Na Wyspie Pięknej – Korsyka, maj 2014

flaga

Podobno znudzony i zmęczony tworzeniem cudów świata Pan Bóg w siódmym dniu tygodnia, postanowił „pójść na skróty”. Połączył więc wszystkie najpiękniejsze krajobrazy, które udało mu się do tej pory stworzyć i umieścił je na Korsyce. W ten sposób stworzył ‚le de Beaute – Wyspę Piękną. Nie ściemniam :-).

Z 8
Wapienne klify na południowym wybrzeżu koło Bonifaccio.
Z1
Wybrzeże wschodnie na całej długości Cap Corse jest bardzo urozmaicone…
Z2
…urokliwe małe i płytkie zatoczki, niewielkie plaże. W maju jest tu cicho i pusto.
Z3
Miasta na stromych zboczach – typowy obrazek Korsyki. Corte dawna stolica niepodległej Republiki Korsykańskiej.

Z4

Z5

Z6
Okolice Bonifaccio
Z7
Widok z Col de Vizzavona (1163 m n.p.m.) w kierunku północno-wschodnim. Po lewej widoczny fragment wąskotorowej kolei korsykańskiej z Ponte Leccia do Ajaccio.

 

Trochę porad i przydatnych informacji 😉

Korsyka to doskonałe miejsce na wypoczynek rodzinny: zarówno takie zwykłe leniuchowanie jak i bardziej ambitne, aktywne spędzenie wolnego czasu ze sportami ekstremalnymi włącznie. Kiedy jechać ? W okresie lipca i sierpnia jest tłoczno – wiadomo kanikuła, ale za to piękna pogoda – jak to w basenie Morza Śródziemnego. My wybraliśmy początek maja – pogoda była zmienna, w górach wręcz zimno ale za to niewielki ruch, co szczególnie na górskich wąskich i przepaścistych drogach ma kolosalne znaczenie ;-). Maj, podobnie jak u nas, to feeria barw, wszystko zaczyna kwitnąć na potęgę, poza ptakami można zobaczyć też innych przedstawicieli świata zwierząt.

kwiaty1

kwiaty2

1

kwiaty3

kwiaty4

2

Na Korsykę dostaliśmy się promem corsicasardiniaferries (choć nie jest to jedyny przewoźnik, ale kursuje regularnie i ceny ma konkurencyjne). Z Livorno we Włoszech płynie się około 4 godzin. Do Livorno trochę kilometrów jest, co niewątpliwie przekłada się na zmęczenie a przede wszystkim koszty – niemniej jednak przy rozłożeniu kosztów na pół (np. 4 osoby w samochodzie) i dwóch kierujących już nie jest tak tragicznie. Dla posiadaczy aut z LPG – w Austrii na trasie do Włoch (autostradami) jest praktycznie tylko jedna stacja z płynnym gazem. No i LPG na Korsyce jest koszmarnie drogie: 1,00 – 1,10 Euro za litr. MAKABRA !. Koszt przejazdu przez Włochy płatnymi autostradami to wydatek rzędu nie całych 50 Euro (oczywiście w jedną stronę). Nie należy zapomnieć o winietach na drogi w Czechach i Austrii. Dobrym pomysłem jest zabranie ze sobą kanistrów z paliwem z Polski (przynosi to trochę oszczędności :-)). Dla obniżenia kosztów również należy wziąć ze sobą polską wałówkę.

Zakwaterowanie znaleźliśmy na campingu Arinella Bianca w Ghisonaccia, na południe od Bastii. Camping doskonale położony i doskonale wyposażony (m.in. są syczki ;-)). Zarezerwowaliśmy bungalow jeszcze w Polsce (cena za bungalow 4-6 osób za noc to wydatek 70 Euro czyli tak około 15 Euro na głowę – bardzo przyzwoita cena, w okresie wakacji znacznie wzrasta). Uwaga: pościel i ręczniki płatne dodatkowo – więc lepiej wziąć własne. Wyposażenie bungalowu komfortowe. Blisko campingu market SPAR. Doskonałe miejsce wypadowe dla ptasiarzy.

