Tłusty czwartek czyli moje zmagania nie z pączkiem a z bączkiem

W kilka godzin z mroźnej i zaśnieżonej Polski przeniosłem się na skrzydłach „Small Planet” do „ciepłych krajów”. Od -13 do + 23ºC. To jest jednak niesamowite 😀 . Rzeczywiście ta nasza planeta jest „small”.
Zgodnie ze wskazówkami tłiczerów zostawiłem samochód na poboczu drogi prowadzącej na wysypisko śmieci i pełen optymizmu pomaszerowałem te kilkaset metrów w kierunku wąwozu Rio Cabras. Nie sądziłem, że w tym mało atrakcyjnym krajobrazie, przyjdzie mi spędzić cały dzień. Plany miałem bardzo ambitne jak na tak krótki pobyt. Okazało się, że zbyt ambitne. Było południe. W wąwozie jednak tętniło życie. Obecność wody robi swoje. „Trąbiące” gilaki pustynne przeganiające się między kamieniami, endemiczne świergotki kanaryjskie i kląskawki kanaryjskie czy pokrzewki okularowe buszowały wśród zarośli w korycie rzeczki. Na błotku żerowały sieweczki rzeczne i samotnik. Stadko szczudłaków natychmiast, niczym eskadra myśliwców, podrywało się do lotu jak tylko coś niepokojącego zadziało się w wąwozie i z głośnym, dodatkowo spotęgowanym ścianami skalnymi, piskiem, przelatując jak na złość wzdłuż wąwozu, ostrzegało wszystko co żywe. Niestety chyba na tyle skutecznie, że bączek ciemny nie miał zamiaru się ujawnić.

Barranco de Rio Cabras. To tutaj „zabunkrował” się skrzydlaty przybysz z Afryki
Gilak pustynny (Bucanetes githagineus)
Pokrzewka okularowa (Sylvia conspicillata)
Kląskawka kanaryjska (Saxicola dacotiae)
Sieweczka rzeczna (Charadrius dubius)
Świergotek kanaryjski (Anthus berthelotii)
Barranco de Rio Cabras

Pierwsze godziny spędziłem w wąwozie sam. Nie licząc kilku zdziczałych kóz i wiewiórek berberyjskich. Warunki pogodowe zmieniały się za sprawą silnego wiatru i zachmurzenia. Raz ciepło, za chwilę trzeba było ubierać kurtkę. Nie obyło się bez deszczu. A po deszczu … obowiązkowa tęcza.

Podwójna tęcza nad Barranco de Rio Cabras

W końcu pojawili się inni ptasiarze żądni zobaczenia afrykańskiego gościa. Była więc szansa, że kilka par oczu … Nic z tego. Czas niepokojąco szybko zaczął uciekać. W końcu koło 17, jeden z Anglików stwierdził, że widział przemykającego pod osłoną zarośli bączka poniżej dolnego zbiornika. Skupiliśmy naszą uwagę na tym miejscu. Nic z tego. Po godzinie znowu zostałem sam.
Nadzieja, że go zobaczę zaczęła gasnąć z każdą minutą obniżania się słońca na widnokręgu. W wąwozie zaczęło robić się ciemno. W pewnym momencie jeszcze raz, to miał być już dosłownie ostatni skan terenu, spojrzałem z krawędzi wąwozu w dół. Pomiędzy dwoma czaplami nadobnymi stał ON !!! Bączek ciemny wylazł z ukrycia !!! Oczywiście zrobiłem jakąś tam dokumentację foto. Szybko, wydawało mi się że nie zauważony, przemieściłem się bliżej miejsca pobytu bączka. Okazało się, że komandos ze mnie żaden 😉 . Frunące czaple nadobne wróżyły źle. Bączek zniknął. Może przefrunął w górę wąwozu, a może znowu zaszył się w zaroślach ? Tego nie rozstrzygnę. Jest już za ciemno. Zazdroszczę wszystkim tym, którym udało się zrobić wcześniej fajne fotki, a było ich trochę. Ja muszę zadowolić się tym co mam. Może trzeba było zaplanować dwa dni na Fuercie ? Nie ma co teraz dywagować. Najważniejsze, że w ogóle go zobaczyłem. To był mój tłustoczwartkowy „pączuś” 😊 .

Bączek ciemny (sturmii) – 7 stwierdzenie dla WestPalu

Wypożyczony autem przejechałem aż … dwadzieścia parę kilometrów. Pewnie w wypożyczalni przeżyli szok. To był zapewne mój rekord oszczędności na paliwie 😉 .
Teraz szybki lot na Gran Canarię i zaczynam drugą część szalonej ekspedycji. Celem zięba z Gran Canarii. Będę miał 3-4 godziny światła”. Nic nie wskazywało jednak na to, że przegram z pogodą. Kiedy zacząłem „wspinać się” drogą GC-120 w kierunku Pico de las Nieves zaczęło potwornie wiać, im wyżej tym silniej. Miejscami niskie chmury, przez które trzeba było się przebijać, przy miejscami wąziutkich, krętych drogach potęgowały niepokój. Wreszcie dotarłem do Cazadores. Nie zważam na ustawioną na połowie drogi GC-130 barierę z zakazem ruchu. Pomyślałem sobie – „pewnie jakaś dziura” i przemknąłem obok. Po kilkunastu kilometrach serpentyn na drodze kolejna barierą, z tym że przewrócona. Zatrzymuje się. Z góry zjeżdża „na kogutach” radiowóz Guardia Civil. Droga zamknięta ze względu na panujące warunki atmosferyczne !!! Droga która miała mnie zaprowadzić do miejscówek z endemiczną ziębą !!! Nie ma rady trzeba zawracać. Nie tracę nadziei. Kieruje się do Ayacata. To tutaj Jacek Tabor miesiąc temu miał samca zięby z Gran Canarii przy parkingu obok lokalnego baru. Docieram bez większych problemów. Warunki pogodowe bez zmian. Zaczyna świtać. Nie przestaje wiać i lać. Pomimo takich warunków ptasi świat musi żyć. W zadrzewieniach i na ziemi pojawiają się kosy, kanarki, modraszki kanaryjskie z podgatunku C.t.hedwigae, a przy potoku pliszka górska i dzierzba śródziemnomorska. Niestety muszę zjeżdżać w dół. Zięba z Gran Canarii poczeka sobie na „tick” 😉. Im niżej tym pogoda zdecydowanie się poprawia. Ostatnie spojrzenie w kierunku gór. Na pożegnanie piękna tęcza. Hasta la vista  😊 .

Paskudny poranek w Ayacata
Chmury coraz niżej wieje coraz mocniej
Ayacata. Droga w góry, ku ziębie, ciągle zamknięta
Tęcza na pożegnanie gór

Bączek ciemny Ixobrychus sturmii jeden z najmniejszych przedstawicieli rodziny czaplowatych Ardeidae. Zamieszkuje podzwrotnikową i równikową Afrykę, gdzie spotyka się go nad zarośniętymi ciekami, stawami, bagnami czy też pośród mangrowców. W obrębie areału występowania podejmuje migracje, związane z porą suchą. Ptaki z północy i południa przemieszczają się wówczas w kierunku równika.