Po prostu Luì – czyli Nowy Rok na tłiczu (N Włochy – 2015)

Luì di Hume tak po włosku nazywa się ptasia rzadkość, zalatująca z Centralnej Azji. Po naszemu to świstunka ałtajska, blisko spokrewniona ze świstunką żółtawą. W Polsce do tej pory chyba tylko 2 stwierdzenia.

Kiedy co niektórzy budzili się w ten noworoczny dzień po mniej lub bardziej szalonych wygibach nocy sylwestrowej usiłując sobie przypomnieć co wydarzyło się od momentu kiedy „film się urwał”, ja po równie „szalonej nocy” zapamiętanej jednak ze szczegółami, stałem dzielnie na obrzeżu zabudowań w Quinto di Treviso wpatrzony w ścianę zieleni.  Jest ? Czy może spłoszona fajerwerkami opuściła to miejsce w którym przebywała od końca listopada a cały mój trud poszedł na marne ? Oprócz mnie jest jeszcze kilku włoskich ptasiarzy. I jak to Włosi, rozgadani w najlepsze. Jedynie lornetki i aparaty fotograficzne świadczą, że przybyli w tutaj w tym samym celu co ja. Mocne słońce oświetla zieloną, bambusową i nie tylko, „ścianę”. Po zimnym poranku robi się coraz cieplej. W końcu słychać z gęstwiny głośne, zaciekłe „dsu – łit”. Nie ma wątpliwości to głos świstunki ałtajskiej.  Nasłuchałem się go przed wyjazdem. A więc jest !!!  Włosi milkną, skanują zarośla niektórzy przygotowani do fotograficznego „strzału”. I w końcu cierpliwość zostaje nagrodzona. Niewielki ptaszek pojawia się na skraju zieleni, w typowy sposób dla świstunek próbuje coś znaleźć wśród liści zarówno tych zielonych, żywych jak i tych zeschniętych, opadłych.  Jest bardzo ruchliwa, zmienia gałązki w mgnieniu oka. Czasami robi ‚motylka”. W końcu znika, by po kilkunastu minutach pojawić się znowu. I tak „w koło Macieju”. Odległość sporawa ale daje się zrobić jakieś „dowodowe fotki”.

WP_20150101_001
W takiej scenerii zadomowiła się świstunka ałtajska.

IMG_9145_cr_cr

IMG_9146_cr_cr

IMG_9177_cr_cr

IMG_9178_cr_cr

IMG_9183_cr_cr

IMG_9184_cr_cr

IMG_9220_cr_cr

IMG_9221_cr_cr

IMG_9222_cr_cr

IMG_9223_cr_cr

IMG_9224_cr_cr

IMG_9233_cr_cr

IMG_9235_cr_cr

IMG_9237_cr_cr

Po 3 godzinach obserwacji zmęczenie podróżą powoli zaczyna dawać o sobie znać (słoneczko też zrobiło swoje 😉 ). Żegnam się z sympatycznymi Włochami. Idąc wolno do samochodu odkrywam uroki tej części wioski. Spiętrzona rzeka, stary młyn, ptactwo (przejrzane mewy niestety nie miały obrączek)…

WP_20150101_007
Stary młyn koło restauracji „La Rosta” w Quinto di Treviso.
WP_20150101_011
Spiętrzona Fiume Sile koło restauracji „La Rosta”w Quinto di Treviso z m.in. łabędziami niemymi, czernicami, łyskami, kokoszkami, krzyżówkami, perkozkami i śmieszkami
IMG_9284_cr_Galinula chloropus
Kokoszka (Gallinula chloropus)
IMG_9275_fulica atra
Łyska (Fulica atra)
IMG_9252_cr_Aythya fuligula
Czernica (Aythya fuligula) – kaczor

 Przede mną ponad 1000 km powrotnej drogi. W Alpy wjeżdżam wraz z zachodem słońca. Widoki jak z bajki. Na jednym z parkingów zatrzymuje się na dłuższy odpoczynek. Jest kilka stopni mrozu. Opatulony śpiworem wpatrzony w zmieniające się barwy gór zasypiam.

IMG_9298a IMG_9306a IMG_9307a

Budzi mnie zimno. Skromny dietetyczny posiłek i w drogę. Do Polski docieram wczesnym rankiem.

Ptasi,  Nowy 2015 Rok rozpoczęty :-).