Brodźca piegowatego namierzyliśmy szybko. Wśród szwedzkich ptasiarzy trwa ciągła rotacja, przychodzą, kilkanaście minut, zaliczają gatunek i idą dalej. Dla mnie i Kasi w zasadzie już wyjazd się powiódł. Gatunek zaliczony 🙂 . Niestety brodziec póki co trzymał się ponad 200 metrów od brzegu, intensywnie żerował w towarzystwie kilku kulików, i nic nie wskazywało, żeby ta odległość miała się zmniejszyć. Moi fotografujący koledzy cierpieli więc bardzo 😉 . Nie ukrywam, że i ja chętnie popatrzyłbym na tego nearktycznego odpowiednika kwokacza z bliższej odległości, nie mówiąc o wykonaniu  jakiejś porządniejszej fotki. Kasia postanowiła pozwiedzać okolice, my postanowiliśmy czekać. Mijały godziny. Przelatujący bielik poderwał do lotu ohary i bernikle kanadyjskie, te z kolei spłoszyły siewkowate, w tym i nasz obserwowany obiekt. Niestety nie spowodowało to zmiany ich lokalizacji i ptaki ponownie wylądowały w tym samym obszarze skąd poderwały się do lotu. Po jakichś dwóch godzinach brodziec piegowaty przeleciał na łaszkę zdecydowanie bliżej nas. Na tyle blisko, że Czarek z Piotrkiem postanowili coś już zacząć fotografować.  Tego co nastąpiło kilkanaście minut później chyba jednak nikt z nas się nie spodziewał. W pewnym momencie nasz brodziec poderwał się do lotu i przeleciawszy nad naszymi głowami, ciągle nawołując, wylądował na częściowo zalanym pastwisku, gdzie staliśmy. Czy mogło być lepiej ? Zdjęcia Czarka i Piotrka powalają. To najlepsze fotki tego ptaka, jakie były dotychczas zrobione od początku jego pobytu w Szwecji (przynajmniej z tych zamieszczonych na artportalen.se) !!! Co do tego nie mam wątpliwości 🙂 . Ja ze swoich też jestem zadowolony 😉 . Niespodziewanie nadciągnęła mgła kończąc nasze zmagania z ptakami. Czas do promu wykorzystujemy na szybkie „zwiedzanie” Trelleborga. Na Bałtyku zaczyna być sztormowo. Ewidentnie nadchodzi zmiana pogody, a zawirowania w pogodzie … Ciekawe jaki ptak będzie dla nas kolejną motywacją do krótszej bądź dłuższej „wyprawy” 😉 .

Morska część chronionego obszaru Utteros . Gdzieś tam po wypłyceniach biega sobie biegus piegowaty
Tablica informacyjna u wejścia na teren obserwacji. Lęgowisko m.in. szablodzioba
Czeczotka ze stada około 30 ptaków, które przez chwilę żerowały blisko nas
Brodziec piegowaty (Tringa melanoleuca)
Brodziec piegowaty (Tringa melanoleuca)
Brodziec piegowaty (Tringa melanoleuca)
Brodziec piegowaty (Tringa melanoleuca)
Brodziec piegowaty (Tringa melanoleuca)
Brodziec piegowaty (Tringa melanoleuca)
Nadciągająca mgła kończy nasze obserwacje w Hallandzie

ACH, TE MEWY !!!!

Bez wątpienia trwający sezon zimowy należy do mew !!! Krajowa lista stwierdzonych gatunków już powiększyła się o jeden mewi gatunek i wszystko wskazuje na to, że niebawem dojdzie jeszcze jeden,  z tej właśnie ptasiej grupy.

PIERWSZE BOOM !!!

Św. Mikołaj „podarował” ptasiarzom mewę ochocką Larus schistisagus, którą wypatrzył na Jeziorze Kierskim Błażej Nowak (7.12) a następnego dnia (8.12) potwierdzili jej obecność w tym miejscu m.in. Marcin Faber, Marcin Sołowiej i Zbyszek Kajzer.

