W kraju stożkowych kapeluszy – (relacja w trakcie tworzenia)

vcialis 40mg serif;”>Termin: 14.01. – 28.01.2013

cialis serif;”>Trasa: Warszawa – Pary? – Ho Chi Minh (przelot liniami Air France) – Cat Tien National Park – Di Linh – Dalat – (przelot lokalnymi liniami do Hanoi) – Cuc Phuong National Park – Hanoi – Pary? – Warszawa (przelot liniami Air France)

drug serif;”>Bilety lotnicze kupowane przez www.esky.pl; Wizy (bez wychodzenia z domu) za?atwiane przez www.wizaserwis.pl

Organizacja pobytu: Vietnam Birding biuro prowadzone przez Richarda Craika, Anglika mieszkaj?cego od 20 lat w Wietnamie.

14.01.2013 – Na rozruch Pary?

Cel: Sajgon a w?a?ciwie Ho Chi Minh. Po drodze jednak Pary?, bo to w?a?nie z francuskiej stolicy dane nam b?dzie "frun??" w kierunku celu. W powietrzu opiekuje sie nami od Warszawy Air France – i to ca?kiem dobrze :-). Mi?dzy l?dowaniem w Pary?u a startem do Sajgonu mamy kilka godzin wolnego. Ju? na etapie planowania podró?y za?o?y?em, ?e jakby nie patrze?, Pary?owi, warto si? przyjrze?. ?mudna analiza internetu pozwoli?a na u?o?enie planu minimum aby co? uszczkn?? z tego romantycznego (podobno) miasta. Z lotniska Charles de Golle (terminal 2 F gdzie l?dujemy z Warszawy) dostajemy si? do stacji Saint Michel-Notre Dame poci?giem RER B. Kupujemy bilet ca?odniowy na wszystkie ?rodki komunikacji miejskiej za 22 Euro od osoby. Czas przejazdu na tym odcinku oko?o 40 minut. To dobre rozwi?zanie. Pary? to ogromna przestrze? historii – dla konesrów. Na pewno znawcy architektury czy sztuki nie b?d? znu?eni pokonywaniem paryskich alei, placów, bulwarów czy zwyk?ych uliczek. Dla mnie, oczywi?cie nie znawcy, tak jak zobaczenie wielkiej "5" na afryka?skim safari, by?o zobaczenie wytypowanej przeze mnie wielkiej "3" z symboliki Pay?a: katedry Notre-Dame, wie?y Eiffla no i  ?uku Triumfalnego. Dzi?ki doskona?emu (oczywi?cie ocena bardzo subiektywna) systemowi komunikacji miejskiej udaje si? te zabytki zobaczy? w przeci?gu 3 godzin, wliczaj?c "poszukiwania" ?uku Triumfalnego. Niestety nie ma s?o?ca, które towarzyszy?o nam podczas lotu do Pary?a wliczaj?c l?dowanie. Jak gdyby przy okazji ogl?dania zabytkowych miejsc, s? te? ptaki: ?mieszki Chroicocephalus ridibundus, kormorany Phalacrocorax carbo, krzy?ówki Anas platyrhynchos na Sekwanie, a w?ród miejskich terenów zielonych odliczy?y si? szpaki Sturnus vulgaris, kos Turdus merula, modraszka Cyanistes caeruleus, wróbel Passer domesticus no i oczywi?cie wsz?dobylskie go??bie miejskie Columba livia f.urbana. Ada niestety niefortunnie stawia nog? na stopniach schodów i …. na szcz??cie to chyba tylko lekkie skr?cenie. Ku?tyk, ku?tyk docieramy na miejsce wylotu do Wietnamu. Przed nami blisko 13 godzin lotu. Chyba oszaleje !!!!. Wsparcia dodaje mi butelka 30 % "Wyborowej" o samku mango. Co za smak ! 😉

 

Szpaki z wróblami na skwerze przy wie?y Eiffla

 

15.01.2013 – Good Morning Vietnam

W Ho Chi Minch l?dujemy zgodnie z planem czyli tu? przed 13 lokalnego czasu. Odbieramy walizki. Odprawa przebiega bardzo sprawnie. W t?umie oczekuj?cych dostrzegam wysokiego, szczup?ego blondyna. Twarz jak gdyby znajoma (internet to si?a 😉 ). To na pewno Richard Craik, w?a?ciciel biura Birding Vietnam, za po?rednictwem którego organizowa?em nasz? wypraw?. Przywitanie, krókie ble ble ble kupujemy jeszcze za 5 USD kart? do telefonu (?adna, prawdopodobnie, z naszych sieci nie dzia?a na terenie Wietnamu), pakujemy si? do mikrobusa i w drog?. Przeje?d?amy przez Ho Chi Minh. Na drodze mrowie skuterów, na których przewozi si? najró?niejsze rzeczy. Podobno tych je?d??cych maszyn w tym mie?cie jest 2 miliony.  Zasady ruchu drogowego – dla wtajemniczonych czyli Wietnamczyków. Po prostu SAJGON ! “Gnamy” 40 na godzin? g?ówn? “autostrad?” Wietnamu. Ta pr?dko?? wynika nie tylko fatalnej jako?ci drogi oraz zakorkowania naszej nitki ale z obowi?zuj?cych przepisów. Przekroczenie pr?dko?ci jest tutaj surowo karane. Przy drodze t?tni ?ycie handlowo-us?ugowe w ca?ej gamie bran?. Mamy zaplanowane do pokonania “tylko” 150 km do Parku Narodowego Cat Thien – pierwszego etapu naszej podró?y. Udaje si? nam to w ….5 godzin. Te kilka godzin up?ywa na mi?ej rozmowie z Richardem, który mieszka ju? w Wietnamie od 20 lat. Po za?atwieniu formalno?ci w Parku jeszcze tylko krótka przeprawa ?ódk?, nast?pnie oko?o 1 km pojazdem przypominj?cym meleksa ale z silnikiem spalinowym i wreszcie jeste?my w Forest Flor Lodge.