A teraz na ptaki 🙂

Dla ptasiarza Korsyka ma swoje topowe gatunki. Oczywiście gatunkiem kluczowym jest występujący tu i tylko tu kowalik korsykański Sitta whiteheadi. Jest też kilka podgatunków tylko korsykańskich jak chociażby pełzacz leśny Certhia familaris corsa (być może już niedługo stanie się odrębnym gatunkiem). Na Korsykę jeździ się również aby zobaczyć osetnika korsykańskiego Serinus corsicana (jest też obecny na Sardynii i Elbie), pokrzewkę czarniawą Sylvia sarda (też na Sardynii). No i mamy tu jeszcze „obcego” czyli wsiedlony gatunek północnoamerykańskiego kuraka – przepióra kalifornijskiego (a jakże jest na liście gatunków Zachodniej Palearktyki).

Czyli jest kilka gatunków do zobaczenia, co czyni wyspę miejscem doskonałym do pogodzenia wypoczynku rodzinnego i wzbogacenia swojej listy gatunków ;-).

Kowalik korsykański Sitta whiteheadi

Miałem go zobaczyć na Col de Sorba (1311 m n.p.m.) i tak też się stało. Najpierw go usłyszałem. Podjechaliśmy na przełęcz od strony Ghisoni. Droga, jak to na Korsyce, wije się serpentynami, zakręty 180 stopni nie są tutaj niczym nadzwyczajnym. Tak na dobrą sprawę pierwszym gatunkiem korsykańskim, którego zobaczyłem był osetnik korsykański Serinus corsicana2 os. przemknęły przez sosny na przełęczy i zbytnio nie dały nacieszyć oczu. Później jednak przełęcz była areną już tylko jednego aktora. Samczyk kowalika korsykańskiego zwabiony odtwarzanym głosem podleciał z zaciekawieniem bardzo blisko mnie. W pewnym momencie usiadł mi dosłownie kilkadziesiąt centymetrów nad głową. Wyraźnie mniejszy od naszego kowalika. Fantastyczny. Na Korsyce jego populacja to około 2 000 par.

IMG_6711a
Sosny korsykańskie na Col de Sorba. Miejscówka na kowalika korsykańskiego.
kowalik
Kowalik korsykański (Sitta whiteheadi)
kowalik1
Kowalik korsykański (Sitta whiteheadi)
kowalik2
Kowalik korsykański (Sitta whiteheadi)
kowalik3
Kowalik korsykański (Sitta whiteheadi)

 

No cóż, rześkie powietrze i sugestie rodziny aby już jechać wzięły górę. To co chciałem zobaczyłem. Endemicznych kowalików już więcej nie spotkałem, ale też specjalnie nie szukałem.

Pokrzewka czarniawa Sylvia sarda

W drugim dniu pobytu wybraliśmy się na południe wyspy, a celem było Bonifaccio. Oczywiście w moich ptasich planach miałem zobaczenie pokrzewki czarniawej a z klifów w Bonifaccio chciałem też popatrzeć w morze za burzykami śródziemnomorskimi. Niestety pogoda zafundowała nam bardzo silne wietrzysko. Po zwiedzeniu urokliwego miasteczka, rzuciłem okiem na morze. W Bonifaccio jest dużo dobrych miejsc na seawatching. Bez problemów dostrzegam latające burzyki żółtodziobe, burzyki śródziemnomorskie. Są też kormorany czubate, a tuż przede mną przelatuje jerzyk alpejski. Wiatr jednak zniechęca do dalszych obserwacji. Jedziemy dalej. Chcę znaleźć dobre siedlisko na pokrzewki. Jedziemy w kierunku Ajaccio. W końcu docieram do skrzyżowania z drogowskazem: „Capu di u Ficu”. Makia jest tutaj niska, a wśród gęstej roślinności pojawiają się głazy i skupiska skałek. Wjeżdżam w tą drogę i już po około 200 metrach słyszę „podejrzany” śpiew. Puszczam głos pokrzewki czarniawej. Tak to ten gatunek. Ptak zbliża się do mnie na odległość może 0,5 metra, ale niestety nie widzę go. W pewnym momencie pojawia się na czubku suchego krzewu. W szkłach lornetki mogę pooglądać sobie samczyka pokrzewki czarniawej, który po kilku sekundach znika,  a w zasadzie zostaje zwiany. Niestety pamiątkowego zdjęcia pokrzewki czarniawej miał nie będę.

siedlisko
Siedlisko pokrzewki czarniawej

 

