Dwa dni ptaszenia po „Włoskim Bucie” (XII’2014)

 IMG_8775_cr1

Ptasiarstwo to nie tylko ptaki. Ptasiarstwo to również ludzie, z którymi stykam się podczas „gonienia” za ptakami po świecie. Przy tego typu kontaktach rodzą się znajomości :-). Daniele Occhiatto spotkałem po raz pierwszy na Corvo 2 miesiące temu. Sympatycznego Włocha polubiła cała nasza polska ekipa. I chyba ze wzajemnością :-). Daniele oczywiście zachwalając walory ornitologiczne swojej Toskanii zapraszał do odwiedzin. Okazja ku temu nadarzyła się bardzo szybko :-). Bo oto nad Adriatykiem pojawiła się dorosła mewa szarogłowa Chroicocephalus cirrocephalus. Ponieważ mewa ta zimowała już w tym miejscu w ubiegłym roku była szansa, że powinna pozostać tam na dłuższy czas. Tak więc ruszyliśmy z Radkiem Gwoździem na południe.

Dzień w Toskanii – bengalik czerwony

Umówiliśmy się z Daniele na stacji benzynowej przy autostradzie A1 w północnej części Florencji. Daniele przybył punktualnie, stamtąd podjechaliśmy pod jego blok, gdzie zostawiliśmy nasze wypożyczone auto i samochodem Daniele ruszyliśmy na ptaki. To będzie zapewne dzień Radka ;-). Wszystko wskazuje, że zaliczy 4 nowe gatunki, ja – 1. Na pierwszy ogień – bengalik czerwony Amandava amandava. Docieramy do Lago di Massaciuccoli. Tutaj wysiadamy z samochodu i idziemy na krótki spacer wzdłuż trzcinowisk i zarośli porastających brzegi rowów i co bardziej podmokłe miejsca. Piątek to tutaj, w Toskanii, ostatni dzień w tygodniu na spokojne obserwacje. W zimowe weekendy na arenę wkraczają myśliwi. Mijamy śpiewające wierzbówki, w zaroślach pełno ptasiego drobiazgu: potrzosy, zięby, szczygły, dzwońce, rudziki. W końcu Daniele zwraca nasza uwagę na dochodzące, krótkie głosy „czik – czik” . To właśnie odzywają się bengaliki. Po chwili widzimy kilka ptaków wpadających w chaszcze. Ale nie dostrzegam żadnej czerwonej barwy. No tak, o tej porze czerwonych bengalików po prostu nie ma :-). Po chwili udaje się nam obejrzeć przez kilka sekund te maleństwa, żerujące w gęstwinie zarośli. Niepozorne, szarobrązowe z mocnym, typowym dla ziarnojada, dziobem.

IMG_9946a
Nad Toskanią wstaje słońce
IMG_9948a
Promienie wschodzącego słońca oświetlają szczyty Alp Apuańskich

 

Jedziemy w inne miejsce. Tym razem będziemy szukać pekińczyka Leiothrix lutea. Gatunek co prawda z kategorii C no ale widnieje na liście ptaków Zachodniej Palearktyki i trzeba go mieć. Dla mnie nie jest to nowość. Widziałem go w drodze powrotnej z Korsyki w okolicach Lucci. Zresztą tam też się udajemy, ale w inne miejsce niż to moje. Docieramy w rejon Monti Pisani (Gattaiola). Zatrzymujemy się na poboczu wąziutkiej drogi. Jakieś zabudowania, most nad wąziutkim wąwozem, którego dnem w okresach deszczowych płynie woda, teren mocno zarośnięty. Daniele puszcza głos pekińczyka i po chwili mamy w dole pięknego samczyka. Warunki świetlne kiepskie, a ptak nie chce zbytnio współpracować. Radek nazwał kolorowo ubarwionego ptaka „kiczowatym”. Nie sposób nie przyznać mu racji :-).

IMG_8599_cr
Pekińczyk Leiothrix lutea

 

Jedziemy dalej, po kolejne nowe gatunki dla Radka. W miejscowości Terranuova Bracciolini zjeżdżamy z autostrady w kierunku pasma Monti del Pratomagno. Wspinamy się na rozległy płaskowyż. To miejsce na pokrzewkę kasztanowatą Sylvia undata. Teren pokryty gęsto niskimi krzakami, otwarty – typowy dla pokrzewek. I rzeczywiście po chwili od puszczenia głosu pojawia się zaniepokojona pokrzewka kasztanowata. Ale to nie wiosna. Ptak przelatuje co jakiś czas w pobliżu ale nie wystawia się w eksponowanych miejscach. Trudno, dokumentacji nie będzie. Podjeżdżamy w jeszcze jedno miejsce. Sytuacja jest podobna, ale w tym drugim miejscu widzimy dodatkowo głuszki Emberiza cia.