Ptasio dzie? bardzo s?aby. Z okien busa najcz?sciej dostrzegam mazurka Passer montanus (okazuje si?, ?e jest to najbardziej typowy ptak w mie?cie a wróbel z kolei wyst?puje bardzo rzadko – to z informacji od Richarda). Raz rzuci?a si? w oczy majna brunatna Acridotheres tristis. Gdzie te ptaki ?

 

16.01.13 – Pierwsze koty za p?oty

 

Wczesna pobudka bo ju? o 5.00. Nie spa?o mi si? dobrze, chyba emocje ;-). Kiedy idziemy na ?niadanie zaczyna dopiero ?wita?. Z przeciwnego brzegu s?ycha? przedziwne odg?osy, jakby kto? nagle uruchomi? naraz alarmy w kilku samochodach. Okazuje si?, ?e to gibbony. Szybkie ?niadanko i pierwsza eskapada pod opiek? Richarda. Ranek jest rze?ki ale z ka?d? up?ywaj?c? godzin? robi si? gor?co i duszno. Zasady birdwatchingu w Wietnamie s? takie same jak w ka?dym “ciep?ym kraju”: obserwacja ptaków do oko?o 11.00 nast?pnie przerwa z uwagi na upa? a ko?o 15.00 druga runda do 18.00 bo o tej godzinie zapadaj? ciemno?ci.

Park Narodowy Cat Tien ma ca?? sie? dobrze oznakowanych dróg i szlaków. B?dziemy tu przez trzy dni wi?c pewnie z kilku z nich skorzystamy. Na pierwszy ogie? krótka wycieczka z Forest Floor Lodge do G?ównej Kwatery Parku. Pierwszy ptaszor na li?cie dnia to bilbil czarnog?owy Pycnonatus atriceps. No i zaraz po nim otworzy? si? “worek” :-). Kiedy dochodzimy do G?ównej Kwatery, a to raptem oko?o 1 km betonow? drog?, mamy godzin? 9:00 a na list? trafiaj? jeszcze 34 gatunki. I co najwa?niejsze tylko 2 z nich widzia?em ju? wcze?niej. Przy G?ównej Kwaterze restauracja, korzystamy aby si? napi?. W budynku administracyjnym wymieniam walut?. ?atwo w Wietnamie zosta? milionerem. Mnie kosztowa?o to raptem 100 USD ;-). W zamian dostaj? 2 milony dongów, obowi?zkowo ka?dy banknot (bez wzgl?du na nomina?) z portretem ukochanego wodza Ho Chi Minha. Ciekawostk? jest to, ?e banknoty wykonane s? z tworzywa sztucznego czyli wodza nie mo?na zniszczy?. Wracamy ?cie?k? przez las obok wybiegu dla nied?wiedzi malajskich, które wyleguj? si? leniwie w cieniu. My szukamy w lesie kurtaczka pr??kowanego Pitta elliotii. Niestety bezskutecznie. Wracamy do hotelu na sjest?. Rzeczywi?cie jest upa? ale ja nie rezygnuj? i pa??tam si? po ?cie?kach mi?dzy bungalowami w poszukiwaniu nowo?ci.

Forest Floor Lodge po?o?ony jest nad rzek? Ben Cu, górsk? o skalistym korycie i szybkim nurcie. Z hotelowego tarasu przy barze o nazwie “Hornbill” (czyli dzioboro?ec) roztacza si? ?adna panorama na dolin? rzeki. W korycie wida? ?eruj?ce czaple: bia?oskrzyd?e Ardeaola bacchus i czarnonogie Egretta intermedia, no i oczywi?cie wed?ug zapewnie? obs?ugi, mo?na z tarasu baru zobaczy? dzioboro?ca bia?obrzuchego Anthracoceros albirostris (wszak nazwa baru do czego? zobowi?zuje). Zobaczymy. Bar to równie? miejsce, gdzie jest dostepny internet (Wi-Fi za free – :-)). Na obszarze hotelowym udaje mi si? wypatrze? kolejne nowe gatunki: pstrog?owa zielonolicego Psilopogon faiostrictus, bilbila ?ó?tobrzuchego Pycnonotus flaviventris, kuku?? d?ogostern? Phaenicophaeus tristis, zielenika b??kitnoskrzyd?ego Chloropsis cochinchinensis. No wiewiórk? Tamiops rodolphii która zawzi?cie “przepycha?a si?” z pstrog?owem zielonolicym przy owocach.

 

Bilbil ?ó?tobrzuchy (Pycnonotus flaviventris)

Pstrog?ów zielonolicy (Psilopogon faiostrictus)

 

Po po?udniu druga ods?ona dzisiejszego planu. Zamiast traci? pieni?dze na jeepa udajemy si? na obserwacje rowerami. Oprócz naszej trójki towarzyszy nam m?ody sympatyczny Tinh, pracuj?cy w hotelu Wietnamczyk, rozkochany w ptakach. Udajemy si? na otwarte tereny cz??ciowo rolnicze, cz??ciowo przypominaj?ce troch? sawann? albo mo?e bardziej australijski busz. Zmiana siedliska i ptasiarski licznik bije dalej. Najbardziej kolorowy ptak podczas tej wycieczki – kraska orientalna Coracias benghalensis, najwi?kszy – marabut jawajski Leptoptilos javanicus. Oprócz nich jeszcze dalsze 15 i tylko kl?skawka syberyjska Saxicola maurus widziana wcze?niej. Pomimo otwartych terenów nie by?o gatunków szponiastych.

 

kraska orientalna (Coracias benghalensis)

 

Wycieczka rowerowa, co prawda niezbyt odleg?a w kilometrach, ale na sprz?cie pozostawiaj?cym troch? do ?yczenia, da?a si? mi mocno we znaki. Oj b?d? zakwasy.

