Corvo po raz trzeci (X’2016)

W pierwszym tygodniu października zacząłem z narastającymi emocjami śledzić faunistyczne doniesienia z Corvo. Wszak zbliżał się mój trzeci już wyjazd na „Skałę” i to tym razem aż na trzy tygodnie. W głowie buszowało kluczowe pytanie: czy ten sezon będzie tak obfity jak ubiegłoroczny ? Na kilka dni przed planowanym przylotem na Corvo obecne były nowe dla mnie: preriowiec, szlamiec krótkodzioby, ryżojad, brodziec piegowaty oraz cytrynka czarnolica i kolejny MEGA gatunek lasówki: wilsonka kanadyjska. Taki zestaw biorę w ciemno  😉 .  Ptaszory wytrzymajcie jeszcze te parę dni.

9/10.10.

Via Budapeszt docieram do Lizbony. Po godzinie jest i Marek a po kolejnej dołącza do nas Rami. W trójkę spędzamy noc na lotnisku. Rano docieramy do Ponta Delgada. Tutaj z Ramim rozstajemy się. Mamy inne loty na Corvo. W strefie odlotów z każdą chwilą coraz więcej znajomych twarzy 🙂 . Lecimy przez Flores. Stąd była raportowana czapla zielona. Mamy teoretycznie 1,5 godziny aby pokonać odcinek ok. 40 km w obie strony, dzielący lotnisko od portu w Lajes das Flores i to przez górzysty teren. Rozsądek zwyciężył. Odpuszczamy. I dobrze się  stało, bo czapli już nikt później nie obserwował. Wylądowaliśmy. Maszerujemy z Markiem na pole namiotowe. W knajpie przy lotnisku nie ma już „naszego De Niro”, godziny otwarcia ograniczone. Kiepsko to wygląda. Pogoda bardzo przyjemna. Rozbijamy namioty. Uruchamiam „walkie-talkie”. No i jeszcze dobrze się nie urządziliśmy i już trzeba gnać po górę. Kukawik żółtodzioby przy Miradoro. Robi się nerwowo, mamy rozładowane telefony ale i tak nie mam numeru do taksówkarza. Dobiegamy do „Commodoro”. Na werandzie Mika i Marku wołają nas bo mają tego ptaka w lunecie. Coś tam widać, ale dla nas to zbyt mało 😉 . Biegniemy na główną drogę, może trafi się jakaś okazja. Ale to już późne popołudnie i raczej nikt na górę o tej porze nie jedzie. Szczęście nam dopisuje. Bo oto z góry zjeżdża nasz taksówkarz. No cóż „replay please” 🙂 . Po kilku minutach cieszymy się wraz z kilkunastoma innymi osobami z obserwacji kukawika żółtodziobego i nawet dobrych dokumentacyjnych fotek. Ptak w kilka minut po naszym dotarciu na miejsce odlatuje. Początek pobytu WYMARZONY 🙂 .

1corvo_mg_0695
Kukawik żółtodzioby (Coccyzus americanus)

 

11.10.

Dzisiaj w planie caldera. Jedziemy z Ramim i Perem. Per dysponuje lunetą więc  ze znalezieniem szlamca krótkodziobego nie mamy zbyt dużo kłopotu. Żeruje sobie w grupie 4 rycyków i 3 biegusów arktycznych. Pozostaje teraz tylko ostrożnie się do niego zbliżyć na fotki. Ze zdobytego „materiału dowodowego” jestem zadowolony. Nie obchodzimy jeziora dookoła. Rami stwierdził, że lepiej poruszać się jego wschodnim brzegiem, bo wtedy słońce mamy za plecami. Trudno nie przyznać mu racji. Per przy przekraczaniu z lunetą na ramieniu wąskiego ale głębokiego cieku traci grunt pod nogami i wpada prawie po pas w wodę. Na szczęście obyło się bez kontuzji. Ten przypadek jednak powinien być przestrogą na przyszłość. Ptasiarskie szlaki na Corvo są trudne i niebezpieczne. Każdy krok powinien być dokładnie przemyślany. To nie są szlaki turystyczne. Poza tym chyba powinno poruszać się po tym terenie przynajmniej w dwu osobowych zespołach. W wielu miejscach nie ma zasięgu telefonicznego i wezwanie jakiejkolwiek pomocy jest niemożliwe. To tak na marginesie i ku przestrodze dla tych co może zamierzają się tu kiedyś za ptakami wybrać. W kalderze obserwujemy brodźca żółtonogiego, który wydaje się być początkowo jakiś taki masywny, prawie jak brodziec piegowaty 😉. No i z daleka tylko ja widzę łyskę, która w typowy dla siebie sposób, podrywa się z wody po czym wpada w zalane trawy i przepada. Dosłownie. Pozostaje zagadka czy to była łyska amerykańska czy nasza, europejska. Wracamy. Ciężko oddychając wreszcie osiągam krawędź kaldery. To podejście daje chyba każdemu w kość. Ale dalej to już z górki. Początkowo planowaliśmy jeszcze spróbować zobaczyć preriowca, ale w eterze pojawiła się informacja o ryżojadzie, widzianym gdzieś przy głównej drodze. Ryżojad wygrywa, nie tylko w rankingu ważności gatunków ale wygrywa też z nami bo go nie odnajdujemy  🙂 .
Resztkę sił wkładam aby dotrzeć w rejon tzw. rzeźni, gdzie odnalazła się cytrynka czarnogardła. Trochę czekania ale w końcu pojawia się samczyk.