IMG_9955a
Krajobraz Monti del Pratomagno – na pierwszym planie siedliska pokrzewki kasztanowatej

 

Zjeżdżamy w dół, w tereny rolnicze w okolicach Bucine. Jako ostatni gatunek na listę Radka ma trafić cierlik Emberiza cirlus. I trafia :-). Widzimy w dwóch miejscach cierliki, jednak w znacznej odległości od nas. Jeździmy po okolicy z nadzieją, że może jednak da się je zobaczyć bliżej w innych miejscach. Bez powodzenia. Obieramy więc kierunek na Florencję. Daniele zawozi nas w ciekawe miejsce. To Parco della Piana di Sesto Fiorentino. Teren jest ogrodzony, jednak Daniele dysponuje kluczami od wejść.

IMG_8618_cr
Cierlik Emberiza cirlus

 

To niewielki obszar około 50 ha, z kilkoma niewielkimi zbiornikami wodnymi przystosowany dla przyrodników i fotografików. Jest kilka schronów obserwacyjnych z których można dosłownie na wyciągnięcie ręki podziwiać różne gatunki kaczek, czapli, siewek. Miejsce jednym słowem „magiczne”. Daniele wiele swoich fantastycznych zdjęć robił właśnie tutaj. Szkoda, że chowające się za horyzontem słońce kończy nasze możliwości fotografowania i obserwacji.

IMG_8641a
Cyraneczka Anas crecca
IMG_8662a
Czapla biała Casmerodius albus
IMG_8675a
Czapla siwa Ardea cinerea

 

Nasz pracowity dzień w Toskanii powoli dobiega końca. Wracamy do Daniele domu, wszak czeka na nas kolacja :-). Mamy przyjemność poznać Daniele żonę – Barbarę i 2 córeczki. W oczekiwaniu na wyżerkę gadamy z Daniele na bardzo różne tematy, oglądamy fantastyczne zdjęcia ptaków z Włoch i innych krajów (zresztą obejrzyjcie je sami http://www.pbase.com/dophoto#gallerie), równie udane jego rysunki ptaków. Dowiadujemy się, że Daniele zna miejsca corocznego zimowania na terenie Włoch trznadli białogłowych! Zasiadamy w końcu do stołu. A na nim potrawy typowo toskańskie, przygotowane przez Barbarę: na pierwszy rzut idą olive all’ascolana (oliwki w panierce), crostini di fegatini (wątróbka drobiowa mielona na ciepło położona na chlebie), spinata calabra (lokalne oryginalne salami z wieprzowiny). Kolejnym daniem jest risatoni al pesto ligure (makaron z zielonym pesto). Na koniec danie główne: polpettone (kawałki śmażonego mięsa) i patate, cipolle e zucchine (purre ziemniaczane z warzywami). Wszystko PALCE LIZAĆ :-). Daniele spogląda na mnie i śmieje się bo wie, że jestem na diecie. No nie, mówi się trudno. Bardzo szybko daję sobie „rozgrzeszenie” i zajadam  panując jednak nad ilością, co nie było łatwe :-).

Dzień w Apulii – mewa szarogłowa

Po nocnej jeździe, docieramy przed 5 rano do Bisceglie, nad zatoczkę Cala del Pantano. To tutaj widywana jest mewa szarogłowa. Jest jeszcze całkowicie ciemno i … zimno. Plus 3 to nie jest temperatura jak dla mnie na południe Włoch, nawet przyjmując, że mamy grudzień. Mamy okazje na jakąś drzemkę. Około 7 zaczynają podjeżdżać w nasze miejsce pojedyncze samochody. To lokalni rybacy. Nie mają wolnego weekendu. Szykują łodzie, montują silniki i w morze. My też już jesteśmy zwarci i gotowi do wyszukiwania mewy szarogłowej. Wstające słońce powoli pozwala dostrzegać szczegóły upierzenia pojawiających się coraz to liczniej mew, głównie śmieszek.