Dzie? bardzo udany. Na list? ?yciow? trafi?o 51 gatunków. Do mojego pierwszego tysi?ca brakuje jeszcze 14, tak wi?c na szampana (wiezionego specjalnie na t? okazj? z Polski), trzeba b?dzie poczeka?. Mo?e to ju? jutro ?

 

17.01.13 – Poszukiwany: kurtaczek pr??kowany

 

Dzisiaj ?pimy troch? d?u?ej ale jeszcze przed 7 jeste?my na szlaku. Idziemy drog? w kierunku pó?nocno-wschodnim. Ada po wczorajszej ekapadzie rowerowej narzeka na wi?kszy ból w kostce, ale dzielnie maszeruje dotrzymuj?c nam kroku. Zaraz po wyj?ciu z obszaru hotelowego, tak na dobry pocz?tek dnia na czubku wysokiego drzewa ?o?na brodata Nyctyornis athertoni a obok niej treron grubodzioby Treron curvirostra. Wchodzimy w obszary pittowe (bro? Bo?e nie kojarzy? z Urz?dem Skarbowym). Richard co jaki? czas odtwarza z mp3 g?osy kurtaczka pr??kowanego Pitta elliotii. W pewnym momencie jeste?my w miejscu, gdzie stykaj? si? dwa rewiry tych ptaków co mo?emy stwierdzi? po ich aktywno?ci g?osowej. Ptaki wydaj? si? by? blisko nas, mo?e 2 – 3 metry. Niestety, nie widzimy ich, to tak troch? jak z naszym derkaczem. Oczwywi?cie w mi?dzyczasie pojawiaj? si? i inne gatunki, ale ju? widziane wczoraj. No tak, teraz ju? trzeba b?dzie „walczy?” o ka?dy nowy gatunek, a lista b?dzie rosn?? w zdecydowanie wolniejszym tempie. Kolejne próby ze sprowokowaniem do ujawnienia si? kurtaczków spe?z?y na niczym. Ptaki si? odzywa?y z dna lasu ale nie da?o si? ich zobaczy?. Za to ?miga w koronach drzew ma?pa z czarnym ogonem (jaki? langur). Robimy ma?? przerw?. Richard wyjmuje termos z kaw? i banany, Ada ciasteczka. W pewnym momencie niczym zjawy zrywaj? si? z drzewa 2 dzioboro?ce bia?obrzuche Anthracoceros albirostris, które musia?y tam siedzie? ju? wcze?niej i nas obserwowa? a? w ko?cu si? znudzi?y. W drodze powrotnej nad lasem widzimy kr???ce i nawo?uj?ce 2 w??ojady czubate Spilornis cheela. Postanawiamy z Richardem, ?e po po?udniu podejmiemy kolejn? prób? zobaczenia kurtaczka, a w drodze powrotnej, ju? po zmierzchu spróbujemy zobaczy? tutejsze lelki i mo?e jeszcze co? z nocnych gatunków.

Przed kolejn? eskapad? ponownie przechadzam si? po hotelowych ?cie?kach, w ko?cu zak?adam sta?y punkt obserwacyjny :-). Usadawiam si? na krze?le przy naszym bungalowie i czekam. No i si? op?aca?o. Na list? trafiaj? ?wistunka brunatna Phylloscopus fuscatus i drozdo? pstry Zoothera dauma, a ponadto w koron? drzew wlatuje sóweczka falista Glaucidium cuculoides powoduj?c oczywi?cie larum w?ród co pomniejszych ptaków. Potwierdza si? równie?, ?e z werandy baru mo?na zobaczy? dzioboro?ce :-). Podczas obiadu widzimy 2 dzioboro?ce bia?obrzuche na drugim brzegu rzeki.

 

Otoczenie naszego bungalowu

Drozdo? pstry (Zoothera dauma)

 

O 16 wyruszamy na drug? cz??? dzisiejszego „birdingu”. Idziemy ?cie?k? przez las w kierunku wybiegu dla misiów. Znowu jeden kurtaczek odzywa si? bardzo blisko ?cie?ki, Richard przez moment nawet go widzi, ale ptak zaraz czmycha i mnie niestety nie jest dane go zobaczy?. „Next time” – mówi z u?miechem Richard. Oby. Dochodzimy do g?ównych zabudowa? parku. Poniwa? do zmierzchu jest jeszcze troch? czasu idziemy na piwo. Po kilkunstu minutach ruszamy dalej, w koron? jednego z drzew wlatuje muszkatela miedziana Ducula aenea. Mijamy zabudowania, spotykamy innego ptasiarza z Anglii pod opiek? wietnamskiego przewodnika pracuj?cego u Richarda. Oni te? czekaj? na lelki. W pewnym momencie widz? na niebie lec?cego du?ego ptaka, pocz?tkowo pomy?la?em, ?e to jaki? b?otniak, rozmiary i sposób lotu na to wskazywa?y, ale Richard wyprowadza mnie z b??du. Przed nami mamy rogatnika du?ego Lyncornis macrotis z rodziny lelkowatych. On jest naprawd? ogromny, ponad 40 cm d?ugo?ci cia?a to tak mniej wi?cej tyle co b?otniak stepowy Circus macrourus, wi?c moje skojarzenie by?o trafne.

 

Rogatnik du?y (Lyncornis macrotis)

 

W drodze powrotnej zamawiamy na jutrzejsz? wycieczk? nad Crokodile Lake jeepa (37 USD). Dzisiejszy dzie? to 10 nowych gatunków i … szmpan pozosta? w lodówce.