Wnętrze caldery zawsze skrywa jakieś niespodzianki, zarazem to jedno z najładniejszych krajobrazowo miejsc na Corvo
2corvo_mg_0836
Rycyk (Limosa limosa) i szlamiec krótkodzioby (Limnodromus griseus)
Biegus żółtonogi (Tringa flavipes)
Cytrynka czarnolica (Geothlypis trichas) – tegoroczny samiec

12.10.

Aby rozwikłać zagadkę łyski do kaldery wyjechało dziś kilkanaście osób 😉. My jedziemy na preriowca. Penetrujemy najpierw pastwiska wokół tzw. mountain reservoir. Tutaj nic ciekawego. Od zeszłego roku zmieniło się to, że już oba zbiorniki są wypełnione wodą i ogrodzone. Schodzimy trawiastym grzbietem ku niżej położonym pastwiskom. Po drodze spotykamy m.in. Erniego. Preriowca dzisiaj nie widziano. W tym samym miejscu, jak i w zeszłym roku, jest obecna siewka szara w grupie kamuszników. Obchodzimy wokół Morro da Fonte co jest raczej wynikiem zgubienia oznakowanego szlaku prowadzącego do miasteczka niż naszego celowego działania. Z góry widzimy naszych chłopaków, którzy właśnie przylecieli i stawiają namioty. Ambitnie od razu wyruszają do kaldery.  Niestety preriowiec się gdzieś ewidentnie zapodział. Przy Miradoro spotykamy pierwszych, wracających z kaldery. Łyski nikt nie widział. I to żadnej. Ups !

Nearktyczna siewka szara (Pluvialis dominica)

 

13/14.10.

Dwa dni bez spektakularnych wydarzeń. Dużo chodzenia a efektów – brak !  Pogoda w zasadzie nie pozostawia złudzeń. Nie ma możliwości aby coś nowego mogło się na wyspie pojawić. Preriowiec i ryżojad gdzieś się zapodziały. Miejmy nadzieję, że się odnajdą.

Po wyspie buszuje ekipa tv. Będziemy w portugalskiej telewizji. Będziemy tzn. my ptasiarze. Zobaczymy co pójdzie w świat 😉 .

Corvo słynie z ekologicznego mleka. Lokalne sery są znane podobno nie tylko na Azorach.
Krajobraz z rejonu tzw. „upper fields”
Stara część Villa da Corvo. Wszechobecne koty stanowią poważne zagrożenie dla populacji burzyków dużych.

 

15.10.

Skoro świt z „upper fields” nadchodzi upragniona informacja: preriowiec się odnalazł. Nie ma co zwlekać. Jedziemy. Istotnie ptak wrócił na jedno z pastwisk, którego od samego początku swojego przylotu na wyspę trzymał się najchętniej. Czekamy aż wszyscy zainteresowani dotrą na punkt zborny. Dopiero wtedy, jak już wszyscy preriowca zobaczą, będzie można coś podziałać aby się do niego zbliżyć na tyle aby pstryknąć w miarę dobrą fotkę dokumentacyjną. Niestety docieranie na miejsce co po niektórych wyjątkowo się wydłuża. Ach ci Hiszpanie :-/ . Kiedy wreszcie już jesteśmy w komplecie i mamy już doskonały plan podejścia do preriowca ten oddala się, po czym robi „fruu” i znika kilkaset metrów dalej. Nie odpuszczamy. Tym bardziej, że wiemy gdzie mniej więcej wylądował.  Niestety po raz drugi preriowiec robi nas w konia i znów przemieszcza się, tym razem na znacznie większą odległość. Odpuszczamy. Popołudnie spędzam na poznawaniu bezkręgowców 😉 .

No gdzie ci Hiszpanie są ?
Niewiele dało się wycisnąć przy tej odległości, świetle i sprzęcie. Ale preriowiec jest.
Czyżby szarańcza wędrowna (Locusta migratoria) ? Raczej tak.
Tygrzyk paskowany (Argiope bruennichi) pałaszujący szarańczę
Tygrzyk paskowany (Argiope bruennichi) od spodu

 

16.10.

Jedziemy wszyscy do kaldery.  Zaraz po zejściu do jeziora odnajdujemy niepłochliwego biegusa tundrowego, który staje się wdzięcznym tematem do zdjęć.  Chłopaki wreszcie zaliczają szlamca krótkodziobego, któremu towarzyszą biegusy arktyczne. Szlamiec współpracuje fantastycznie. Nowym gatunkiem na mojej liście azorskiej jest płaskonos. Z blaszkodziobych są jeszcze czerniczki no i oczywiście krzyżówki. Wśród krzyżówek nie dało się znaleźć stu procentowej brązówki 🙁 . Nie ma biegusa żółtonogiego. „Tajemniczej” łyski też nie odnajdujemy. Na podejściu stadko śnieguł.