IMG_8706a
Pierwsi rybacy opuszczają zatokę Cala del Pantano
IMG_8717a
W zatoczce pojawiają się pierwsze śmieszki

 

 Mijają jednak pierwsze dwie godziny i nic. Śmieszki, od czasu do czasu jakieś pojedyncze mewy czarnogłowe i jeszcze mniej liczne mewy romańskie. Duża część mew żeruje na otwartym morzu. Adriatyk dzisiaj jest płaski jak stół. Mewy zlatują się do zatoki, gdzie zażywają kąpieli i piją zawzięcie „słodką” wodę przy ujściu kanału. Cały czas z nadzieją czekamy na tę JEDNĄ, chociaż powoli zaczyna wkradać się w nas delikatny niepokój. Wczoraj niemieccy ptasiarze szukali mewy szarogłowej przez 7 godzin. My nie mamy aż tyle czasu. Najpóźniej o 14 musimy wyjechać stąd aby dotrzeć na lotnisko w Neapolu. Koło 10-tej postanawiamy przejechać troszkę bardziej na południe, w okolice Molfetty, sąsiedniej miejscowości, bo przez lunety dostrzegamy tam spore stadko odpoczywających mew.

IMG_8731a
Większość mew żeruje jednak na morzu, ale dość blisko brzegu.
IMG_8744a
Torre Calderina – jedna z wież powstałych w XVII wieku w celu obserwacji Adriatyku i wcześniejszego wykrycia zbliżających się wrogów
IMG_8755_cra
Mewy korzystają z każdej możliwości napicia się słodkiej wody – tu „zaatakowały” kałużę

 

 Istotnie mew jest kilkaset. Skład gatunkowy jednak bez zmian. W trakcie spaceru drogą wzdłuż wybrzeża wdeptuje w ludzką kupę. A fe ! – z jednej strony, z drugiej – czyżby na szczęście ?  Okazuje się przy okazji, że takie „wierzenia” nie są obce i Włochom ;-). Daniel dzwoni do kogoś, po czym informuje nas, że nie mamy co szukać mewy gdziekolwiek indziej niż w tym miejscu, gdzie zaczęliśmy w dniu dzisiejszym i że ptak pojawia się nie wcześniej niż po godzinie 11. No cóż, mamy więc troszkę czasu na skromne śniadanie w Bisceglie. Szybko wracamy nad Cala del Pantano. Wracają też rybacy ze swoją zdobyczą. Ponad 200 mew siedzi na skałach i kamieniach po drugiej stronie zatoki, część „kąpie się” w samej zatoce. Jest duży ruch, ptaki się wymieniają. Dzielimy się terenem. Co jakiś czas wśród typowo ubarwionych jak na tą porę roku śmieszek, pojawiają się osobniki z ciemniejsza głową, „podnosząc ciśnienie”. No ale w końcu około godz. 11.20 Daniele obwieszcza że JEST NASZA MEWA ! Po chwili dobiegamy do Niego i cieszymy oczy widokiem mewy szarogłowej. Trzeba przyznać, że to bardzo ładny gatunek mewy. Sprawdziło się więc nie tylko to co powiedział znajomy Daniele przez telefon, ale również „wierzenia ludowe” :-). Robimy jakieś fotki dokumentacyjne. Całe szczęście, że ptak ma zachowane ubarwienie głowy z szaty godowej, bo wyłuskanie go w stadzie śmieszek, przy całkowitym przepierzeniu głowy byłoby bardzo, ale to bardzo trudne.

IMG_8758a
Świeże „owoce morza”
IMG_8772_cr
Mewa szarogłowa Chroicocephalus cirrocephalus – 12.12.2014
IMG_8775_cr
Mewa szarogłowa Chroicocephalus cirrocephalus – 12.12.2014
IMG_8777_cr
Mewa szarogłowa Chroicocephalus cirrocephalus – 12.12.2014
IMG_8785_cr
Mewa szarogłowa Chroicocephalus cirrocephalus – 12.12.2014
IMG_8793_cr
Mewa szarogłowa Chroicocephalus cirrocephalus – 12.12.2014
IMG_8796_cr
Mewa szarogłowa Chroicocephalus cirrocephalus – 12.12.2014

 

Rozentuzjazmowani nie dostrzegamy, że ptak w pewnym momencie znika. Skanowanie siedzących na brzegu i „baraszkujących” w wodzie mew nie daje pozytywnego rezultatu. Widzieliśmy ptaka może przez 5 minut i tyle. Podjeżdżają jeszcze jacyś dwaj Włosi, znający się z Daniele. Oni nie będą jednak mieli dzisiaj szczęścia zobaczenia tego gatunku. A my – obieramy drogę w kierunku Wezuwiusza. W drodze Daniele przekazuje nam informację, że w Austrii stwierdzono potrzosa popielatego. No to mamy dylemat. W najbliższych planach to miał być przecież Helgoland i trznadel szarogłowy 😉. Póki co, dojeżdżamy na lotnisko w Neapolu. Zdajemy auto i żegnamy się z Danielem. Wiemy, że chciałby zobaczyć Oświęcim. Daniele dziękujemy za gościnę i zapraszamy do Polski ! Daniele grazie per la vostra ospitalità e benvenuto a Polacco !