 

18.01.13 – Dzie? triumfu

 

Punktualnie o 6.00 podje?d?a zamówiony przez nas wczoraj jeep. Upewniam si? czy zabra?em szampana, bo to musi nast?pi? dzisiaj ;-). Jedziemy w czwórk? (do??czy? Tinh) kilka kilometrów na szlak prowadz?cy do Crocodile Lake. Czasami zdarza si? wcze?nie rano na tej drodze zobaczy? ba?anta – ki??ca syjamskiego Lophura diardi. Niestety nie dzisiaj. Mamy do pokonania 5 km w jedn? stron?. Wchodzimy w las. Jak to wczesnym rankiem s?ycha? ró?norodne g?osy ptaków, w koronach drzew dostrzegam rozpowszechnione gatunki: wilg? chi?sk? Oriolus chinensis, dziwogona rajskiego Dicrurus paradiseus, szczeciaka czubatego Alophoixus ochraceus. W pewnym momencie Richard rozpoznaje g?os ki??ca syjamskiego  dobiegaj?cy gdzie? niedaleko nas z dna lasu. Próbuje ?ci?gn?? kuraka na mp3 ale bezskutecznie. Przy naszym szlaku atrakcja – ogromne drzewo Tetrameles nudiflora.

 

Drzewa Tetrameles nudiflora s? typowe dla lasów w Cat Tien. Ten okaz jest jednak wyj?tkowo okaza?y.

 

Id?c dalej natrafiamy na odzywaj?cego si? kurtaczka pr??kowanego, za chwil? odzywa si? drugi osobnik. Mo?e wreszcie si? uda. Thin dostrzega pitte, która jest bardzo blisko mnie i Richarda, ale widok przes?ania nam ogromny pie?. Niestety ptak "rozp?ywa si?" w ?ció?ce. Jednak za chwil? na ?cie?k? szlaku wychodzi samiec kurtaczka. Kurtaczki podobno obchodz? swoje rewiry dooko?a. Tak wi?c dzi?ki temu, ?e ?cie?ka turystyczna przecina jego „królestwo” udaje mi si? wreszcie go zobaczy?. Trwa to chwilk?, na tyle d?ug? aby móc zrobi? zdj?cie. Pomi?dzy mn? a kurtaczkiem jest jednak przeszkoda – rozstawiona przez Richarda luneta. Autofokus mojego Canona ?apie ostro?? na lunet? a kurtaczek znika po drugiej stronie w?skiej ?cie?ki wtapiaj?c si? w kolory pod?o?a. Ale najwa?niejsze ?e go widzia?em, a jeszcze bardziej ni? ja z tego powodu cieszy si? Tinh. Jest godzina 9 a to dopiero mój pierwszy nowy gatunek tego dnia. Docieramy wreszcie do jeziora. Ptaki obserwuje si? tutaj z werandy stanowi?cej cz??? domostwa rybaków, st?d wkraczaj?c na werand? obowi?zkowo trzeba zdj?? buty.

 

Fragment Crocodile Lake

 

Woda robi swoje i przyci?ga ptaki, obserwujemy 3 gatunki czapli, 2 rybo?owy Pandion haliaetus , 3 bociany bia?oszyje Ciconia episcopus a z nowo?ci kilka modrzyków ciemnogrzbietych Porphyrio indicus i numer 999 na mojej li?cie czyli d?ugoszpona bia?obrewego Metopidius indicus – zarówno ptaki doros?e jak i m?ode.

 

D?ugoszpon bia?obrewy (Metopidius indicus) - ptak doros?y

 

Thin wypatrzy? jakiego? niewielkiego ptaka, który wlecia? w zadrzewienia przy domostwie. Poszczególne elementy zabudowa? ??cz? pomosty, udajemy si? jednym z nich, gdy w pewnym momencie z suchych traw podrywa si?  br?zowoszary ptak, o d?ugim ogonie na obrze?ach którego dostrzegamy bia?e plamy. No tego bym si? niespodziewa?. Równie zdziwiony jak ja jest te Richard. Okazuje si?, ?e moim gatunkiem nr 1000 zosta? lelek paskog?owy Caprimulgus macrurus. Jest godzina 10.30 i baaardzo gor?co. Za chwil? na list? trafiaj? nast?pne gatunki, a nowy tysi?c otworzy? purpurek br?zoworzytny Pericrocotus cantonensis. Wracamy na werand?. Strzela korek od szampana no oczywi?cie przyjmuje gratulacj?. Ciekawe, jak d?ugo b?d? gromadzi? kolejny tysi?c gatunków ;-).

 

Po ?yku szampana i dalej do przodu (z prawej Richard Craik)

Nr 1001 - purpurek br?zoworzytny (Pericrocotus cantonensis)

 

W drodze powrotnej u wylotu szlaku na g?ówn? drog?, obserujemy gromadniczka szarolicego Macronus kelleyi. To endemit dla Indochin. Ustalamy z Richardem, ?e dzisiaj pod wieczór, zrobimy jeszcze tylko prób? wypatrzenia g?bala malajskiego Batrachostomus affinis, bo dzisiejszy dzie? da? si? wszystkim we znaki i trzeba odpocz??, tym bardziej, ?e jutro ruszamy dalej a jeszcze czeka nas pakowanie. Z werandy baru oczekuj?c na obiad ogl?damy z Ad? zimorodka krasnodziobego Halcyon smyrnensis. O 18.00 idziemy z Richardem poszuka? g?bala malajskiego jednak bez sukcesu. Dzie? zako?czy?em 10 nowymi gatunkami.

 

19.01.2013 – Ku endemitom

 

Jak zwykle po wczesnym ?niadaniu skoro ?wit wyruszamy w teren. To b?dzie ostatnia wycieczka po obszarze Cat-Tien. Idziemy z Richardem w kierunku G?ównej Kwatery Parku a stamt?d mamy zamiar wróci? przez las do hotelu. Pomimo ?e pokonujemy t? tras? po raz kolejny Cat Tien zadziwia gatunkami. W lasach tropikalnych jest tak, ?e ptaki, szczególnie wczesnym rankiem, pojawiaj? si? dos?ownie na chwil? na jakim? eksponowanym miejscu, np. suchych ga??ziach wysokich drzew by nast?pnie wyparowa? jak kamfora. W taki sposób uda?o mi si? zobaczy? kilkanacie gatunków a dzisiaj wpad? mi w oczy pi?knie ubarwiony samczyk purpurka szkar?atnego Pericrocotus flammeus. Wysoko w nas?onecznionych koronach  drzew przy budynku g?ównym parku uwija si? mnóstwo roz?piewanego, kolorowego drobiazgu, a na dole spokojnie siedzi sobie ?owiec krasnodzioby Halcyon smyrnensis.

