Kanaryjskiej odysei ciąg dalszy (12-16 wrzesień 2013)

IMG_5674_cr

Obszar Makaronezji (Wyspy Szczęśliwe) kryje wiele gatunków ptaków, których zobaczenie na obszarze Zachodniej Palearktyki, poza właśnie tymi wyspami i otaczającymi je wodami oceanu, jest trudne albo wręcz niemożliwe (endemity). Odwiedziłem ten obszar już kilkukrotnie dzięki czemu moja lista gatunków zaobserwowanych w Zachodniej Palearktyce powiększyła się o 23 gatunki. Poniższa relacja opisuje mój piąty i zarazem najkrótszy pobyt w tym regionie. Czy ostatni ? Do „pełni szczęścia” brakuje jeszcze endemicznego gołębia kanaryjskiego i zanikającego burzyka malutkiego. Czas pokaże 🙂

Spotkanie

Na Lanzarote dotarłem liniami Ryanair przez Dublin. Trochę to jednak trwało (12 godzin), oczywiście z przerwą w stolicy Irlandii. Na lotnisku czekali już  na mnie Jacek Betleja i Adam Dybich. W tym sprawdzonym już składzie mieliśmy  sprostać kolejnemu atlantyckiemu wyzwaniu. Po Maderze pora na Lanzarote Pelagic Trip. Jacek i Adam byli na Lanzarote już od 4 dni, szukając, z powodzeniem zresztą, m.in. hubar saharyjskich, rączaków czy sokołów skalnych.  Ja ten skład gatunków miałem już na swojej liście wszak byłem tutaj raptem półtora miesiąca temu :-). W planie oprócz  dwudniowego rejsu po Atlantyku mieliśmy jeszcze wypad na Fuerteventurę po kląskawką kanaryjską.

Z lotniska pędzimy na pole golfowe koło Costa Tequise. Robię za przewodnika. Spotykamy tu kulony (4), grupujące  się na drzewach na nocleg stadka góropatew berberjskich (łącznie ok. 40), sieweczki obrożne (5), dudki (3), muchołówki żałobne (4), świergotka drzewnego (1), pustułki (2), mewy romańskie (5) no i oczywiście wszędobylskie świergotki kanaryjskie. Nie ma niestety gilaków pustynnych, które widziałem tutaj pod koniec lipca. Adam musi więc na nie poczekać, ale, jak się okaże, niedługo. Podczas spaceru po polach golfowych łapie nas krótki deszcz, co jest warte odnotowania, z uwagi na rzadkość tego zjawiska tutaj o tej porze. Poza tym spotykamy hiszpańskiego ptasiarza, którego Jacek z Adamem spotkali już wcześniej koło Mirador del Rio, a który odczytał w Hiszpanii zaobrączkowaną przez Jacka mewę . Ucinamy krótką pogawędkę, a przy okazji poznajemy Francisco Javiera Garcia Vargasa, który podjechał do „naszego” Hiszpana aby wpisać dedykację na swojej książce „Rare Birds of the Canary Islands”. Ładnie wydana pozycja. Wracamy do auta. Podjeżdża ochrona i bardzo grzecznie informuje nas aby zgłaszać zawsze wcześniej wejście na teren pola golfowego na obserwacje ptaków. Święta racja !

Kląskawka kanaryjska – wielka męczarnia z „happy endem”

Rano wczesna pobudka i obieramy kierunek na Playa Blanca, skąd odpływają promy na Fuerteventurę. Cel wiadomy: kląskawka kanaryjska. To jedyne miejsce na świecie, gdzie ptaszek ten występuje. Miało być szybko, łatwo i przyjemnie, tym bardziej, że korzystając z relacji Michała Skóry, który był na wyspie w czerwcu, mieliśmy praktycznie pewne miejsce, gdzie ten gatunek można spotkać. Było tylko przyjemnie. Bardzo szybko i sprawnie docieramy do niewielkiej wioski Colonia de Garcia Escamez. Blisko drogi obserwujemy kilka rączaków (ptaki młode i stare) oraz stadko gilaków pustynnych. Przy farmie kóz skręcamy w gruntową drogę prowadzącą do zapory na Barranco de los Molinos. Wśród koziego stada spacerują kazarki, a przy ogrodzeniu żerują gilaki pustynne i… stadko ok. 20 skowrończyków małych. Mam więc nowy gatunek na swojej liście :-).

raczak
Rączak (Cursorius cursor) – ptak dorosły
gilaki
Gilaki pustynne (Bucanetes githagineus)
IMG_5104_cr
Kazarka rdzawa (Tadorna ferruginea) – para