Oczywiście było do przewidzenia, że gatunek ten wzbudzi ogromne zainteresowanie, tym bardziej, że mewa uznawana za ochocką w szacie 2. zima, która była obserwowana w dniu 2 i 3 grudnia 2016 roku w Gdańsku (o czym pisałem; zalukajcie tutaj http://stanislawczyz.pl/?p=10120 ) ostatecznie nie znalazła uznania w oczach Komisji Faunistycznej ;-). Jak podano w komunikacie, konsultacje z ekspertami wykazały, że kilka cech jest nietypowych dla tego gatunku, jak chociażby ubarwienie głowy, lotek 1. i 2. rzędu, pokryw podogonowych czy podbarkówek, co nie mogło wykluczać nietypowo wybarwionego „srebrzaka”.

Pojawiła się więc szansa na „tick” 😉 .

Było jeszcze ciemno kiedy podjechałem pod Yacht Club przy ul. Wilków Morskich w Kiekrzu. Byłem pierwszy. Szybko jednak zaczęły pojawiać się inne ekipy twiczwerów. Dosłownie z całej Polski. Pogoda póki co zapowiadała się wyśmienicie. Ludzi z każdym kwadransem przybywało. Mewy, z tych „dużych” w liczbie co najmniej setki trzymały się środkowej części jeziora, co chwilę, w grupach, odlatywały, gdzieś na żer. Czas mijał, pogoda powoli zaczęła się psuć, a upragnionej mewy jak nie było tak nie było. Koło południa obserwatorów zaczęło ubywać. Mróz i wiatr zrobił swoje. Również i ja, przed 14-tą, dałem za wygraną. I to był ogromny błąd !!! Okazało się, że mewa ochocka powróciła koło godziny 15 – tej, na swój ulubiony pomost, gdzie dała się fotografować, podobno nawet telefonem komórkowym. Po tej informacji było już wiadomo, gdzie spędzimy niedzielę 😉 .

W sobotę mewa ochocka przyciągnęła sporą liczbę „tłiczerów” tym bardziej, że poranek był pogodowo super
Na tychże pomostach przesiadywała mewa ochocka. Będzie i dzisiaj ?

W niedzielne przedpołudnie teren Yacht Clubu zgromadził ponad 50 obserwatorów. Okazało się, że mewa zadziałała jak magnes, bo pojawili się też i ptasiarze zza granicy, póki co tej zachodniej. Miło było spotkać  naszych znajomych z Corvo, Thomasa Langa z żoną i Martina Gottschlinga. Przy słonecznej pogodzie czas upływał na pogaduchach, było wesoło. W iście piknikowej atmosferze wytrwaliśmy do zmroku, m.in. dzięki gorącej herbatce, którą zaserwował nam kierownik obiektu 🙂 . Niestety, mewa ochocka już się nie pojawiła, a największą atrakcją, z braku tej wspomnianej wcześniej, okazał się … nietypowo ubarwiony samiec kosa.

W niedzielę było nas jeszcze więcej. Trwaliśmy w większości do zmroku
Kogoż tu nie przywiało 😉 . Na pierwszym planie od lewej: Paweł Malczyk, Zbyszek Kajzer (szczęściarz) i Andrzej Kośmicki
Dłużący się czas oczekiwania na mewę co niektórzy zagospodarowali w ten sposób
A to właśnie obiekt, który wzbudził zainteresowanie – nietypowo ubarwiony samiec kosa

Cały czas myślę o tej mewie z Gdańska. „Podejrzana” mewa – była w 2 szacie zimowej a więc w grudniu 2016 miała 2 lata, mewa ochocka z Jeziora Kierskiego – nosiła szatę typową dla ptaka w 3 roku życia. Zbieg okoliczności ? Być może. Pytania jednak nasuwają się same 😉 . A może następnej zimy, gdzieś w Polsce pojawi się mewa ochocka już w zimowej szacie ptaka dorosłego ?

DRUGIE BOOM !!!

