OBCY w trzech odsłonach (lipiec/wrzesień 2014)

PicsArt_1413238321283_cr

Nie, nie. Nie będzie to opowieść o kosmitach próbujących obrócić w niwecz naszą błękitną planetę ;-). Pochodzą z różnych zakątków Afryki, Azji, Ameryki a nawet Australii. Oczywiście mowa tu o całej palecie gatunków ptaków reprezentujących różne rodziny, od kolorowych papug, kuraków i równie pięknie ubarwionych łuszczaków po duże blaszkodziobe i brodzące. „Zaprosiliśmy” je w nasze strony kierując się różnymi zachciankami. Efekt – awifauna zachodniej Palearktyki „wzbogaciła” się o ponad 30 gatunków, które tworzą samodzielnie utrzymujące się populacje i zaliczane są na ptasich listach poszczególnych krajów według klasyfikacji AERC (Association of European Records and Rarities Committees) do gatunków z kategorii C . W Polsce na dzień dzisiejszy z tej grupy mamy 6 gatunków (źródło: Komisja Faunistyczna): berniklę kanadyjską Branta canadensis, gęsiówkę egipską Alopochen aegyptiaca, mandarynkę Aix galericulata, sterniczkę jamajską Oxyura jamaicensis oraz bażanta Phasianus colchicus i gołębia miejskiego Columba livia f.urbana. W pozostałych krajach regionu do kategorii C zaliczono (poniższa lista pewnie nie jest pełna):

  • bażant królewski Syrmaticus reeversii (Francja, Czechy)
  • przepiór kalifornijski Callipepla californica (Francja)
  • nierozłączka rudogłowa Agapornis fischeri (Francja)
  • pekińczyk Leiotrix lutea (Francja, Włochy, Hiszpania)
  • konura czarnogłowa  Aratinga nenday (Izrael)
  • majna birmańska  Acridotheres burmannicus (Izrael)
  • przepiór wirginijski Colinus virginianus (Włochy)
  • ogoniatka czubata Sinosuthora webbiana (Włochy)
  • bilbil czerwonoplamy  Pycnonotus cafer (Kuwejt)
  • majna norowa Acridotheres ginginianus (Kuwejt)
  • majna brunatna Acridotheres tristis (Kuwejt, Izrael)
  • majna czubata Acridotheres cristatellus (Portugalia)
  • wikłacz czarnogłowy Ploceus melanocephalus (Portugalia)
  • wikłacz kreskowany Ploceus manyar (Egipt)
  • wikłacz słoneczny Euplectes afer (Portugalia)
  • mniszka kapturowa Lonchura malacca (Portugalia)
  • mnicha nizinna Myiopsitta monachus (Hiszpania, Izrael, Włochy)
  • łabędź czarny Cygnus atratus (Holandia)
  • gęś tybetańska Anser indicus (Holandia)
  • szponiastonóg brązowogłowy Francolinus erckelli (Włochy)
  • bażant złocisty Chrysolophus pictus (Wielka Brytania)
  • bażant diamentowy Chrysolophus amherstiae (Wielka Brytania)
  • bengalik czerwony Amandava amandava (Portugalia, Hiszpania)
  • astryld falisty Estrilda astrild (Portugalia, Hiszpania)
  • srebrnodziobek indyjski Lonchura malabarica (Francja, Izrael, Jordania)
  • aleksandretta obrożna Psittacula krameri (Portugalia, Włochy, Turcja)
  • aleksandretta większa Psittacula eupatria (Belgia, Niemcy, Holandia, Turcja)
  • szmaragdolotka niebieskoczelna  Thectocercus acuticaudatus (Wielka Brytania, Hiszpania)
  • ibis czczony Threskiornis aethiopicus (Włochy, Francja)

No cóż lista całkiem pokaźna, wcześniej czy później każdy ptasiarz „ciułający” gatunki musi się z tą listą zmierzyć ;-). Oczywiście można to robić przy okazji wyjazdów na ptaki z tych gatunków szlachetniejszych. Tak też czyniłem i ja, mając do ostatnich wakacji z powyższej listy odhaczone oprócz naszej krajowej szóstki kolejne 5 gatunków: aleksandrettę obrożną, majnę brunatną, majnę birmańską, pekińczyka i astrylda falistego, widziane przy okazji wypraw do innych krajów.