Docieramy do niewielkiego zbiornika na którym przebywa kilkadziesiąt łysek, kazarek, szczudłaków. W zdecydowanie mniejszej ilości brodźce piskliwe i samotniki. Przy tamie obserwujemy też młodego sokoła berberyjskiego. Jemy szybkie śniadanie i schodzimy w dół do koryta praktycznie wyschniętego potoku. Biotop wydaje się być książkowym dla kanaryjskiej kląskawki. Na niewielkich błotkach i oczkach wody spotykamy sieweczki obrożne, brodźce piskliwe, pojedynczego kszyka, pliszki żółte, wyżej na stokach odzywają się gilaki pustynne, kilka razy dolinę przecina sokół berberyjski (pewnie ten sam ptak co przy tamie) a kląskawki kanaryjskiej ani widu ani słychu. Docieramy do jakichś zadrzewień, może gdzieś tutaj… ? Są jedynie muchołówki: żałobna i szara oraz dzierzba śródziemnomorska. Niestety czas ucieka. Do odpłynięcia promu na który mamy bilety pozostają 2 godziny. Zdesperowani podjeżdżamy jeszcze kawałek w dół Baranco de los Molinos. Idziemy ok. kilometra krawędzią kanionu.

WP_20130913_002
Fragment doliny Barranco de los Molinos. To tzw. waddi – typowe siedlisko kląskawki kanaryjskiej

Kruki, pustułki, gołębie skalne, kazarki, czapla siwa a nawet jeden dorosły ścierwnik. Kląskawki kanaryjskiej nie ma. I jak tu nie wierzyć, że piątek 13 – tego nie jest pechowy ? Podejmujemy decyzję – zostajemy jeszcze na wyspie. Ryzykujemy, że będzie trzeba zakupić bilety od nowa. Ostatni prom, którym już bezwzględnie musimy wrócić na Lanzarote, odpływa o 18. Mamy więc jeszcze jakieś 2,5 godziny. Po przejechaniu drogą wzdłuż jakiegoś niewielkiego koryta wyschniętego potoku postanawiamy wrócić na tamę na Barranco de los Molinos. I to był strzał w 10. Przechodzimy tamę i po kilkudziesięciu metrach dostrzegamy w pojedynczych zadrzewieniach na brzegu zbiornika samca kląskawki kanaryjskiej :-). Ptak przelatuje na tamę po czym siada przez chwilę na ogrodzeniu jakby chciał przekazać „A macie popatrzcie sobie” po czym zlatuje w dół kanionu. To drugie podejście, już w takim akcie desperacji, było rzeczywiście szybkie, dzięki czemu o 16 byliśmy już na promie na Lanzarote i nie musieliśmy kupować na nowo biletów.

Bez-nazwy-1_cr_cr

IMG_5152_cr

W drodze do Orzoli zaglądamy jeszcze na saliny de Janubio. Szczudłaki, brodźce piskliwe, kwokacz, krwawodziób, sieweczki obrożne, siewnica i 3 zauszniki. W każdym bądź razie jakiegoś szału nie ma. Docieramy do Orzoli po 19. W porcie spotykamy naszego przewodnika – Marcela Gila Velasco i kilku innych uczestników rejsu, których powoli przybywa. O 20 promem przepływamy na Graciosę. W portowej knajpie, czekając na zaokrętowanie, zasiadamy do stołu. Z Jackiem wybieramy z menu mieszankę owoców morza: duże krewetki, sałatka z ośmiornicy, jakieś małże, kalmar. Niezłe. Około 23 idziemy do portu. Zostajemy zaokrętowani na jachcie typu „Dufour 455” w gronie obcokrajowców. Oprócz naszej trójki jest jeszcze para Holendrów i dwóch Szwajcarów. Mnie przypada koja w dziobie jachtu. Jeszcze krótki instruktaż od kapitana i w morze. Kierunek: Banco de la Concepcion – wypłycenie oceanu około 70 – 80 km na północ od Lanzarote, miejsce kultowe na oceaniczne ptaki.

Od sielanki po gniew oceanu – czyli zaliczamy rurkonose

Noc upływa w miarę spokojnie, choć trochę buja, co na dziobie jest szczególnie odczuwalne. Dodatkowo dochodzą odgłosy uderzeń jachtu o fale. Nic przyjemnego dla kogoś, kto płynie po raz pierwszy. Rano, po przyjęciu pozycji pionowej, mam zaczątki morskiej przypadłości pomimo zażycia aviomarinu. Ale jakoś szybko dochodzę do siebie. Zasiadam na rufie, rześkie powietrze i szybka kawa, stawiają na nogi. Powoli pokład się zapełnia. Zaczynają pojawiać się też ptaki. Płyniemy równolegle z drugim jachtem, z którym Marcel utrzymuje stałą łączność i z którego wyrzucany jest „chum” czyli „wabik” na rurkonose. Ilości ptaków nie są imponujące, ale skład gatunkowy interesujący. Oprócz, znanych mi już z wcześniejszych morskich wojarzy, licznych burzyków wielkich, tajfunników cienkodziobych, pojedynczych burzyków północnych czy oceanników żółtopłetwych trafiają się nowe dla mnie gatunki – częste nawałniki maderskie, pojedynczy petrel wyspowy (jedyny podczas całego rejsu), który zjawił się niczym zjawa, no i zupełnie „odjechany” gatunek – oceannik białobrewy, który dosłownie tańczy na falach szukając czegoś smakowitego.