W środę (23.01) dzwoni do mnie Czarek Pióro z pytaniem czy wybieram się na mewę popielatą ? Zdębiałem. Okazało się, że prawdopodobna, młoda mewa popielata Larus simthsonianus została wypatrzona przez Łukasza Bednarza już 16 stycznia w Puławach, w rejonie wysypiska śmieci przy ul. Dęblińskiej. Ptak jednak szybko się gdzieś „zapodział”. Po tygodniu Łukasz wraz z kilkoma innymi osobami odnalazł „zgubę”. Pierwsze zdjęcia poszły w świat 😉 .

Następnego dnia (24.01), od rana, w gronie kilkunastu osób rozpoczęliśmy poszukiwania „młodzieniaszka”. Niestety, pochmurny dzień nie ułatwiał nam zadania. W końcu jednak mewy zaczęły nadlatywać od strony wysypiska siadając na piaszczyste łachy w korycie Wisły. No i w końcu JEST !!! Wyraźnie ciemną tonacją ubarwienia odróżnia się od innych młodych „dużych mew”. Niestety jest daleko. Ale co najważniejsze, JEST 🙂 . Wszyscy zadowoleni co oczywiste. Przy takim świetle, lepszej dokumentacji nie byłem w stanie zrobić.

Zimowy nadwiślański pejzaż. Gdzieś tam na łachach może wypatrzymy mewę popielatą ?
Wisła pod Puławami zimową porą
Jak na „JEDYNKĘ” dla Polski to frekwencja nie powala, raptem 15 osób 😉
Mewa popielata wyraźnie odróżniała się tonacją ubarwienia od innych młodych mew
Mewa popielata czyli… północnoamerykańska mewa srebrzysta 😉
Mewa popielata – widać diagnostyczne ubarwienie wierzchu ogona i kupra

Pozostało cieszyć się tym co jest albo … nie po raz pierwszy (i pewnie nie ostatni) „być szalonym” (w opinii bliskich 😉 ), i spróbować poprawić zdjęcia a przede wszystkim lepiej „opatrzeć się” przy lepszym świetle. Następnego dnia ponownie dotarłem do Puław. Tym razem wraz z Czarkiem Pióro i Michałem Radziszewskim. Na miejscu dołączył do nas Grzesiu Sierocki i w czwórkę pojechaliśmy na wysypisko śmieci. Wcześniej zatrzymaliśmy się przy niewielkich osadnikach. Czernice, gągoły, nurogęsi, samica ogorzałki, oczywiście krzyżówki, ale i kilkaset mew, wśród których mewy popielatej nie było. Bez żadnego trudu uzyskaliśmy pozwolenie na wejście na teren wysypiska, musieliśmy tylko wpisać się do książki i założyć na siebie pomarańczowe kamizelki z napisem „GOŚĆ”. Już po chwili, przy podchodzeniu na hałdę śmieci, wśród stada spłoszonych mew pojawiła się mewa popielata. Piękne światełko pozwoliło na wykonanie przyzwoitych zdjęć, na których widać „to co trzeba” 🙂 . Odkrywamy też, że na wysypisku stoi sobie namiocik. Okazało się, że Łukasz też próbuje poprawić fotki „swojej mewy”, o czym nie wiedzieliśmy i troszkę żeśmy tym spłoszeniem „narozrabiali”. Niechcący oczywiście.

Najważniejsze jest mieć jakiś plan 😉
To co mewy (i nie tylko) zimą lubią najbardziej
Mewa popielata w locie (póki co prawdopodobna 😉 )
Mewa popielata w locie
Mewa popielata w locie. Widać kluczową cechę diagnostyczną: „ciemną” nasadę ogona
Mewa popielata w locie
Mewa popielata w locie, widoczne mocne prążkowanie pokryw nadogonowych (cecha diagnostyczna)
Mewa popielata w locie – dobrze widoczny brązowy spód ciała, gęsto prążkowane pokrywy podogonowe i różowy dziób z ciemnym zakończeniem (cechy diagnostyczne)
Młoda mewa popielata w locie, poniżej – dorosła mewa srebrzysta
Młoda mewa popielata w locie, poniżej – dorosła mewa srebrzysta
Młoda mewa popielata w locie
Młoda mewa popielata w locie, poniżej – dorosła mewa srebrzysta