Osetnik korsykański  Serinus corsicana

Po spotkaniu z osetnikami na Col de Sorba miałem pewien niedosyt, tym bardziej, że po drodze w dół napotkaliśmy jeszcze osetniki w jednym miejscu, siedzące na murku tuż przy drodze, ale niestety ptaki się spłoszyły. Na przełęcz Col de Bavella (1218 m n.p.m.) trafiliśmy po nieudanych poszukiwaniach menhirów (to takie ) wracając na camping. Na przełęczy poza pięknymi widokami na poszarpane wierzchołki okolicznych szczytów, jeszcze większe wrażenia robią stare oj! bardzo stare, o wymyślnych kształtach pni i koron, sosny korsykańskie. Tutaj też znajduje się figura Matki Boskiej Śnieżnej (Notre-Dames-des-Neiges; Lady of the Snow). No i jest też coś dla mnie. Stadko osetników korsykańskich, tak ok. 40 os :-). Ptaki są mało płochliwe, intensywnie żerują na ziemi.

sosna
Sosna korsykańska
sosna1
Sosny korsykańskie
osetnik
Osetnik korsykański (Serinus corsicana)
osetnik1
Osetnik korsykański (Serinus corsicana)
pelzacz
Pełzacz leśny (Certhia familiaris corsa)

 

Pogoda jak to w górach bardzo szybko się zmienia. Na przełęcz wiatr wpędza deszczowe chmury. Biegając pośród fantastycznych sosen spotykam młodego ptasiarza z Francji. Pyta się oczywiście skąd jestem, co tu widziałem, no i czy widziałem tu kowalika korsykańskiego, bo to dobre miejsce na ten gatunek. Chwalę się moimi obserwacjami kowalika  z Col de Sorba. Niestety dalszą nasza konwersację przerywa deszcz. Zjeżdżamy w kierunku wybrzeża.

Czwartego dnia wcześnie rano miałem udać się nad Etang del Sale, gdzie miałem podane miejscówki na przepióra kalifornijskiego. Niestety, deszcz pokrzyżował moje plany. Pora wracać na kontynent.

Na wyspie, poza wymienionymi już gatunkami, widziałem bądź słyszałem jeszcze:

kanię rudą, myszołowa, łyskę, mewę romańską, sierpówkę, kukułkę, jerzyka, dzięcioła dużego, dymówkę, oknówkę, pliszkę żółtą, słowika rdzawego, pokląskwę, kosa, kapturkę, strzyżyka, bogatkę, modraszkę, sosnówkę, sójkę, wronę siwą, kruka, szpaka jednobarwnego, wróbla apenińskiego (dla mnie nowość ;-)), ziębę, szczygła, dzwońca,kulczyka, potrzeszcza, czaplę siwą, makolągwę.

Z101
Łyska (Fulica atra) na gnieździe
Z102
Wróbel apeniński (Passer italiae) – samiec.
Z103
Myszołów (Buteo buteo arrigonii)

 

Lista może nie za bogata, ale też nie nastawiłem się na „ilość” bo wyjazd miał być przede wszystkim rodzinny 🙂

Po dopłynięciu do „buta” zwiedziliśmy Pizę oczywiście z „krzywą wieżą” a na nocleg (zaplanowany wcześniej) udaliśmy się do Lucci. Dlaczego tam ? Otóż zadrzewienia i zarośla nad rzeką Serchio upodobał sobie pewien egzotyczny gatunek wsiedlony swego czasu do Włoch i tworzący obecnie dziką, rozmnażająca się populację – pekińczyk żółty Leiothrix lutea. Gatunek będący na liście ptaków Zachodniej Palearktyki – a więc do zaliczenia :-). Skoro świt, w niedzielę, wymknąłem się z hotelu (położonego nad brzegiem tej rzeki :-)) i pospacerowałem wzdłuż brzegu. Trochę to trwało, ale cierpliwość została nagrodzona. Pekińczyk żółty znalazł się na mojej liście.

pekinczyk2
Pekińczyk żółty (Leiothrix lutea) – jeden z kilku „obcych” na obszarze Włoch

 

Teraz  szybko do hotelu na rodzinne śniadanko i rozpoczynamy powrót do Polski. A po drodze może jeszcze zaganiacz szczebiotliwy 😉 ? Niestety, pomimo liczny prób nie udało się go zobaczyć. Może jeszcze nie wrócił z zimowisk ?.