Biegus tundrowy (Calidris pusilla)
Biegus arktyczny (Calidris melanotos)
Szlamiec krótkodzioby (Limnodromus griseus)
Śnieguła (Plectrophenax nivalis)

Dzień należy zaliczyć do tych udanych. Wieczór tradycyjnie, ładowanie sprzętu i jakieś szamanko w „Bombeiros” 🙂 . A miasteczko dzisiaj żyło wyborami do autonomicznego Regionalnego Parlamentu Azorów.  W knajpie wyjątkowo tłoczno, bo niebawem będą głosić wyniki.  Kilka stolików zsuniętych zajmuje ekipa „naszego znajomego” z plakatów wyborczych. W końcu wybiła godzina prawdy i … euforia. Jest mandat :-).  Ponieważ jesteśmy dobrze wychowani gratulujemy politykowi, ten, jako, że też dobrze wychowany uśmiecha się i dziękuje :- ) . Napiszę do Niego o podłączenie prądu na polu namiotowym 😉 .

Chłopiec z plakatu 😉 . PPM – Ludowa Partia Monarchistyczna czyli monarchizm, konserwatyzm i eurosceptycyzm. Chyba ich nie lubię

17.10.

Zaczęło wiać. Niestety z nieporządanego kierunku (SE). Rano z chłopakami próbujemy „dorwać” cytrynkę. Bezskutecznie. Wraz z Jackiem jedziemy do Poco d’Agua. Może choć z ryżojadem się uda. W miejscu gdzie był widziany wczoraj jest już kilka osób. Spędzam w tym miejscu ponad 2 godziny. Nic z tego dzisiaj nie będzie. Na Flores pojawiła się  czapla śnieżna. W środę będzie tam desant ptasiarzy. Łącznie z nami 😉. Wieczorem PAC informuję, że pomiędzy Corvo a Flores przepływał jakiś duży statek. Czyżby dostawa ptaszków z Ameryki ? 😉

18.10.

Całą noc wiało i lało. Ranek podobny. Ale koło 10 pojawiają się w pogodzie oznaki „ku lepszemu”. Widać na dole wyspy zwiększony ruch. Wszyscy z nadzieją, że może coś na statku jednak przypłynęło. Nic z tego. Przynajmniej nie na Corvo. Po południu „Słowik” informuje „z góry”, że ma preriowca i są szanse na dobre zdjęcia. Jesteśmy na miejscu po niepełnym kwadransie. I co ? To trzeba mieć pecha. Preriowiec owszem jest ale jest też i mgła a raczej bardzo nisko zawieszone chmury i preriowiec po chwili się w nich „rozpływa”. Nie pomogły toasty za poprawę pogody. Schodzimy na dół.  Na oceanie też niewiele się dzisiaj działo w ptasim świecie.

Preriowiec gdzieś się zapodział (fot. S.Beuch)
Toasty nie pomogły, ale wino niezłe (fot. S.Beuch)

19.10.

Wyruszamy na Flores. Jesteśmy w drugiej grupie. To może i dobrze. Jest szansa, że pierwsza grupa szybciej odnajdzie czaplę śnieżną. Wczoraj na Flores wydarzyła się tragedia. Wysokie fale „zabrały” jakąś  kąpiącą się w naturalnych basenach kobietę. Sprzęt i ludzie biorący udział w akcji  ratunkowej wypłoszyły amerykańską czaplę. Stąd trzeba ją szukać na nowo. Jest trochę zamieszania ale w końcu Daniel Mauras, który podjął się organizacji rejsu dla drugiej grupy opanował sytuację z listą uczestników. Z opóźnieniem Carlos z atrakcyjną pomagierką, przybija swoim oceanicznym pontonem do portu  w Villa da Corvo. Pakujemy się i jazda. Już po kilkunastu minutach bryzgi oceanicznych fal, pomimo osłon na burcie, spływają po naszych twarzach i ubraniach. W ustach robi się słono 😉 .

Ruszamy na Flores (fot. M.Sołowiej)

Po niecałej godzinie docieramy do portu w Santa Cruz das Flores. Pakujemy się do zamówionych wcześniej przez Daniela taksówek i jedziemy do Fajã Grande. Przecinamy Flores w poprzek. Zachwycają wodospady pośród bujnej, przypominającej tropikalną, roślinności. Czapli śnieżnej niestety nie ma. Cały czas trwa akcja poszukiwawcza. Z ptaków na uwagę zasługuje biegus karłowaty. Po kilku próbach wreszcie udaje się go podejść .