G?ówna Kwatera Parku Narodowego Cat Tien

?owiec krasnodzioby (Halcyon smyrnensis)

 

Wracamy przez las z nadziej?, ze mo?e na koniec naszego pobytu uda si? bardziej dok?adnie obejrze? kurtaczka. W pewnym momencie s?ycha? gdzie? wysoko g?o?ne nawo?ywanie jakiego? ptaka, moim zdaniem dzi?cio?a. Richard potwierdza – to mohun wielki Mulleripicus pulverulentus. Po chwili samiec zjawia si? na drzewach blisko nas. Obserwacje dzi?cio?a przerywa g?o?ny odg?os przecinania powietrza przez skrzyd?a lec?cego ptaka i szelest li?ci w odleg?o?ci kilkudziesi?ciu metrów od nas po jego wyl?dowaniu w koronie drzewa. To musi by? du?y ptak. Udajemy si? w tym kierunku by niebawem zobaczy? dzioboro?ca wielkiego Buceros bicornis. Ogromny ptak ?ypie na nas swoim wielkimi czerwonymi oczami po czym odlatuje dalej. A przecie? pterodactyle podobno wygin??y ;-).

Mohun wielki Mulleripicus pulverulentus

Z listowia ?ypa?y na nas wielkie czerwone oczy dzioboro?ca wielkiego (Buceros bicornis)

 

Kurtaczek odzywa si? daj?c nadziej?, ?e mo?e uda si? go sfotografowa?. Po chwili jednak wszystko niweczy grupka g?o?nej m?odzie?y w?druj?ca szlakiem prze las, dla których dwójka facetów z lornetkami jest atrakcj? wart? nagraania na telefon komórkowy. No tak mamy pocz?tek weekendu wi?c do parku zaczynaj? przybywa? tury?ci. No có? pora wraca?, jeszcze po drodze, tu? przed hotelem niespodzianka – na drutach siedzi sobie samica ?owika Lacedo pulchella, gatunek zimorodka bardzo rzadko daj?cy si? obserwowa?.

Rozliczamy si? w recepcji z naszego pobytu, pakujemy baga?e na pojazd i docieramy do promu a na przeciwleg?ym brzgu czeka ju? na nas samochód.

Kolejnym etapem jest miasto Di Linh, w okolicy którego na tzw. Dalat Plateau rozci?gaj? si? wieczniezielone lasy górskie z wietnamskimi endemitami.

 

 

23.01.13 – Wyprawa po kolejengo endemita

 

Dzisiaj z rana wyruszamy w góry Lang Biang odleg?e od Dalat oko?o 20 minut jazdy. Jest to jedno z nielicznych miejsc na obszarze po?udniowego Annamu, jedynego miejsca na ?wiecie, gdzie wyst?puje krasnosójkowiec srebrnouchy Trochalopteron yersini. Za wst?p na obszar rekreacyjny, bo w zasadzie góry Lang Biang stanowi? w?a?nie taki obszar z licznymi ?cie?kami i szlakami turystycznymi oraz wynaj?cie jeepa („jeepy” to stare wys?u?one rosyjskie Uazy), którym dostajemy si? na szlak, p?ac? ??cznie 260 000 dongów czyli oko?o 13 USD. Po chwili, jako pierwsi tury?ci dzisiaj, pakujemy si? do zielonego Uaza i pniemy si? mozolnie pod gór?. Przejazd nie trwa d?ugo, raptem mo?e 5 minut. Dalej ruszamy na piechot?. Pocz?tkowo szlak wiedzie przez lasy sosnowe. Zaraz na pocz?tku trafia si? sikora zielonogrzbieta Parus monticolus (taka nasza bogatka), a kilkaset metrów dalej pi?knie ubarwiony kwiatownik ozdobny Aethopyga gouldiae.

 

Góry Lang Biang

Kwiatownik ozdobny

 

Gdzie? blisko odzywa si? zebrobrzuszek wietnamski, ale dzisiaj go nie widzimy. Zreszt? nie zale?y nam ju? tak bardzo na jego obserwacji. Spotykamy te? sójk? Garrulus glandarius z podgatunku leucotis (troch? ró?ni?c? si? od naszej poczciwej stra?niczki lasów). W ko?cu dochodzimy do lasu li?ciastego. Zaraz na jego pocz?tku s?yszymy odzywaj?cego si? krasnosójkowca srebrnouchego. Oczywi?cie jestem taki m?dry dzi?ku Dung, który zidentyfikowa? ten g?os ;-). Po chwili odzywa si? drugi samiec. Teraz tylko pozostaje prze?wietli? wzrokiem zielone g?szcza aby go zobaczy?. Zag??biamy si? troch? w las. Ptak odzywa si? dos?ownie kilka metrów od nas ale go nie wida?. W pewnym momencie dostrzegamy goni?ce si? dwie sylwetki. Siadaj? na ga??zkach w miar? dobrze widoczne, na tyle aby mo?na by?o zrobi? dokumentacujne zdj?cia, intensywnie ?piewaj? po czym gonitwa trwa dalej. Pewnie znale?li?my si? na granicy dwóch rewirów.

Krasnosójkowiec srebrnouchy (Trochalopteron yersini)

 

No cudownie uda?o si? zobaczy? kolejnego wietnamskiego endemita !!!. Wracamy. Dung dzwoni po „jeppa”. Po kilkunastu minutach oczekiwania podje?d?a transport. Ko?czymy wizyt? w górach Lang Biang. W oczekiwaniu na naszego kierowc?, Dung pyta o plany na popo?udnie i jutrzejsze godziny dopo?udniowe. Wyczuwamy, ?e jego pomys?y na birdwatching si? sko?czy?y. Pokaza? nam w ko?cu wszystkie miejsca i wi?kszo?? atrakcyjnych gatunków z okolic Dalat. Decydujemy si? na obejrzenie ciekawszych miejsc, atrakcji turystycznych, Dalat.