Mewy dzisiaj do godzin popołudniowych (inaczej niż to było wczoraj) jak szalone powracały na śmieci pomimo ciągłego płoszenia przez śmieciarki i maszyny. Niestety przy tych powrotach były bardzo ruchliwe. Coś do dzioba i od razu w górę całe stado. Po każdym takim wzbiciu się w powietrze, z wysoka obserwowały składowisko i czekały aż na śmieciach pojawią się krukowate (kawki, gawrony, wrony siwe, kruki) i szpaki. To był dla nich znak, że jest bezpiecznie. Michał, jako, że nie fotografujący, poszedł sobie nad Wisłę. Ja postanowiłem sprawdzić swoją cierpliwość, tzn. wlazłem do namiotu z Czarkiem 😉 . Mewa popielata pojawiła się jeszcze kilkukrotnie. Dało to chłopakom możliwość wykonania przyzwoitych zdjęć. Pozostaje jeszcze tylko mieć nadzieję, że Komisja Faunistyczna zaakceptuje to stwierdzenie.

Na Mierzei Sarbskiej

Zdecydowanie nie byłem przygotowany ale wyzwanie podjąłem. Jeszcze w niedzielne przedpołudnie przy pięknym słońcu i przyjemnej temperaturze mijaliśmy z Kasią gaje pomarańczowe w drodze na lotnisko w Palma de Mallorca. Dobę później wdrapuję się na ruchomą wydmę w pobliżu latarni morskiej „Stilo” na Mierzei Sarbskiej. Opatulony w dwie kurtki i dwie pary spodni w „trochę” przymałej czapce dziecięcej na głowie i „odrobinę” za szczupłych rękawiczkach damskich na rękach. Efekt kompletowania ubioru na szybko, coby nie zamarznąć. Wyglądam zapewne prześmiesznie, no ale przecież mamy karnawał i czas „przebierańców” 😉 .
Tutaj mam czekać na krzyżodzioby sosnowe. „Cierpliwie czekać” – podkreślają szczęśliwcy, którzy już widzieli je w tym miejscu w minioną sobotę. Na szczęście błękitne niebo i wspinające się po nim coraz wyżej słońce rokują, że jednak nie zamarznę. Przy odtwarzaniu głosów krzyżodziobów sosnowych mijają kolejne minuty. Póki co blisko mnie pojawia się czubatka, słychać „krakającą” wronę, „krzyczące” żurawie, a daleko, daleko krążą dwa bieliki. Niestety krzyżodziobów brak. Jakichkolwiek.

Nad wydmą wstaje słońce
Zapowiada się piękny dzień
Czubatka (Lophophanes cristatus)
Przedzierać się przez coś takiego jak ma się te 190 cm wzrostu, słuszną masę no i jeszcze plecak – koszmar

Po jakimś czasie na wydmie, w tym samym celu co ja, pojawiają się Paweł i Monika. Robi się od razu raźniej. Postanawiamy rozszerzyć obszar poszukiwań. Wymieniamy się telefonami. Póki co ja zostaję na wydmie, Paweł z Moniką idą w miejsce, gdzie wczoraj po południu były widziane krzyżodzioby sosnowe w liczbie ponad 20 przez Marka Betlejewicza i Staszka Turowskiego. Czas biegnie nieubłaganie, dzień krótki. W telefonie wypełnienie ikonki oznaczającej poziom naładowania baterii niepokojąco maleje. W końcu dzwoni Paweł. Są krzyżodzioby !!! Paweł nie jest pewien jeszcze czy sosnowe, ale są. Tyle razy się nasłuchałem za młodu, że chodzenie na skróty w nieznanym terenie często bywa zgubne. Czy musiało to się potwierdzić akurat w takim momencie ? Wlazłem w gęstwinę kosówki. Koszmar. W końcu słyszę „ćwierkające” krzyżodzioby. Udaje mi się wydostać na drogę, gdzie stoją Paweł i Monika. Krzyżodzioby sosnowe są tuż przed nimi. Jest ich około 25. Już upatrzyłem sobie pięknie wybarwionego samca. Biorę go na „celownik” aparatu a tu stadko „frrru” w górę. Strzelam na oślep serię. Może coś z tego wyjdzie. Paweł pokazuje mi swoje fotki samca krzyżodzioba sosnowego. Wymiękłem. Zazdroszczę.