Akcja poszukiwawcza trwa
A na brzegu wyczekiwanie i niegasnąca nadzieja.
Na Flores. Stoją od lewej: Jacek Tabor, Szymon Beuch, Marek Betlejewicz, ja, Daniel Mauras, Marcin Sołowiej. „Piętro” niżej Radek Gwóźdź (fot. M.Sołowiej)
Biegus karłowaty (Calidris minutilla)

Pierwsza grupa jedzie z powrotem w kierunku Santa Cruz. Dla nich powoli kończy się czas pobytu na Flores. My mamy jeszcze 2 godziny. W końcu dociera do nas info na które wszyscy wyczekiwali. Bosse odnalazł czaplę śnieżną !!!  No i teraz dopiero zaczął się chaos. Jak tam dotrzeć ? Nasi kierowcy mieli przyjechać po nas dopiero za jakieś 1,5 godziny. Daniel coś  tam nerwowo ustala. Efektem jest przyjazd jednej taksówki, którą zabiera się tylko kilka osób. Na szczęście udaje się Radkowi. Mamy więc kontakt na bieżąco. Wreszcie przyjeżdża bus po resztę ptasiarzy. Duże napięcie nie ustępuje. Jesteśmy mocno do tyłu z czasem. Czy czapla wytrzyma ? Dojeżdżamy w końcu w okolice hotelu „Ocidental”. Czapla śnieżna wyczekuje nas, stojąc na wulkanicznych skałach oblewanych falami  w niewielkiej zatoczce. Po chwili zrywa się  i przelatuje krótki dystans wzdłuż wybrzeża. Teraz jest bliżej. Coś jej jednak nie pasuje i znowu odlatuje na południe. Tym razem już jej nie znajdujemy, choć przez chwilę wydaje się, że jest, ale to jednak bardzo podobna czapla nadobna.

Czapla śnieżna (Egretta thula)
Sieweczka skąpopłetwa (Chardarius semipalmatus)

Trzeba też wspomnieć o sieweczkach skąpopłetwych obecnych w dwóch różnych miejscach wybrzeża przy Santa Cruz.
Dociera do nas informacja, że na Corvo, ci co nie popłynęli, widzieli dzięcioła różowoszyjego ! Nieźle. Oby dotrwał do jutra. My też chcemy ☺.
Zadowoleni z twitchów na Flores rozpoczynamy powrót na Corvo. Carlos, poproszony o przystanki w przypadku napotkania ptaków oceanicznych innych niż burzyki duże, kilkukrotnie spełnia nasze prośby dzięki czemu zaliczamy nawałnika dużego i burzyka szarego. Niebo od północy złowieszczo ciemnieje. Wpływamy w obszar opadów. Na szczęście jesteśmy już blisko portu. Docieramy cali, zdrowi i bezapelacyjnie zadowoleni ☺ .

20.10.

To było do przewidzenia. Zdecydowana większość rusza dziś do Fojo na dzięcioła różowoszyjego. Kiedy wszyscy idą dołem w kierunku obszaru piknikowego, my za głosem „szatana”, który dzisiaj wyglądał jak Radek 😉 , obieramy inną wersję – idziemy górą. Efekt ? Po kilkunastu minutach w radio mamy info, że dzięcioł właśnie przeleciał z okolic picnic area w kierunku Poco da Aqua. Pędem wracamy. Ustawiamy się na asfaltowej drodze, biegnącej wzdłuż doliny. Droga kończy się w dole iglastym zagajnikiem. I z tego właśnie zagajnika wylatuje w kierunku Pico dzięcioł różowoszyi. Niestety stojący pośrodku drogi, a wśród nich i ja, ptaka nie widzimy. Taka konfiguracja terenu. Co za pech ! Może wróci ? Nie wrócił. Ale w końcu zaliczam ryżojada i na tym nie koniec. Bo oto Rami donosi z pobliskiego Fojo, że ma dwa gatunki wireonków: czerwonookiego i cytrynowego. Ten drugi jak najbardziej mnie interesuje. Udało się 🙂 .

Nie jest trudno odgadnąć kto widział dzięcioła (fot. J.Tabor)
Ryżojad (Dolichonyx oryzivorus)
Ryżojad (Dolichonyx oryzivorus)
Wireonek cytrynowy (Vireo philadelphicus)

W centralnym punkcie miasteczka, przy Placu Largo do Ribeirao postawiono skrzynię na burzyki. Jak co roku rozpoczyna się akcja S.O.S Cagarro, ale więcej o tym jutro.

21.10.

Od rana przystępujemy do „ataku” na Fojo, gdzie wczorajszego późnego popołudnia jednak powrócił (czyżby na nocleg ? ) dzięcioł różowoszyi. Ptaka jednak nie było. Na terenie piknikowym przy Fojo spędzamy cały dzień. Okazuje się, że oprócz mnie, Radka, Jacka, Szymona i Marka tego dzięcioła nie widział jeszcze jedynie Daniel. Zawzięliśmy się. Nawet załamanie pogody i deszcz nie były w stanie nas stamtąd przegonić.  Niestety, dzięcioł do 17-tej się nie pojawił. W drodze powrotnej wyhaczamy jaskółkę rdzawoszyją. Wreszcie zaczęło porządnie wiać z zachodu.