Po po?udniu jedziemy do ogrodu botanicznego. Dzi?ki temu na list? trafiaj? „nasze gatunki”: kokoszka Gallinula chloropus, kszyk Gallinago gallinago, piskliwiec Actitis hypoleucos i kwokacz Tringa nebularia. Spotykamy te? m.in. 3 gatunki czapli (te tradycyjnie widywane) oraz ?owca krasnodziobego. A ogród botaniczny, jako nie znaj?cy si? na ro?linach, mog? tylko powiedzie?, ?e ?adny ;-). Podje?d?amy jeszcze na dworzec kolejowy, dzie?o francuskich architektów, otwarte w 1938 roku. Obecnie mo?na przejecha? zabytkowym sk?adem na 7 km odcinku do wsi Trai Mat. Na peronie ma?e zamieszanie, para m?oda odbywa sesj? filmowo-fotograficzn? w starych wagonikach i parowozie. Wracamy do hotelu. Jest godzina 17, wi?c z balkonu mog? wreszcie poogl?da? jerzyki nepalskie, które wpadaj? w szczeliny dachu budynku usytuowanego naprzeciwko (co najmniej 20 par).

No có? liczba nowych gatunków na mojej li?cie wzrasta ju? bardzo powoli. To sygna?, ?e pora zmieni? obszar obserwacji. Jutro przenosimy si? do wschodniego Tonkinu czyli do Hanoi.

 

24.01.13 – Przelot na pó?noc Wietnamu

 

Wreszcie nie trzeba wstawa? bardzo wcze?nie. Kontynujemy zwiedzanie Dalat. Na pocz?tku jedziemy na obszar upraw warzywno – kwiatowych. Okolice Dalat to takie centrum warzywno-kwiatowe Wietnamu. Ogromne obszary upraw pod foli?: gerbery, ró?e i inne bli?ej nieznane kwiaty oraz ró?nego rodzaju warzywa. Z ptaków jedna nowo??: szlarnik indyjski Zosterops palpebrosus.

 

Szlarnik indyjski (Zosterops palpebrosus)

 

Nast?pnie udajemy si? pod „Crazy House”. To jedna z najwi?kszych atrakcji Dalat. Takie dziwad?o architektoniczne :-). Przypomina gigantyczne drzewo. Projektantk? jest Pani Dang Viet Nga. To "co?" spe?nia funkcj? guesthausu czyli mo?na sobie wynaj?? tutaj pokoik. Najni?sza cena za dwójeczk? 35 USD. A ?eby sobie ten domek obejrze? trzeba zap?aci? bilecik 35.000 dongów czyli 1,5 USD.

 

"Crazy House" w Dalat

 

To ju? ostatni akcent naszego pobytu w Dalat. ?egnamy si? z Dung. Umawiamy si? z Thuy na 14.00, bo zgodnie z planem ma nas odwie?? na lotnisko. Udajemy si? jeszcze na zakupy wietnamskiej kawy z lokalnych upraw. Thuy jest jak zawsze punktualny. Jeste?my troch? wcze?niej, wi?c wychodz? z budynku na otwarte tereny przed lotniskiem. Owocuje to zaobserwowaniem ?wiergotków szponiastych Anthus richardii, których kr?ci si? tutaj co najmniej kilkana?cie. Jest te? dzierzba birma?ska. Pora ju? jednak wraca?.

 

?wiergotek szponiasty (Anthus richardi)

 

Sprawnie przechodzimy odpraw? baga?ow? i kontrol? osobist?. Siedz?c ju? na poczekalni zastanawiam si? jak spotkamy si? z naszym kierowc?, który ma nas odebra? z lotniska w Hanoi i zawie?? do hotelu. Okazuje si?, ?e sprawa b?dzie chyba banalnie prosta. Na pok?adzie samolotu oprócz nas b?dzie jeszcze tylko pi?cioro niesko?nookich pasa?erów. Po 1,5 godzinie l?dujemy w Hanoi. I rzeczywi?cie bez trudu spotykamy si? z naszym kierowc?. Wydaje mi si?, ?e do?? sprawnie, pomimo ogromnego nat??enia ruchu i haosu na drodze docieramy do Joseph's Hotel. Jutro rozpoczniemy ostatni etap naszej ptasiarskiej podró?y po Wietnamie.

 

25.01.2013 – Docieramy do Cuc Phoung

 

Hotel Joseph's usytuowany jest w bezpo?rednim s?siedztwie katedry ?w. Józefa w Starym Hanoi o czym mogli?my przekona? si? ju? wczorajszego wieczora s?uchaj?c wybijaj?cych godziny dzwonów. Da?o si? wytrzyma?. Poniewa? do przyjazdu naszego kierowcy, który ma zabra? nas do Parku Narodowego Cuc Phoung mamy troszk? czasu, po ?niadaniu udajemy si? na szybki rekonesans najbli?szego otoczenia hotelu. Oczywi?cie zagladamy do katedry. Na ulicach zaczyna pojawia? si? coraz wi?cej ludzi, odbywaj? si? poranne pogaduszki przy herbatce i fajeczce, ulice Hanoi zaczynaj? t?tni? ?yciem.

Poranne pogaduszki przy herbatce i fajeczce.