pterodroma-feae
Petrel wyspowy (Pterodroma feae) – fot. Marcel Gil Velasco
Madeiran Storm Petrel _2
Nawałnik maderski (Oceanodroma castro)
Wilson's Storm Petrel_1
Oceannik żółtopłetwy (Oceanites oceanicus)
IMG_5517_cr
Oceannik białobrewy (Pelagodroma marina)
IMG_5671_cr
Nawałnik maderski (u góry) i oceannik białobrewy.

Trafiają się też pojedyncze rybitwy popielate i rzeczne, wydrzyk tęposterny i płatkonogi płaskodziobe. Jednak największą niespodziankę dla mnie stanowią migrujące nad wzburzonymi falami oceanu…przepiórki. Jedna wylądowała nawet na drugim jachcie. U nas zatrzymał się za to trzcinniczek, a migrujący słowik rdzawy bez problemów wyprzedził nasz jacht i pomknął dalej.

IMG_5195_cr
Trzcinniczek (Acrocephalus scirpaceus)

Z innych morskich stworzeń napotykamy kilka żółwi karetta. Pogoda w pierwszy dzień jest znakomita, wszyscy poza  Armandem ze Szwajcarii, przezwyciężyli jakoś słabości swoich organizmów. Czas między obserwacjami upływa na pogawędkach, oczywiście temat wiodący to ptaki. Ale pierwszy dzień powoli dobiega końca, zachodzące za horyzont słońce daje sygnał, że pora zejść pod pokład. Nie czekając na kolację, kładę się spać.

sielanka
Nic nie wróżyło ciężkiej nocy.

Druga noc okazuje się być bardzo ciężka. Wpływamy w jakąś sztormową pogodę, jachtem kołysze na wszystkie strony, rzuca mną po łóżku w koi niczym kulą w bębnie maszyny losującej. Rano ocean się trochę uspokoił, jednak fale są znacznie większe niż wczoraj. Kilkukrotnie w ciągu dnia, podobnie jak wczoraj, wyrzucany jest „chum”. Skład gatunkowy ptaków jednak nie ulega większym zmianom.  Dochodzą pojedyncze burzyki szare. Dopiero koło południa falowanie się zmniejsza. W pewnym momencie w oddali dostrzegamy zgrupowanie morskich ptaków. Może trafią się burzyki malutkie ? Okazuje się jednak, że jest około 100 jedynie burzyków dużych. Za to mamy też kilka, a może i kilkanaście delfinów. Gdzieś na horyzoncie kolega z Holandii dostrzega skuę, który jednak szybko znika. Na horyzoncie pojawiają się coraz wyraźniejsze kontury wysp. To znak, że nasza morska przygoda powoli zbliża się do końca. Po 18 cumujemy w porcie na Graciosie. Kiedy wędrujemy brzegiem w stronę budynków portowych mija nas dwójka biegnących ptasiarzy wyrzucając z siebie w biegu – „Larus atricilla !” Okazuje się jednak po chwili, że alarm był fałszywy ;-). Mijamy jeszcze po drodze 3 kamuszniki. To był ostatni ptasi akcent dzisiejszego dnia. Jest już całkiem ciemno kiedy oceanicznym pontonem wracamy ze wszystkimi uczestnikami rejsu do Orzoli.

LANZAROTE-PELAGIC-TRIP
Trasa naszego dwudniowego rejsu.

Ostatnie godziny

Z Jackiem i Adamem żegnam się na lotnisku. Chłopaki lecą bezpośrednio do Poznania. Ja mam kilka godzin do mojego lotu przez Dublin do Krakowa, więc obchodzę skwery przed lotniskiem. Niestety, nie trafił mi się jakiś skrzydlaty „amerykański gość”. Pliszki żółte, muchołówki: żałobne i szara, dudek, piecuszek, oczywiście świergotki kanaryjskie i wróble śródziemnomorskie oraz krętogłów, którego nie uwieczniłem na zdjęciu bo chwilę  przedtem mój Canon wypiął się z paska i upadł na chodnik, po czym „umarł”. Oby w serwisie go wskrzesili.

przed-lotniskiem1_cr
Muchołówka szara, pliszka żółta (ptak młody), muchołówka żałobna, pliszka żółta, dudek i świergotek kanaryjski

Podczas tych kilku dni widziałem łącznie 55 gatunków ptaków, 5 z nich powiększyło moją życiową listę ptaków.

••• Zapraszam do Galerii, w której można pooglądać rurkonose z Atlantyku •••