Takich wiatrów trzeba

Tak jak obiecałem teraz trochę o akcji ratowania burzyków. S.O.S Cagarro odbywa się na Corvo (i całych Azorach) od 1995 roku i ma na celu zaangażowanie ludzi w ochronę młodych burzyków dużych, które po raz pierwszy wylatują z gniazd i nie zawsze trafiają na bezpieczne dla nich wody Atlantyku. Czasami brakuje im jeszcze umiejętności, może i sił, a może po prostu szczęścia i młodziaki lądują przy drogach lub w innych miejscach w miasteczku, gdzie często padają łupem kotów. Corocznie, po 20 października, kiedy młode burzyki zaczynają masowo opuszczać gniazda, zaczyna się kampania informacyjna, organizowane są prelekcje, patrolowanie miasteczka. Wszyscy, którzy znajdą młode burzyki mogą zanieść je do skrzyni, i włożyć do specjalnych pudełek. Dla tych co się boją dziobów tych nie małych przecież ptaków, pozostaje zgłosić fakt znalezienia telefonicznie. Codziennie rano skrzynia jest opróżniana z młodych burzyków, które wypuszczane są na oceaniczne wody. Na pewno niektóre z nich za kilka lat wrócą na wyspę aby wyprowadzić swoje młode.

Przechowalnia burzyków

 

22.10.

Postanowiłem zgłębić tajemnicę i fenomen tutejszych drewnianych zamków przy drzwiach jakie zwróciły moją uwagę już podczas pierwszego pobytu na Corvo. Zamki są niezwykłe bo w całości wykonane z drewna. Nie ma w nich nic metalowego. Ten sposób zamykania drzwi ma prawdopodobnie korzenie w okresie kiedy Corvo było czasami plądrowane przez piratów (znany tez jest i z Madery). Biednych mieszkańców nie stać było na metalowe zabezpieczenia. Ponadto metal bardzo szybko w wilgotnym klimacie poddany byłby  procesom rdzewienia. Postanowili chronić swój dobytek tym co dała im przyroda, drewnem rosnących na wyspie jałowców. Tak powstały konstrukcje niepowtarzalne. Do dziś wyrabiane ręcznie i do dziś służące mieszkańcom wyspy. Zastanawiałem się jak taki zamek wygląda w środku i na jakiej zasadzie działa. Konstrukcja jest prosta, ale wymagająca precyzji wykonania. Poszczególne, drewniane części składowe muszą być dobrze dopasowane do siebie. Taki typowy drewniany zamek składa się z 4 zasadniczych części. Baza zamku, a więc ta część największa to kawałek drewna z wyżłobionym w środku układem szczelin. Drugim bardzo ważnym elementem są bloczki, które dopasowane są do szczelin w bazie zamku ale tak by mogły się w nich poruszać z góry na dół i odwrotnie. To one są odpowiedzialne za blokowanie skobla będącego trzecim elementem zamka. Skobel wchodzi w szczelinę w murze. W tym kawałku drewna, na górnej jego krawędzi, wyżłobione są szczeliny dokładnie odpowiadające szerokościom szczelin w części bazowej i bloczkom.  Bo właśnie w nie opadają bloczki, blokując skutecznie drzwi. No i serce zamka czyli klucz. Klucz podobnie jak skobel, też ma wyżłobienia w górnej jego krawędzi. Szczelina w którą jest wkładany musi być na tyle szeroka aby można było kluczem poruszać w górę i w dół. Zęby w kluczu precyzyjnie dopasowane, stykają się z bloczkami. Naciśnięcie klucze w dół powoduje podniesienie bloczków w górę i wysunięcie ich ze szczelin skobla. Drzwi stoją otworem 🙂 . Taki zamek ma jedną wadę, jest to zamek wyłącznie zewnętrzny.

Drewniany zamek z Corvo

 

23.10.

Węgrzy wyhaczyli jakiegoś drozdka. Miał to być drozdek szarolicy. Z takim nastawieniem pojechaliśmy do Cantinho. Miałem okazje być w tej dolince pierwszy raz. Fantastyczna, dzika. Prawie jak las deszczowy 😉 . Zjawiło się na miejscu kilkanaście osób, a że wąsko, stromo i ślisko, a na dodatek kamienie, niektóre dość pokaźnych rozmiarów, trzymające się podłoża tak na „słowo honoru”, trzeba było bardzo uważać coby nie pojechać dobre kilkanaście metrów w dół. Taki scenariusz mógł nie tylko przyspożyć kłopotów zdrowotnych, ale też przepłoszyć skutecznie drozdkaDrozdek, jak się okazało okularowy, wystawił naszą cierpliwość na poważną próbę. W końcu się pojawił, jak zjawa. Przemieszczał się korytem wyschniętego potoku, wśród bujnej roślinności, by w końcu na kilka sekund pokazać się na pniu powalonego drzewa. To mój drugi gatunek drozdka na Corvo w obserwowany w praktycznie bliźniaczych okolicznościach.