Odsłona 1 – plus 5 i wielka strata

Pomyślałem sobie, że korzystając z wakacji połączę w tym roku objazdówkę z moim 6 letnim synem Tobiaszem po południowych krajach Europy z wyhaczeniem „obcych z listy”. Jak pomyślałem tak uczyniłem :-). Plan był bardzo ambitny. Przez Czechy, Austrię, Włochy, Francję, Hiszpanię i Portugalię, gdzie finałem miała być Lizbona no i oczywiście powrót. Bagatelka 8 500 km tak na oko :-). Wyruszyliśmy 14. lipca rankiem. Pierwszy gatunek do odhaczenia – bażant królewski. Miejsce: Skaštice – las nad rzeką Moštènką. Docieramy tu w godzinach południowych więc upał doskwiera. Ja pieszo a Tobiasz na rowerze pokonujemy główna drogę leśną wypatrując w gęstwinie pokrzyw i innego zielska tego, przecież nie małego, ptaka. W jedną stronę, w drugą stronę. Niestety bez sukcesu. Tobiasz znajduje pióra, jedyny dowód tego, że bażanty te tu są. A myślałem, że będzie łatwo. Pora jechać dalej.

IMG_6351_cr
Pióra bażanta królewskiego znalezione w lesie nad Moštènką.

 

W dalszej podróży docieramy do Inarzo (blisko Mediolanu). Na campingu „La Madunina” nad Lago di Comabbio rozbijamy namiot. Camping bardzo fajny, godny polecenia. W tych okolicach mamy teoretycznie do zobaczenia 3 gatunki: przepióra wirginijskiego, ogoniatkę czubatą i ibisa czczonego. Ale oczywiście na pierwszy ogień idzie… sławny autodrom w Monzie ;-). Później próbujemy na bagnach Brabbia (Riserva Naturale della Palude Brabbia) znaleźć ogoniatki, ale komary dają się tak we znaki, że przeczuwając reakcje Tobiasza, odpuszczam. Trafiamy jednak w miejsce, gdzie w okresie jesiennym jest punkt obrączkowania ptaków. To może się przydać na przyszłość, bo przecież kiedyś tę ogoniatkę trzeba będzie odhaczyć :-). Następnego dnia wcześnie rano jedziemy do Oldenico nad rzeką Sesia. Dolina rzeki stanowi obszar chroniony – Riserva Naturale Isolone di Oldenico. Od naszego campingu to około 60 km. Wreszcie widzę nowy gatunek – ibisa czczonego, początkowo pojedyncze lub w kilku osobniczych grupach lecące na żerowisko a później całe stado w liczbie około 30 ptaków, które wraz z czaplowatymi (białe, nadobne, siwe i złotawe), żerują na ryżowych polach. Okazuje się, że pola ryżowe są w tej części Włoch dość rozpowszechnione. Jedziemy wysoką groblą, co trochę chroni nas od ataku rozwścieczonych komarów. Generalnie zarówno ibisy jak i czaple są dość płochliwe. Dojeżdżam do skrzyżowania dróg polnych, muszę przecież jakoś zawrócić. I w pewnym momencie z zarośli przydrożnych samochód wypłasza jakiegoś kuraka. Trochę mniejszy od kuropatwy, na pewno zdecydowanie większy od przepiórki, a to co rzuca się w oczy to białe (bardzo jasne) elementy upierzenia na głowie. Ha ! To nie może być nic innego jak przepiór wirginijski !!!. To bardzo miła niespodzianka, bo akurat tego ptaka się tu nie spodziewałem (miałem na niego inne miejscówki, ale jednak nie liczyłem w ogóle, że o tej porze roku jestem w stanie go zobaczyć). Później doczytałem, że jednak Park  to też jest miejsce jego występowania. Wizytę w Oldenico kończymy lodami w przydrożnym sklepiku, a Tobiasz całe popołudnie spędza na campingowym basenie. Następny etap – Lazurowe Wybrzeże.

Autostradą A26/A10 pędzimy w kierunku granicy z Francją. Mijamy tunel za tunelem. Doliczyliśmy do 120 i … zgłodnieliśmy, co spowodowało zakończenie naszej zabawy ;-). Do Francji jeszcze ze 100 km. Do uroczego Saint-Jean-Cap-Ferrat docieramy. To podobno pewne miejsce aby zobaczyć nierozłączki rudogłowe. Po kilku próbach wreszcie udaje nam się zaparkować auto. Schodzimy stromą uliczka w kierunku portu. Już po kilku minutach do moich uszu dochodzi charakterystyczny skrzek. To muszą być jakieś papugi !!! Rzeczywiście na antenie jednego z wysokich budynków dostrzegam 3 nierozłączki rudogłowe, które głośno nawołują. Po chwili na tejże antenie siedzi ich już 8. To był szybki strzał :-). Idziemy na pizzę i zwiedzanie nadmorskiego kurortu. Ponieważ zbliża się wieczór srebrnodziobka indyjskiego w Nicei, zostawiam na drogę powrotną. Jedziemy w kierunku Hiszpanii. Postanawiam spróbować zaoszczędzić obierając trasę „za free”. O mały figiel nie kończy to zderzeniem z wielkim odyńcem, którego dostrzegam w ostatniej chwili oślepiony światłami samochodu jadącego z przeciwka. Uff ! Nie ma co ryzykować, wracam na autostradę.