Fragment kosodrzewiny (w głębi widoczna latarnia morska Stilo). Pół tysiąca hektarów do schronienia się i …
… dużooo jedzenia
Samiec krzyżodzioba sosnowego (Loxia pytyopsittacus) – fot. P.Mazurek
Krzyżodzioby sosnowe w locie
Krzyżodzioby sosnowe w locie
Krzyżodzioby sosnowe w locie

 

Chodzimy razem po terenie jeszcze z dwie godziny. Jednak drugi raz już do takiego bliskiego spotkania z „papugami” nie dochodzi. Oczywiście krzyżodzioby spotykamy co jakiś czas, nawet jest stadko 37 ptaków, ale wszystkie w locie. Paweł z Moniką wracają do domu, ja jeszcze „walczę”. Robi się coraz zimniej. Niestety herbata w termosie już utraciła swą „rozgrzewającą moc”. Przed 15 wracam do samochodu. Nie mam dobrej dokumentacji ale gatunek zaliczony. I z tego się cieszę 😊 .

Spotkanie z piratem !!!

Skua czy jak kto woli wydrzyk wielki Stercorarius skua, największy z wydrzyków, niezmiernie rzadko zalatuje w interior, a żeby jeszcze był do tego twitchowalny to już naprawdę wielka sprawa.

Wczoraj dopiero co wróciłem z Corvo ale pomimo zmęczenia, nauczony przykrym doświadczenie z mojego pierwszego podejścia do twitchu wydrzyka wielkiego (o czym można przeczytać tutaj  http://stanislawczyz.pl/?p=10095) tym razem zameldowałem się na mazowieckich stawach w Rudzie gm. Dębe Wielkie,  kiedy jeszcze było ciemno 🙂 . Skua siedziała dokładnie w tym samym miejscu, które wskazał mi via sms Sławek Dąbrowski. Samotny, ciemny, duży punkt na stawie. Innych istot pływających brak 🙂 .

Wydrzyk wielki zdawał się zupełnie ignorować obserwatorów

Wydrzyk wielki został znaleziony na tym stanowisku 24.10. przez Witolda Chróścika. I powiem tak, że po kilku godzinach moich obserwacji, w czwartym już dniu jego pobytu na Mazowszu, nic nie wskazuje na to, żeby ptak się miał z tego miejsca szybko wynieść. Od czasu do czasu podrywał się do lotu oblatując sąsiedni, spuszczony staw, gdzie poganiał się trochę ze śmieszkami i wracał jak bumerang na wodę.

Pozostaje mi tylko żałować, że mój Canon zamókł na Corvo i odmówił dalszej współpracy przez co dokumentacja ze spotkania pozostawia wiele do życzenia. Pogoda zresztą też dzisiaj niestety nie sprzyjała foceniu. Wszystkie zdjęcia zrobiłem obiektywem o ogniskowej 18-55 mm 🙂 . Ptak był praktycznie niepłochliwy. Obserwowałem go w gronie jeszcze kilku ptasiarzy z kilkunastu metrów.

Na czerwonej grani

Ach te krajobrazy i kolory. Na grani Czerwonych Wierchów sporo ludzi a wśród nich i My 🙂 . Była też i kozica oraz siwerniaki, płochacze halne, białorzytki i krzyżodzioby świerkowe przelatujące przez przełecze.  To była piękna sobota.

Road 62 czyli w roli głównej czajka szponiasta

Skrzydlaci goście, z tych rzadko lub wyjątkowo pojawiających się w naszym w kraju, przyzwyczaili już nas, ptasiarzy, do tego, że aby się nam pokazać często wybierają miejsca nietypowe 😉 . Chociażby wspomnę tutaj sławną białorzytkę saharyjską, która upodobała sobie śródleśne gospodarstwo w Windudze, gdzie nawet drogi nie były zbytnio piaszczyste, czy też młodego pasterza różowego na owocującym winogronowym pnączu pośród zwartej zabudowy w centrum Osiecznej .