Udaje mi si? wypatrze? (poza klatk?) pojedynczego bilbila zbroczonego Pycnonotus jocosus. I to jest jedyne spotkanie z tym gatunkiem podczas naszego pobytu. Z niewielkim po?lizgiem czasowym podje?d?a pod hotel terenowy Hyundai. To „nasz” kierowca. Ma na imi? Kien i pos?uguje si? angielskim gorzej ni? my ;-). Przebijmy si? przez ruchliwe ulice Hanoi. Caly czas jestem pod wra?eniem jak to si? dzieje, ?e w tej haotycznej masie pojadów i skuterów nie dochodzi do wypadków. W ko?cu ruch ?ednie, wyje?d?amy na jak?? namiastk? normalnej autostrady. Mijamy ci?gn?ce si? pola uprawne, g?ównie ry?u, na których praca wre. Ciekawostk? s? „porozrzucane” pojedyncze lub w niewielkich skupiskach w?ród pól, równie? ry?owych, mogi?y z mniej lub bardziej wyszukanymi kszta?tami nagrobków. Wydaje si?, ?e w tych miejscach pochówku jest du?o przypadkowo?ci. Przynajmniej z mojegu punktu widzenia. Trzeba b?dzie o tym spróbowa? si? dowiedzie?  czego? wi?cej od przewodnika czekaj?cego na nas w Cuc Phoung. Po trzech godzinach zaczyna zmienia? si? krajobraz zaczynaj? pojawia? si? góry. Niestety jest pochmurno, mglisto tak wi?c krajobrazy s? bardzo ponure.  Docieramy w po?udnie do Cuc Phuong. Tutaj jest zdecydowanie ch?odniej ni? na po?udniu. Wyci?gamy kurtki. Zakwaterowanie w porównaniu z dotychczasowymi miejscami, takie sobie. Na wyposa?eniu jest farelka, co pozwala  nagrza? zimny i wilgotny pokój. O 13 mamy spotka? si? z nszym przewodnikiem, wi?c do tego czasu staram si? ogl?dn?? to co mi?dzy budynkami fruwa. W?ród kwitn?cych drzew w pobli?u restauracji uganiaj? si?  m.in. ?wistunki, szlarniki indyjskie Zosterops palpebrosus a z nowo?ci kwiatownik szkar?atny Aethopyga siparaja i sporo ?wiergotków tajgowych Anthus hodgsoni.

Cuc Phoung to najstarszy park narodowy w Wietnamie. Zosta? utworzony w 1962 roku. Jest cz??ci? gór Annamese. Obejmuje pasmo wapiennych wzgórz, z wyst?puj?cymi zjawiskami krasowymi, poro?niete wilgotnym wiecznie zielonym lasem li?ciastym.

Szlarnik indyjski (Zosterops palpebrosus)

Kwiatownik szkar?atny (Aethopyga siparaja)

Punktualnie o 13 pojawia si? nasz przewodnik. Hmm. Pierwsze wra?enie niezbyt pozytywne. „Lalusiowaty”, taki Dudu? z „Podró?y za jeden u?miech” :-). No ale có? nie ma co z góry ocenia? Pana po wygl?dzie. Udajemy si? na pierwsz? wycieczk? do lasu deszczowego. No i klapa. Pan Dat, nasz przewodnik, niezbyt dobrze zna si? na ptakach a o g?osach to ju? w ogóle zapomnij . A na dotatek jest gadatliwy i …skrzypi? mu buty. No koszmar :-(. Tak wi?c musz? sam „zakasa? r?kawy”. Pierwsza wycieczka niestety nie zwi?ksza pozycji na mojej li?cie gatunków. Musz? si? psychicznie nastawi? na jutrzejszy dzie?. Mamy wyruszy? o 6.00.

 

26.01.13 – W Cuc Phuong – "walka" o nowo?ci

 

Po wczesnym ?niadaniu wsiadamy do naszego Hyundaia i ruszamy w teren. W ?wiat?ach lamp samochodowych z drogi zrywaj? si? du?e ilo?ci jakich? drozdów. Dopiero za któym? razem udaje mi si? je zidentyfikowa?. W wi?kszo?ci s? to drozdy czarnogard?e Turdus atrogularis – go?cie z syberyjskiej tajgi. Przy jakich? zabudowaniach wypatruj? du?ego trogona – s?dzio?a czerwonog?owego Harpactes erythrocephalus, a w drodze do lasu widzimy dzierzb? zmienn? Lanius schach. Kontury gór przebijaj? si? ledwie przez g?st? mg??.

 

Góry spowija g?sta mg?a.

Wiedz?c, ?e w lesie deszczowym, przy braku umiej?tno?ci w rozpoznawaniu g?osów oraz sprz?tu do wabienia, nie mam jaki? wi?ksych szans na nowe gatunki. Ptaki doskonale kryj? si? w g?stwinie ro?linno?ci a na zdj?cia aby na ich podstawie zidentyfikowa? gatunek nie ma du?ych szans, bo jest ciemno.

Wypatrze? ptaszki w takiej g?stwinie to "ci??ki kawa?ek chleba"

Decyduje si? na obserwacje na terenach bardziej otwartych. Owocuje to zaobserwowaniem np. stada dzioboro?ców bia?obrzuchuchych oraz dzi?cio?a – drewniaka kasztanowatego Blythipicus pyrrhotis. Do lasu deszczowego wchodz? jedynie na kilka chwil aby wykona? troch? fotek. Generalnie ptaków w porównaniu z obszarami lasów na po?udniu jest znacznie mniej. Có? wietnamska zima. Wracamy do hotelu. Do skrzypi?cych butów Data powoli si? przyzwyczajam. Wczesnym popo?udniem udajemy si? do ogrodu botanicznego blisko naszego zakwaterowania. Tym razem Ada bierze na siebie ci??ar gadatliwo?ci naszego przewodnika, a ja mam troch? spokoju i mog? si? skoncentrowa? na ptakach. Blisko dwugodzinny spacer i dwa szponiaste, ca?kiem nowe: orlik malajski Ictinaetus malayensis i sokolik srokaty Microhierax melanoleucos oraz tutejszy dzi?cio?ek czyli dzi?cio? drobny Dendrocopos canicapillus, wypatrzony, a w zasadzie wys?uchany, przez Ad?. Po ogrodzie botanicznym udajemy si? nad sztuczne zbiorniki wodne na obrze?ach gór Cuc Phoung. Na jednej z niewielkich wysepek maj? swoje noclegowisko czaple. Zlatuj? si? na ni? podobno ko?o 17 wi?c mamy troch? czasu na przejrzenie obrze?y zbiorników.