Cantinho
Dzika, niczym las deszczowy
Gdzieś tam kryje się drozdek
Drozdek okularowy (Catharus ustulatus)

 

24.10.

Dzisiaj z rana przy plaży, a więc tuż obok pola namiotowego poruszenie. Wypuszczają kilkanaście młodych burzyków, zebranych wczoraj do skrzyni.  Niektórym młodziakom nie uśmiecha się opuszczać stałego lądu i szukają czym prędzej schronienia między skałami czy między stopami ludzi. W końcu jednak wszystkie wzbijają się do góry by po krótkim locie wylądować na oceanicznych falach. Tam będą nabierać sił i uczyć się samodzielności.

Wypuszczanie młodych burzyków
Dajcie mi się jeszcze zastanowić przez chwilę

 

25.10.

Z rańca razem z Szymonem, „Słowikiem” i Larsem jedziemy do Lighthause valley. Była raportowana stąd cytrynka, może jeszcze coś się skrywa ? Pogoda jesienna, pochmurno i wilgotno . Siedzimy sobie na krawędzi doliny odtwarzając co jakiś czas głosy lasówek. Ale póki co reagują zięby. Wracamy. W radio komunikat, że w Cancelas, na dole, Włosi mają jakąś bliżej nieokreśloną lasówkę. Akurat jesteśmy już na głównej drodze więc dojście do początku doliny to szybki, łatwy spacerek. Gorzej jest kiedy zaczynamy schodzić w dół. Niby początkowo jest wykoszona ścieżka, ale w końcu trzeba się wbić w dolinkę. Okazało się później, że czynimy to zupełnie niepotrzebnie. No cóż nie zawsze można się dobrze dogadać przez radio. A Cancelas jest równie dzika jak Cantinho. Ostrożnie schodzimy w dół po śliskich, stromych, zarośniętych i kamienistych zboczach.  Ja jako, że znacznie większy, cięższy i mniej sprawny (no cóż, starość nie radość 😉 ) od moich kolegów,  częściej zjeżdżam na czterech literach. Oczywiście w sposób kontrolowany.  Docieramy w końcu do koryta wyschniętego strumienia zawalonego potężnymi kłodami drzew. Trzeba to pokonać. „Słowik” dosiada niczym wierzchowca jeden z pni i … zsuwa się wraz z nim w dół. Na szczęście krótko. Cali docieramy w końcu do drogi i miejsca, gdzie owa lasówka była widziana. Niestety nasze poświęcenie na nic. Ptak już więcej się nie pokazał. Czy to w ogóle była jakaś lasówka ? Niedaleko, na łące co po niektórzy radują się widokiem … śpiewaka 😉 .

Lighthouse valley
Lighthouse valley
Leciwy iglak

Po południu poruszenie na dole. Dwa kukawiki żółtodziobe kręcą się w tamaryszkach. Jeden z nich spłoszony przylatuje na camping. Widać, że ptak jest mocno zmęczony. Na campingu zrobiło się tłoczno ;-). Kukawik jednak ponownie przeleciał przez pas lotniska no i wylądował w kukurydzy. Trzeba było go odnaleźć aby nie zaopiekował się nim jakiś kot. Ptak po kilkunastominutowym odpoczynku samodzielnie przelatuje w krzaki i znika. Jest szansa, że pokonał swoje słabości.

Gościnna wizyta w naszym miejscu „zamieszkania”
Kukawik żóltodzioby z dzisiejszego dnia

 

26.10.

Dzisiaj wyspę opuszcza znaczna liczba ptasiarzy, w tym Radek i Szymon. Pogoda zaczyna się psuć, chyba zacznie padać. Niestety w dolinkach nie ma nowych ptaków. Pozostajemy z Markiem na dole.  W kukurydzy i chabaziach obok „Pig Farm” wśród kilku kapturek uwija się też i nietypowo ubarwiony samczyk, melanistyczny.  Nic nie zapowiadało, że może się jeszcze coś wydarzyć. Ale Corvo jest magiczne 🙂 . Jest już grubo po 17, kiedy w radio słyszymy komunikat: „Common Nighthawk near power station” . Po kilkunastu minutach jesteśmy już na miejscu. Szkoci, Peter i Bob, schodzący z terenu do miasteczka w pewnym momencie zobaczyli w strugach rzęsistego deszczu lecącego prosto na nich ptaka, który po chwili wylądował na kamieniu. To właśnie był Common Nighthawk czyli lelczyk mały. Gatunek marzenie 🙂 . Nikt z nas nie przypuszczał wtedy, że ptak ten tak łatwo się od nas nie „odczepi”  😉 .

Melanistyczny samiec kapturki (Sylvia atricapilla)
Wszyscy są pod wrażeniem lelka z Ameryki
Lelczyk mały (Chordeiles minor)

27.10.