Ostatni gość niezwykły upodobał sobie niewielkie powierzchniowo błotko przy stacji benzynowej „Watis”  koło Strzelna tuż przy drodze nr 62, gdzie 24.09. wypatrzył go jadąc z Rodziną, bynajmniej nie na obserwacje ptaków, Michał Piotrowski. Szczęściarz 🙂 .
Czajka szponiasta Vanellus spinosus, bo to o jej pierwszym w Polsce stwierdzeniu będzie dalej pisane, jako gatunek który miałby zawitać do nas z naturalnego pojawu nie był dotychczas brany po uwagę. Gniazduje w bardzo południowej Europie i to w jej wschodniej części, na większości obszaru jest gatunkiem raczej osiadłym lub wykonującym niewielkie migracje a wszelkie dotychczasowe, bardzo rzadkie stwierdzenia tego gatunku w centralnej Europie, były traktowane właśnie jako nienaturalne. Ale jednak ptaki z Grecji czy Zachodniej Turcji przemieszczają się na zimowiska do Izraela, czyli te 1500 km. Czemuż by jakiemuś osobnikowi nie mogły pomylić się kierunki i nie mógłby przelecieć te 1500 km na północ ? Takie dywagacje przez telefon prowadziliśmy z Pawłem Malczykiem zastanawiając się czy jechać zaliczyć gatunek 😉 . Z pomocą w podjęciu decyzji przyszedł Marcin Faber wykonując doskonałą dokumentację zdjęciową ptaka na której widać aktywne pierzenie piór w skrzydle i mało zniszczone stare lotki pierwszorzędowe co raczej skłania do stwierdzenia że to ptak „dziki”. Trzeba jechać ! Skorygowaliśmy z Kasią wcześniejsze plany i wraz z poniedziałkowym świtem zameldowaliśmy się na parkingu przy stacji benzynowej. Pogoda fatalna, deszcz, mgła, widoczność słaba, światła na fotki brak ale najważniejsze – ptak jest o czym jako pierwszy informuje nas Staszek Turowski, który jest jednym z kilku pierwszych na miejscówce w tym dniu . Rzeczywiście po błotku spaceruje sobie czajka szponiasta bacznie obserwując swoje otoczenie.  Powoli zjeżdżają się inni ptasiarze.  W pewnym momencie ptak podrywa się do lotu zatacza spore koło i ląduje na zaoranym polu przy błotku na którym wcześniej żerował. Dokumentacja zdjęciowa jako taka jest, gatunek odhaczony można wracać tym bardziej, że na poprawę pogody nie ma co liczyć.

A cóż tutaj tej czajce szponiastej się aż tak spodobało, że siedzi i siedzi 😉 ?

Chłopaki zadowolone, znaczy się PTAK był 🙂 Na pierwszym planie Sławek Niedźwiecki „Dziku” (z lewej) i Paweł Malczyk (z prawej)

Nie sądziłem, że po kilku daniach ponownie zjawię w Strzelnie i będę mógł poprawić swoje zdjęcia.  Czajce szponiastej błotko, droga i okoliczne pola widać bardzo przypadły do gustu. Nawet ktoś nazwał ją pieszczotliwie „tirówką”  😉 . Wracając z punktu Akcji Bałtyckiej w Dąbkowicach wraz z Samuelem Sosnowskim podjechaliśmy ponownie na „najsławniejszą” w tym momencie stację benzynową w kraju 😉 . Pogoda wymarzona. Co prawda czajki szponiastej na błotku nie było ale zainteresowanie nią wcale nie zmalało 😉 .

My wybraliśmy mobilną czatownię z drogi 🙂

Na „czajkowym żerowisku” dostrzegamy namiot fotograficzny i kilka postaci ukrytych obok pod siatkami maskującymi. Samek pomstuje na fotografujących, że swoim zachowaniem spłoszyli ptaka i On go nie zobaczy, jednak po chwili łagodnieje bo czajka wraca na zaorane pole 😉 . Odjeżdżamy na chwilę naszym mobilnym punktem obserwacyjnym na stację benzynową za tzw. „potrzebą”. Po chwili wracamy i zastajemy czajkę może 5 metrów od krawędzi pobocza przy którym parkowaliśmy (oczywiście z naruszeniem wszelkich zasad ruchu drogowego 😉 ). Ponownie zatrzymuję się w tym miejscu, opuszczam szybę. Ptak obserwuje co się dzieje ale po chwili kontynuuje kosmetykę piór. Jednak będą lepsze zdjęcia 🙂 . Czajka po kilku, a może kilkunastu minutach przelatuje na zaorane pole. Czas wracać.