Poniewa? napotykamy kolejne groby, mi?dzy którymi biegaj? sprowadzane z wypasu bawo?y, pora na pytania do Data. Okazuje si?, ?e dla Wietnamczyków, grób wcale nie musi znajdowa? si? na cmentarzu. Równie dobrze ich bliski mo?e zosta? pochowany na polu, dzi?ki któremu ?y? i na którym przepracowa? ca?e swoje ?ycie. Dosy? oryginalne.

Groby i bawo?y.

Na obrze?ach zbiornika spotykamy „europejskie” gatunki: dudki, sieweczki rzeczne i zimorodki. Na wysepk? istotnie zlatuj? si? czaple, g?ównie s? to jednak czaple bia?oskrzyd?e. Poniewa? jest ponuro za spraw? pogody wracamy.

Jak co dzie? podsumowuj? moj? list?. Na dzie? dzisiejszy mam 167 gatunków z czego 144 nowych.

 

27.01.13 – Dzie? ostatni

 

Z samego rana ponowna wizyta w ogrodzie botanicznym. Oczywi?cie z Datem. Udaje mi si? wreszcie dok?adnie obejrze? drewniaka kasztanowatego Blythipicus pyrrhotis. Napotykamy te? du?e ilo?ci szlarników indyjskich, ?wiergotków tajgowych i ?wistunek. W pewnym momencie alarm podnosi grupka dziwogonów rajskich Dicrurus paradiseus. Czy?by  gdzie? pojawi? si? drapie?nik ? Istotnie za chwil? na tle lasu dostrzegamy sylwetk? myszo?owa. Nie jestem pewny co to za gatunek.

Drewniak kasztanowaty (Blythipicus pyrrhotis) w ca?ej okaza?o?ci.

Wracamy. ?adujemy baga?e do auta, na koniec kasuj? nas za wej?cie do parku po 40 000 dongów. Jedziemy do Van Lang – podmok?ego obszaru gdzie maj? by? m.in. kleszczaki azjatyckie Anastomus oscitans. Przynajmniej tak twierdzi Dat, który ma dotrze? tam skuterem, aby móc wróci? z powrotem, gdy? my stamt?d mamy jecha? ju? na lotnisko.

CO? O VAN LANG

Z Datem spotykamy si? w restauracji Van Lang gdzie kupujemy bilety na wycieczke ?odzi? po 45000 dongów. Jedziemy jeszcze oko?o 2 km i mo?emy ju? w pe?ni podziwia? krajobraz Van Lang: skaliste wzgórza, rozlewiska z du?? grup? czapli bia?ych, siwych i xxxxx, ro?linno??. Udaje mi si? przez lunet? wypatrze? podgorza?k? i ogorza?k? – jedyne kaczki podczas ca?ej wyprawy. Oczywi?cie nie licz?c domowych. Naprawd? urocze miejsce, niestety ca?y czas jest pochmurno st?d wyrazisto?? kolorów nie jest pe?na. Akurat dobrze si? sk?ada, bo sp?yw ko?czy du?a grupa ha?a?liwych turystów a na brzegu oprócz nas na t? chwil? nie ma nikogo. Wsiadamy w trójk? do ?odzi, cho? to do?? szumna nazwa dla tego „przyrz?du” do p?ywania. Ale skoro nie tonie po moim wej?ciu to chyba damy rad? ;-). Przy wios?ach symaptyczna Wietnamka, i co ciekawa wi?kszo?? obs?uguj?cych ?ódki to kobiety. Orientuje si?, ?e interesuj? mnie ptaki, wi?c bardzo si? stara. Wskazuje zauwa?one zimorodki i ?owce krasnodziobe, kl?skawki syberyjskie a gdy zauwa?am xxxxx i chc? j? sfotografowa?, bez oporów zawraca ?ódk?. Wn?trze tego obszaru jest jeszcze bardziej urokliwe. Nad g?owami ?migaj? jerzyki nepalskie. Ale zaraz, zaraz. Wydaje mi si? , ?e jest jeszcze jaki? inny gatunek, niew?tpliwie wi?kszy od nepalskiego. Ma na kuprze mniejsz? sierpowat? bia?? plam?. Nie mam przy sobie ksi?zki, a na Data nie ma co liczy?, to ju? wiem. Z rozwik?anim zagadki trzeba b?dzie poczeka?. Dop?ywamy do du?ej jaskini, wp?ywamy do niej. Ale jej wn?trze nie robi na mnie jakiego? wi?kszego wra?enia. Podobno jaskinia jest schronieniem dla nietoperzy, ale przecie? to normalne. Pani dzielnie wios?uje, a musi si? troch? tymi wiose?kami namacha? zwa?ywszy na przewo?ony „tona?” :-). W sumie sp?yw trwa 1,5 godziny. Ale gdzie s? kleszczaki ? Udajemy si? jeszcze drog? wzd?u? rozlewisk. Oddziela ona pola ry?owe na których odbywa si? wsadzanie oczywi?cie r?czne przygotowanych wcze?niej rozsad ry?u. Maj? one soczysty, zielony kolor, kontrstuj?cy z brumatnym b?otkiem. W ko?cu przez lunet? dostrzegam jakie? du?e ptaki o szaro-czarnych lotkach. Nie ulega w?tpliwo?ci. To kleszczaki azjatyckie Anastomus oscitans. Udaje si? do nich dotrze?. ?adne stadko oko?o 120 ptaków. Na list? trafia te? ?yska Fulica atra, któr? wypatruje … Dat. Zagadkowymi jerzykami okazuj? si? by? jerzyki bia?orzytne Apus pacificus.

Ko?czymy obserwacje. To by? ostatni przyrodniczy akcent naszej wyprawy. W restauracji jemy ostatni wietnamski obiad no i w drog? na lotnisko. O 23.40 startujemy do Pary?a.