Do wielkiej Barcelony docieramy 19 lipca. Nawigacja w mojej Nokii bezbłędnie prowadzi mnie pod wzgórze gdzie w tutejszym parku Jardines de Joan Brossa (dzielnica Montjuïc) zadomowiły się mnichy nizinne. Jest sobota, więc oprócz turystów całe mnóstwo Hiszpanów. Udaje nam się zaparkować przy głównej ulicy Avinguda de Miramar. Mnichy nizinne  namierzamy bardzo szybko. Zajadają się kwiatostanami robinii akacjowej, przeganiając się przy tym z typowym dla papug wszelkiej maści krzykiem. W zasadzie nic więcej w Barcelonie nie planowałem. Tobiasz jednak upiera się, żeby w Parku zrobić piknik. Chwila nieuwagi, zapomnienia, że jednak złodzieje są wszędzie i … tracę plecak z zawartością sprzętu fotograficznego (i nie tylko), który zostaje wyjęty z samochodu, kiedy jakiś „miły” facet zagaduje mnie pytając o dojazd do jakiegoś muzeum. Jestem wściekły, gotuje się we mnie, nie daje jednak tego po sobie poznać ze względu na Tobiasza. Oczywiście na pomoc ze strony polskich służb dyplomatycznych nie ma co liczyć. Mają takich „intruzów” jak ja po prostu w dupie. Szybko docieram na policję, z nadzieją, że może … Po 3 godzinach (zmarnowanych) nadzieja umarła. Na pamiątkę pozostał jedynie protokół. Straciłem bezpowrotnie sprzęt a przede wszystkim zdjęcia, których żal mi najbardziej. No ale trzeba się otrząsnąć, wszak to maja być przede wszystkim nasze wakacje. Weryfikuję na szybko plan podróży, rezygnuję z miejsc, które miałem w planie odwiedzić pod kątem ptasim, co powoduje, że skracamy nasz pobyt o 4 dni. Ale, tak jak obiecałem synowi, przez interior Hiszpanii, docieramy do wybrzeża Algavre a stamtąd do Lizbony.

Sójki iberyjskie na campingu Despenaperros w Santa Elena (Hiszpania)

DSCF0253_1
Bem-vindo a Portugal 🙂
DSCF0287_1
Tobiasz i Atlantyk (wybrzeże Algavre)
WP_20140724_012_1
Wieża w Belem – jedna z najsłynniejszych budowli Lizbony

 

W okolicach Lizbony można zobaczyć kilka gatunków z kategorii C. Znanym takim miejscem jest np. Barroca d’Alva, gdzie widuje się m.in. wikłacze. Spędzając 3 dni w Lizbonie decyduję się jednak jedynie na próbę zobaczenia majny czubatej w rejonie fortu Forte de São Julião da Barra w Carcavelos. Próbę jak najbardziej udaną. W sumie widzimy kilka ptaków w rejonie parkingu przy forcie.

DSCF0294_cr
Majna czubata koło fortu w Carcavelos

 

Przyszedł w końcu czas na obranie drogi powrotnej. Przez Salamancę i Burgos  docieramy do Irun omijając od zachodu Pireneje. We Francji przejeżdżamy przez sławne Camarque, a następnie docieramy do Monaco. Tutaj Tobiasz jest w swoim żywiole – co rusz to jakiś niesamowity model samochodu :-). Po kolejnych dwóch dniach docieramy do domu.

DSCF0307_1
Tobiasz a w tle Lamborghini Galardo i Porsche Carrera

 

Pomimo przykrej przygody to były FAJNE  WAKACJE 🙂

Odsłona 2 – szybki „come back”

Namówiłem Radka Gwoździa na powtórkę części mojej wakacyjnej trasy. Najpierw, 15. sierpnia wybraliśmy się do Skaštic. Mogłem pozwolić sobie na robienie za przewodnika ;-). W lesie nad Moštènką jesteśmy wcześnie rano. Następuje powtórka z mojej poprzedniej wizyty. Obchodzimy znacznie więcej leśnych duktów, zapuszczamy się na przełaj w las…i nic, poza piórami. Zrezygnowani wracamy do auta na krótki odpoczynek.

A
W tego typu siedlisku nad Moštènką wsiedlane są bażanty królewskie.
AAA
Inny fragment bażanciego lasu