Po sezonie na „Ptasiej Wyspie”

Za oknem pochmurno i deszczowo. Brzydka jesień. Czas więc można wykorzystać na „papiery”, różne podsumowania i sprawozdania z minionego sezonu lęgowego 🙂 .

Tegoroczny sezon na „Ptasiej Wyspie” był interesujący za szczególnie za sprawą dwóch dorosłych ptaków z dwóch gatunków u których udało się odczytać kolorowe znaczniki. Ale po kolei.

Kolonia lęgowa śmieszki (Chroicocephalus ridibundus), jak oszacowaliśmy z Jackiem Betleją, liczyła w tym sezonie około 2500 – 3000 par. Tak więc odnotowaliśmy u śmieszki spadek liczebności. Śmieszki zaczęły też gniazdować na wyłaniającej się niewielkiej łasze, około 300 metrów na północ od „Ptasiej Wyspy”. Czy to będzie coś stałego zobaczymy. Na „Ptasiej Wyspie” w tym sezonie zaobrączkowanych zostało  80 piskląt i 3 ptaki dorosłe. Wszystkie otrzymały kolorowe znaczniki. Teraz pozostaje cierpliwie czekać na odczyty 🙂 .

Rybitwy rzeczne (Sterna hirundo) gniazdowały na „Ptasiej Wyspie” w liczbie 43 par. Zaobrączkowane zostały 24 pisklaki z czego 5 otrzymało kolorowe (niebieskie) plastiki. Niewątpliwie ciekawostką było stwierdzenie i udokumentowanie (Jacek ma nowy sprzęt 😉 ) zaobrączkowanego czarnym plastikiem jednego z lęgowych osobników. Jak się okazało rybitwa rzeczna została zaobrączkowana w … IZRAELU !!!

ITM – Izraelitka 😉 (fot. Jacek Betleja)
(BLACK) ITM – miejsce obrączkowania: ATLIT – solniska (na S od Hajfy, Zachodnia Galilea). Mapka w lewym górnym rogu pokazuje areał lęgowy i obszar zimowania rybitwy rzecznej

Mewa czarnogłowa (Larus melanocephalus) też zaskoczyła. Nie tyle samym lęgiem, bo to powszechnie wiadomo, że „Ptasia Wyspa” jest miejscem lęgowym tej mewy, ale jego terminem – 21.06. (!!!). W tym dniu znaleźliśmy gniazdo z 2 jajami a przy nim parę ptaków dorosłych. No i na dodatek jedna z dorosłych „melanii” nosiła kolorowy znacznik 🙂 . Czy rzeczywiście to tak późny lęg czy też lęg powtórzony w innym miejscu ? Tego już chyba nie ustalimy.

Gniazdo mewy czarnogłowej – 21.06.2017
To samo gniazdo – 09.07.2017. Niestety.
A to jedna „melania” z pary lęgowej a poniżej … (fot. Jacek Betleja)
… jej podróże 🙂 Co ciekawe jest to ptak dość leciwy. Został zaobrączkowany w Piestanach na Słowacji w w maju 2004 roku w wieku po 2 czyli musiał mieć co najmniej 3 lata, a więc w 2017 ta mewa liczyła sobie 16 lat minimum 🙂 I tak sobie fruwa między Polską a Francją ani myśląc bojkotować serów i innych francuskich przysmaków 😉

No i żeby wyjść z tematu mewiego, to w tym sezonie mieliśmy gniazdo bączka (Ixobrychus minutus). Niestety jaja zniknęły. Zostały zabrane ? Wybrane ?  Szkoda. Może przyszły rok będzie z sukcesem lęgowym ?

Gniazdo i zniesienie bączka (Ixobrychus minutus)