Postanawiamy wyruszyć dzisiaj do góry. Zaczyna świtać. W pewnym momencie, kiedy przy campingu czekamy na taksówkę zauważamy nisko przelatującego dość dużego ptaka. Na tle ziemi jest praktycznie niedostrzegalny, ale nie może to być nic innego tylko … jakiś lelek !!! Ptak wykonuje kilka rundek wokół naszych głów dzięki czemu, na tle coraz to jaśniejszego nieba, dostrzegamy duże białe plamy u nasady pierwszorzędowych lotek, cechę wskazującą na lelczyka małego.  Tym razem to goście z „Commodoro” biegną w naszą stronę 🙂 . A lelczyk poluje w najlepsze by po kilkunastu minutach wylądować na ziemi przed bramą ewakuacyjną prowadzącą na lotnisko czyli 20 metrów od pola namiotowego 🙂 . Oczywiście musi być sesja fotograficzna. Ptak niewiele robi sobie z naszej, bliskiej obecności. Pozostawiamy go i jedziemy z Markiem do góry. Pogoda zdecydowanie się poprawia. Lelczyk działa jak magnes. Nie możemy nie wykorzystać szansy na lepsze ujęcia. Drugi raz taka szansa może się nie zdarzyć. Szybko wracamy na camping. Lelczyk nie zmienił miejsca odpoczynku 🙂 .

Lelczyk mały w całej okazałości. MIODZIO  🙂

Po południu Lars w okolicach Tennessy valley zauważa łuszcza strojnego. Dojeżdżamy taksówką w rejon mountain reservoir.  Jeszcze tylko kilkaset metrów podejścia i … roztacza się piękna panorama na pastwiska poprzecinane murkami i naturalnymi żywopłotami z hortensji. A więc widok standardowy. Gorzej bo interesujący nas obiekt gdzieś odfrunął.  Jednak praca zespołowa dała efekty. Łuszcz odnalazł się na początku Tennessy valley. Niestety w znacznej odległości od nas.  Lepsze zdjęcia będą może za rok 😉 .

Łuszcz strojny (Pheucticus ludovicianus), mocno dokumentacyjny ale jest

28.10.

Po wczorajszym bieganiu za łuszczem strojnym znowu trzeba dać odpocząć nogom. Pozostajemy z Markiem na dole. Dzisiaj opuszcza wyspę kolejna grupa ptasiarzy, w tym „Słowik”. Zostaje nas już naprawdę garstka. Lelczyk nie pojawił się na „nocleg”. Albo zmienił miejsce albo poleciał sobie dalej. Wykorzystujemy słońce aby zrobić ostatnie pranie i podsuszyć mocno wilgotne „brudy”.  W świecie ptasim dzisiaj wybitnie europejsko 😉 : młoda brzegówka (to jeszcze z rana) a później kopciuszek, muchołówka szara, jarzębatka (druga dla Corvo), piecuszek i dwa pierwiosnki, przy czym jeden bardzo żółty, co według Włochów może wskazywać na świstunkę iberyjską. Wieczorem, po zachodzie słońca, niespodzianka. Powrócił na łowy lelczyk 🙂 .

29.10.

W nocy się rozpadało i zaczęło porządnie wiać z NW. Niestety deszcz nie przestawał. Nikt tym samym nie wybrał się na górę. Została nas już garstka. Kilku Włochów, Lars, nasza dwójka i David, który doleciał w piątek. Pomimo deszczu decydujemy się na wyjście w teren. Dzięki temu ratujemy 7 cagarosów. Młodziaki a to schroniły się pod pojazdami policyjnymi (co za wyczucie 😉 ), a to na … cmentarzu. Niestety były też i obrazki smutne. Jeden zderzył się ze ścianą dużego budynku, drugi niby wylądował na płycie lotniska ale mocno się przy tym poturbował. Nad pasem startowym próbowały coś upolować jaskółki: brzegówka i rdzawoszyja (ta z Ameryki). Po południu się rozpogodziło. Widziany był, ciągle obecny na dole, kukawik żółtodzioby. Przy plaży natrafiliśmy na samca śnieguły a Lars wyhaczył błotnicę. Natomiast wieczorem pojawił się znowu lelczyk mały. Wykorzystując poprawę pogody, rozpaliliśmy ogień. Przy gorącej kawie i herbatce kończymy kolejny dzień  🙂 .

corvo_mg_2525
Młody burzyk duży znalazł odpowiednie schronienie 😉
corvo_mg_2539
I kolejne dwa burzyki.
corvo_mg_2528
Niestety, dla niektórych młodziaków pierwszy lot jest zarazem ostatnim. Ten zderzył się z budynkiem.
snow_bunting_mg_2551_01
Samiec śnieguły

 

30.10.

Dopadło mnie znudzenie. Może dlatego, że myślami jestem już te kilka tysięcy kilometrów od wyspy. Zbieram się jednak w sobie i wędruje wokół lotniska. Jaskółka rdzawoszyja najwyraźniej polubiła poranne polowania nad pasem startowym. Puszczam informację w eter. Reaguje tylko Marek. No tak, pozostali pojechali w dolinki. Tam radio nie sięga. W starym porcie czapla nadobna. Jednak wczoraj wieczorem Markowi się nie przewidziało. Buszujemy z Markiem po tamaryszkowym szlaku. No i nawet zrobiło się ekscytująco. Najpierw płoszymy lelczyka, który znalazł sobie miejsce na nocleg na skałach w tamaryszku, tuż nad brzegiem oceanu. Ptak robi dwa kółka i znika nam z pola widzenia. A była szansa na fotki w locie. Po chwili trafiamy na tajemniczego acrocephalusa. Okazuje się, że to trzcinniczek. Pierwszy dla Azorów !!!!.  A jeszcze dalej mamy oprócz pierwiosnkagajówkę. Na górze też nic nowego nie wykryto. Jutro odwrót  😉 .

corvo_cliff_swallow
Jaskółka rdzawoszyja. Trudny przeciwnik dla fotografa 😉 .
corvo_mg_2640
Czapla nadobna w starym porcie
reeds_warbler_mg_2690
Trzcinniczek. Okazuje się, że pierwszy raz na Azorach !!!
reeds_warbler_mg_2674
Trzcinniczek w kolejnej odsłonie
reeds_warbler_mg_2695
Trzcinniczek „a face”
reeds_warbler_mg_2701
i jeszcze raz trzcinniczek 🙂 .

31.10.

Najważniejsze – nie pada. W spokoju możemy rozpocząć zwijanie namiotów i pakowanie. Nie wyłączam radia. Chyba jakieś przeczucie. Gdy już zamierzamy rozpocząć marsz ku lotnisku, w radio słyszę podniecony głos Davida „Lincoln’s Sparrow about pink haus”. Co tu robić ? Podchodzimy do tematu spokojnie. Najpierw lotnisko. Nadarza się okazja i kilometr podjeżdżamy pick-upem, a jakże na stojąco.  Normalnie wiatr we włosach ;-). Zostawiamy bagaż. W eterze chłopcy próbują namierzyć wróbla. My idziemy do piekarni, płacimy za taksówkę (zrobiłem 21 kursów), a później na zupę do tawerny. Co za zimna krew  😉 . W tawernie odkrywamy, że w zmianę czasu na zimowy bawią się też i w Portugalii.  A więc mamy 2 godziny do odlotu. I pasówka płowa została zlokalizowana. No to pod górę !!!  Na szczęście nie mamy daleko i jest na miejscu Lars. Ciężko jest wypatrzeć wróblaka w gąszczu chabazi, tym bardziej, że trzyma się ziemi. W końcu jakoś się udaje, ale trafić z autofokusem. Zapomnij. Przychodzi Daniel. Pokazuje zdjęcia. Naprawdę mieli go blisko i na widoku. Zostajemy sami. Nie może zostać tak, że taki zacny gatunek jest bez dokumentacji foto. Już słyszę szydercze „nie ma zdjęcia nie ma ptaka” 😉 . Uruchamiam więc mojego tableta, puszczam z Sibleya kilka razy głos wabiący pasówki płowej  i … efekt jest. Na czubku uschniętej figi pojawia się nasz bohater. Po wymarzonym początku równie pięknie kończymy nasz pobyt  🙂 .

corvo_mg_2745
Myszka towarzyszyła nam przez cały czas pobytu. Z niektórymi z nas nawet próbowała dzielić przestrzeń namiotowa nocą  😉 . W tym przypadku bidula nie znalazła zrozumienia 🙂 .
lincoln_sparrow_mg_2779
Pasówka płowa – 4 stwierdzenie dla Azorów i 5 raz w WP.  Niezły gatuneczek 🙂 .

 

Pora zakończyć relację z magicznej wyspy. Pomimo, że tej jesieni nie „sypnęło z rogu obfitości” to mimo wszystko była to, przynajmniej dla mnie, udana jesień (12 „tick-ów” na mojej liście WP „piechotą nie chodzi ” 😉 ).   Za rok będzie jeszcze lepiej !


W powyższej relacji wspomnieni zostali: Marek Betlejewicz (PL), Rami Mizrachi (Israel), Mika Brun (Finlandia), Markku Santamaa (Finlandia), Per  Forsberg (Szwecja), Jacek Tabor (PL), Daniel Mauras (Francja), PAC – Pierre-Andre Crochet (Francja), Ernie Davis (Anglia), Carlos Mendes (Portugalia), Bosse Carlsson (Szwecja), David Monticelli (Belgia), Lars Mortensen (Dania), Radek Gwóźdź (PL), Szymon Beuch (PL), Bob Swann (Szkocja), Peter Stronach (Anglia), Marcin “Słowik” Sołowiej (PL). To tylko niewielka cząstka swoistej społeczności Corvo Birders .

Wspomniany w relacji materiał telewizji portugalskiej o ptakach i ptasiarzach na Corvo można zobaczyć tutaj: http://www.rtp.pt/play/p56/e255762/telejornal-acores